środa, 10 października 2012

Rozdział dziewiąty

   Molly szła pustym korytarzem i niecierpliwie się rozglądała. Szukała czegoś. Nagle natknęła się na Artura. Stał odwrócony do niej plecami i nie raczył się odwrócić. Kiedy przeszła do przodu zobaczyła, że jest cały zakrwawiony. Przestraszyła się i nie wiedziała co robić. Pobiegła przed siebie co chwila odwracając głowę do tyłu. Artura już tam nie było. Zaczęła biec wolniej, aż w końcu znalazła się na dziedzińcu. Prawie potknęła się o nagrobek. Na nim widniał napis:
Tu spoczywają Percy i Audrey Prewett'owie.
Nie wiedziała co robić. Łzy napłynęły jej do oczu, gdy zobaczyła martwe ciało Fabiana przy tym nagrobku. Znów zaczęła uciekać. Wybiegła na błonia, gdzie na ziemi leżały ciała jej bliskich. Lucy, Gideon, Sara, Sophie, Klara, a nawet profesor McGonagall ! Wszyscy byli zakrwawieni. W końcu upadła na ziemię ze zmęczenia. Zobaczyła, że przed nią stoi Artur.
- Molly jak mogłaś to zrobić ! Nie możemy być już razem. - mówił ze złością, a ona wstała.
- Ale ja.. ja nic nie rozumiem !
- Taak.. Ty nic nie rozumiesz. A to ciekawe ! Nie widzisz co zrobiłaś ? To wszystko TWOJA wina. -kontynuował, podkreślając to słowo.
- To zrobiłam ja ? - mówiła z żalem.
- Przecież ci powiedziałem !
- Al.. Ale... Ale to nie ja ! Przysięgam ! - gdy to powiedziała, Artur zaczął oddalać się od niej...
     Promienie słońca obudziły ją. ,,To było straszne !'' powiedziała cicho. ,,Gdyby to wszystko się stało ! Och..'' łza spłynęła jej po policzku i natychmiast poczuła dotyk dłoni. Była to Sophie.
- Molly co się stało ? Czemu płaczesz ?
- Miałam koszmar. - powiedziała łkając. - Śniło mi się, że nie żyłaś ! Że Lucy, Sara, Klara i Gideon też nie żyją ! I moi rodzice z Fabianem..
- Kochana. Zapomnijmy o tym. To był tylko sen. Pamiętaj tylko sen.. -uspokajała ją przyjaciółka. - No, a teraz ogarnij się ! Przemyj twarz, ubierz się i chodź na śniadanie. Ja będę czekała w pokoju wspólnym. - poklepała ją po ramieniu i wyszła z uśmiechem na twarzy.
Jej jednak nie było do śmiechu. Wcale nie mogła się otrząsnąć, ręce jej dygotały i nie mogła powstrzymać łez. ,, Za co ! Czemu śnią mi się takie rzeczy !'' za dużo wszystkiego na raz. Miała ochotę rzucić wszystko i uciec stąd. Jednak wiedziała, że to u jest jej drugi dom. Miała tu swoich przyjaciół, a w rodzinnym miasteczku ani jednej osoby, oprócz braci, z którą mogłaby porozmawiać. Kochała to miejsce, ale jakaś cząstka jej chciała uciec. Nie dała się ponieść emocjom, ubrała się i wyszła do pokoju wspólnego. Gdy tylko zobaczyła ją Sophie, od razu przyjaciółka powiedziała ,, O ! W końcu ! Ile można czekać'' i uśmiechnęła się. Złapały się pod ręce i poszły na śniadanie. Zjadły kanapki, popijając ciepłą herbatą w Wielkiej Sali. Zaraz po śniadaniu odbywała się lekcja Zielarstwa. Udały się do cieplarni i zajęły swoje stałe miejsca przy donicach. Lekcja przebiegła szybko, jak pozostałe zajęcia. Na obiedzie przypomniała sobie, że nie rozmawiała w ogóle z Arturem po obudzeniu. A minęła już połowa dnia !
