niedziela, 30 grudnia 2012

Rozdział trzynasty

     Był 4 stycznia- święta już minęły, więc w Hogwarcie znowu zaczęło robić się tłocznie. Weseli uczniowie wracali z ferii świątecznych, a Molly nadal była przejęta Arturem i Sandrą. Nie chciała latać na miotle, w ogóle myśl o tym, że już będą chodzić na lekcje codziennie, zmartwiała ją jeszcze bardziej. Nie miała najmniejszej ochoty siedzieć w klasach i słuchać nudnych wykładów profesorów. Jednak to nadeszło. W poniedziałek, po świętach już spotkali się w sali od Historii Magii. Nudna lekcja trwała tak długo, że Molly zaczęła pisać liściki z Sarą, Klarą i Sophie. Dziewczyny opowiadały co robiły podczas ferii. Klara nie była w pełni czarownicą. Jej tata był mugolem, ale to wcale nikomu nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, bardzo ciekawiło ich, co robią mugole, jak się zachowują, jak świętują i jak radzą sobie bez czarów. Klara wszystko im tłumaczyła, mówiła, że gdy dostała list jej ojciec był właśnie zadowolony.
- Przepraszam, panno Skinni - nauczyciel zwrócił się do Klary. - Czy może mi pani to wytłumaczyć ? Co pani robi, zamiast słuchać mojego wykładu ? - mówił cały czas profesor, a klasa zaczęła chichotać.
- Zaraz każdy dostanie szlaban  ! Uciszcie się i dajcie mi skończyć wykład ! - zdenerwował się.
Koniec zajęć był strasznie nudny i panowała niemiła atmosfera.
     Inne lekcje nie wzbudzały zainteresowania, bardziej skupiała się na Arturze i Sandrze, którzy leżeli na łóżkach szpitalnych- ona w Skrzydle Szpitalnym, a on w Szpitalu Świętego Munga. Chciała być przy nich w tym samym czasie, jednak mogła pójść tylko do dziewczyny, którą można powiedzieć, że ,,uratowała''. Jeszcze wczoraj zaryzykowała swoją karierą szkolną, ponieważ wybrała się do Świętego Munga bez pozwolenia żadnego z profesorów, a dzisiaj... Nie miała towarzystwa na zajęciach. Na każdej lekcji siedziała z Arturem, a teraz on pewnie jeszcze śpi... Z nudów poszła do Sandry, ale najpierw wzięła ze swojej sypialni paczuszkę słodyczy.
- Cześć Sandra ! - powiedziała podchodząc do jej łóżka.
- Och... To ty... Jak ty się w ogóle nazywasz ? - wychrypiała, lekko uśmiechając się.
- No tak. Nie przedstawiłam się ! Jestem Molly. Molly Prewett z Gryffindoru.
- Nie miałam okazji ci nawet podziękować ! Uratowałaś mnie, a dzięki tobie i pielęgniarce nie ma prawie śladu po tej ranie. Jednak muszę tu leżeć, ponieważ jak pewnie wiesz, straciłam dużo krwi...
- A... Może nie chcesz odpowiedzieć, ale...
- Mów śmiało
- No chodzi o to, że chciałam się zapytać co, a może kto cię tak zranił ?
- Ech. Tak myślałam, że kiedyś o to spytasz. No cóż... Nie widziałam jego twarzy, ale zdążyłam spojrzeć na szatę, był tam herb Slytherinu.
- Coś z tym domem jest nie tak ! Artur, mój ... - zaczerwieniła się. - Mój przyjaciel leży w Szpitalu Świętego Munga, ponieważ jakiś chłopak ze Slytherinu dał mu jakieś ciastko czy coś... - nagle przerwała. - Właśnie ! Mam dla ciebie upominek. Proszę - powiedziała, podając Sandrze słodycze.
- Oj, dziękuję. Nie musiałaś. I tak dużo dla mnie zrobiłaś.
- To przecież nic wielkiego.
Molly spojrzała na zegarek. Zbliżała się pora Obrony przed Czarną Magią.
- Przepraszam, ale ja muszę lecieć na lekcje ! Do zobaczenia - mówiła już w drzwiach, bo prawie była spóźniona. Jednak w ostatniej chwili zdążyła, gdyż skrzydło szpitalne było niedaleko właśnie tej sali, gdzie miały odbyć się te zajęcia.
- Dziś będziemy mówić o... - Molly znów rozkojarzona. Tym razem myśli skupiały się na Ślizgonach.
,,Czy siedzę w jednej sali z kimś kto otruwa i rani uczniów ?'' Strasznie się bała, przez co ręce zaczęły jej drżeć, a nogami zaczęła stukać o podłogę. Nagle dreszcze przeszły po jej ciele. Poczuła, że ktoś na nią patrzy. Rozejrzała się i tylko jedna para oczu była na nią skierowana. Był to Ślizgon. Kiedy profesor się odwrócił rzucił do niej zwiniątko. Była to wiadomość na kartce, a litery dobierały się w takie słowa:

Jeśli nie będziesz ostrożna, będziesz następna...

Postanowiła zachować ten list, aby mieć dowód.
Pierwszą osobą, która go zobaczyła był jej brat, ponieważ jemu ufała bezgranicznie. Opowiedziała mu jak to się stało, że patrzył na nią, że rzucił jej ten liścik...
- To bardzo podejrzane... A zapamiętałaś jego twarz ?
- Myślę, że tak. Wiem na pewno, że był ze Slytherinu.
- No to wiem i ja. A zapomniałem ci powiedzieć najważniejszej rzeczy ! ARTUR WYCHODZI ZE SZPITALA ! - prawie wykrzyczał ostatnie zdanie, mając nadzieję, że jego siostra się troszkę rozchmurzy. Molly zaczęła skakać z radości i przytuliła się do brata. Spytała się o której ma powrócić do Hogwartu. Dowiedziawszy się, spojrzała na zegarek. Dochodziła szesnasta, a Artur miał się pojawić w szkole w pół do siedemnastej. Dziewczynka szybko wybiegła z pokoju i krzątała się po szkole, nie wiedząc, którędy wróci chłopiec. Chodziła w tą i z powrotem, aż minęło te trzydzieści minut. Stała właśnie przy gabinecie dyrektora. Usłyszała głos Artura. Widząc, że wychodzi on sam z pokoju, rozejrzała się dookoła i wiedząc, że nikogo tam nie było rzuciła się Arturowi na szyję i pocałowała go. Jednak ta chwila nie trwała zbyt długo, gdyż zobaczył ich ten Ślizgon. Udawał, że na nich patrzył, ale ona to widziała. Spoglądał na nich co chwila, myśląc, że oni nie zwrócą na to uwagi. Stało się jednak inaczej. Molly już chciała iść i to z nim wyjaśnić, ale Artur ją powstrzymał, łapiąc za rękę.
     Była zdenerwowana. Czemu nie uwolniła się z uścisku i tam nie poszła ? Dlaczego pozwoliła mu odejść i dalej nękać ,,ofiary'' ?
Nie wiedziała co robić. Złościła się na siebie jeszcze bardziej. Nie mogła uwierzyć, że tak zostawiła tą sprawę. Próbowała zapomnieć, ale na próżno. Wszystko jej się plątało w głowie, przez co nie mogła się na niczym skupić. Nie była już taka wesoła. Jej głównym punktem zainteresowania był Ślizgon, który zranił Sandrę. Ślizgon, przez którego Artur wylądował u Świętego Munga...