Zostawiła w progu przyjaciółkę i pobiegła do Artura. Rzuciła mu się na szyję. On ze zdziwioną miną tylko powiedział:
- Cześć Molly - uśmiechając się , gdy to mówił.
- Cześć. - odpowiedziała ze speszoną miną, gdy zobaczyła , że wszyscy się na nich patrzą i powoli puszczała go z ucisku.
Zajęli miejsce przy Sophie i Klarze i wzięli się za jedzenie kurczaka. Po obiedzie, gdy mieli czas wolny,  poszli na boisko, aby zdążyć na trening drużyny Gryfonów. Jednak nie wszyscy tam poszli z całej paczki. Nie było z nimi Lucy..
   Wracając z treningu wszyscy byli szczęśliwi. I ci, którzy siedzieli na trybunach i ci, którzy są w drużynie. Wszyscy oprócz Gideona. Cały czas szedł ze spuszczoną głową i nic nie mówił. Molly niepokoiła się o brata, ale czuła też złość. Była zła na dziewczynę swojego brata. Tak po prostu zostawiła ich przed pierwszym meczem w tym semestrze. Na szczęście wygrali. Jednak z przewagą tylko stu punktów. Zmiatacz, który dostała od Artura spisał się świetnie. Ale nie to ją interesowało. Skupiała się raczej na Lucy. ,,Była taka miła ! Opuściła ważny mecz swojego chłopaka ! To się w głowie nie mieści ! ''. Molly była zła na nią, ale nie mogła na razie nic zrobić, więc podeszła do Gideona.
- Nie martw się ! Pewnie jej coś wypadło ! - mówiła uśmiechając się.
- Ale obiecała mi ! I nie dotrzymała tego słowa...- przerwał, gdy przeszła obok nich bez słowa. Molly już chciała za nią biec, ale Sara spojrzała na nią spod oka i pokręciła głową. Wściekła rudowłosa, od razu po przyjściu do dormitorium odeszła od przyjaciół i podeszła do Lucy.
- Musimy porozmawiać... - powiedziała, gdy nikt z jej przyjaciół nie patrzył.
- Nie mogę teraz.. Uczę się. - odpowiedziała i wyszła z pokoju wspólnego.
- Nie rozumiem, nie rozumiem. - dodała po ciuchu kręcąc głową. Nie wiedziała co robić i bez namysłu poszła za nią.
    Wyszła przed Wielką Salę i zaczęła jej szukać. Na darmo. Przeszukała chyba całą szkołę, lecz po niej ani śladu. Przeszukała wszystkie sale lekcyjne, lochy, wieże, Wielką Salę, ale jej nie spotkała. Pobiegła na błonia i zauważyła w oddali postać, która przyśpieszała kroku idąc w stronę Zakazanego Lasu. Molly również tak zrobiła i zaczęła biec. W końcu jej wzrok znalazł tą postać. Rudowłosa zdziwiła się i zastanawiała się co dziewczyna jej brata tu robi. Nagle zza drzew wyszła inna postać. Była wyższa i była ubrana w luźne szaty. Dziewczynka upewniła się, że nikt jej nie widzi i przyglądała się tej scenie. Przez parę chwil szeptali bardzo cicho.
- Jak Ci idzie ? - szeptała nieznana jej postać .
- Myślę, że dobrze.. Wszystko idzie tak jak planowaliśmy. - to zdanie najbardziej zdziwiło ją.
,,W co ona się pakuje ?!'' tylko tyle pomyślała i uciekła z lasu. Wbiegła do swojej sypialni. Na łóżkach siedziały jej przyjaciółki - Sara, Sophie i Klara. Rozmawiały spokojnie, ale kiedy Molly wbiegła do pokoju cała zdyszana, spojrzały się na nią i zapytały ,,Co się stało ?! '' . Opowiadając to wszystko patrzyły na nią z wytrzeszczonymi oczami i otwartymi buziami. Widać, że one też nie mogły w to uwierzyć. Gdy skończyła, koleżanki wypytywały ją o szczegóły. Jak już wszystko, ze szczegółami powiedziała, Molly wstała i podeszła do okna. W końcu, związując włosy w luźnego koka powiedziała:
- Trzeba dowiedzieć się o co tu chodzi...