sobota, 29 grudnia 2012

Rozdział dwunasty

     Dzień powoli dobiegał końca, a Molly nie zjadła ani śniadania ani obiadu , przez co strasznie burczało jej w brzuchu. Z Arturem pobiegła do dormitorium i weszła do swojej sypialni i złapała za paczuszkę ze słodyczami, którą odpakowała rano. Zeszła schodami i usiadła na kanapie przy Arturze.
- Chcesz ? - zapytała, podsuwając mu paczuszkę ze słodyczami.
- Jasne ! Widzę, że masz tu Fasolki Wszystkich Smaków.. Uwielbiam je ! - powiedział przeszukując słodycze. W końcu wyjął fioletową fasolkę i włożył do buzi.
- Mm... Smak... Kalafiora ! - wybuchnął śmiechem tak samo jak Molly.
- A ja mam... Truskawek! Pycha... - mówiła przeżuwając smakołyk.
Zajadali się słodyczami przez długi czas, aż w końcu przyszła pora na kolację. Byli najedzeni, ale wypadało się zjawić chociaż na chwilę na Wielkiej Sali. Wychodząc z dormitorium zobaczyli Lucy. Nie odezwała się słowem tylko szła dalej. Artur wzruszył ramionami i złapał rudowłosą za rękę.
      Po kolacji Molly wyszła razem ze swoim przyjacielem z Wielkiej Sali, ponieważ on słabo się poczuł. Udała się z nim do pielęgniarki, aby coś na to poradziła. Dziewczyna cały czas myślała, że to jej wina. Na szczęście szkolna sanitariuszka zapewniła ją, że jutro chłopiec wyjdzie ze Skrzydła Szpitalnego. Ta wiadomość ucieszyła ją, ale i tak miała to na sumieniu. Smutna, poszła do sypialni i usiadła na łóżku, biorąc pufkę do ręki i pogłaskała ją. Siedziała przygnębiona, martwiąc się o Artura. Nie wiadomo kiedy zasnęła...
     Na drugi dzień była strasznie zmęczona. W nocy miała koszmary, przez które nie mogła spać. Niewyspana zeszła na dół, gdzie czekał na nią brat. Nie miał wesołej miny, co oznaczało, że coś się stało. Martwiła się, że chodzi o Fabiana, albo rodziców, a może o Artura... Burzę mózgów przerwał ciepły, ale niespokojny głos Gideona.
- Witaj Molly.
- Cześć ! Coś się stało ? Masz taką minę...
- Owszem. Nie wiem jak ci to powiedzieć... - przerwał biorąc oddech. - Na pewno pamiętasz, jak wczoraj Artur został w Skrzydle Szpitalnym, zresztą sama go tam zaprowadziłaś... Okazało się, że zatruł się i pojechał do Szpitala Świętego Munga, ponieważ szkolna pielęgniarka nie umiała tego wyleczyć... Na twarzy wyskoczyły mu jakieś bąble... - po ostatnich słowach, dziewczynka zamarła w bezruchu. Stała patrząc się na brata z niedowierzaniem. Nagle wymamrotała:
- Muszę tam pojechać ! - oznajmiła Gideonowi.
- Ale jak ?! Jak chcesz się tam dostać ? Wiesz w ogóle gdzie to jest ?
Nie odpowiedziała. Wyszła z dormitorium i zaczęła biec, nie patrząc gdzie zmierza. Biegła przed siebie omijając wszystkich uczniów. Każdy patrzył się na nią, ale nie zapytał co się stało. W końcu wpadła na profesor McGonagall.
-Dokąd to, panno Prewett ?
-Em.. Nigdzie.
-Nigdzie powiadasz... To czemu biegłaś ?
-Pani profesor... Dowiedziałam się, że Artur jest Szpitalu Świętego Munga i muszę tam pojechać !
-Młoda damo nie możesz opuścić teraz szkoły. Gdybyś była rodziną pana Weasley'a to może jakieś szanse by się znalazły... Ale w tym przypadku nie może pani.
Przez chwilę milczała, próbując nie patrzeć nauczycielce Transmutacji w oczy. W końcu podziękowała jej i odeszła.
     Wbiegła do łazienki dziewcząt. Stała przy lustrze nie wiedząc co robić. Po paru minutach usłyszała kroki. Odwróciła głowę i zobaczyła chudą dziewczynę, z długimi kruczoczarnymi włosami, która trzymała się za zakrwawioną rękę.
- Co ci się stało..
- Mam na imię Sandra..
- Co ci się stało, Sandra?
- Nic. To nic wielkiego...
- Krew ci leci ! Musisz iść do pielęgniarki !
- Nie. Poradzę sobie - odpowiedziała uparta dziewczyna.
- To pozwól, że przyniosę bandaże !
- Jak chcesz...
- To czekaj tu ! Nie odchodź !
- Dobrze, dobrze - westchnęła Sandra.
Molly szybko pobiegła do pani pielęgniarki i poprosiła ją o bandaże. Oczywiście pielęgniarka pytała po co jej, więc ona odpowiedziała, że chce poćwiczyć na lekcje transmutacji. Dostała bandaże i wróciła do dziewczyny. Siedziała teraz oparta o ścianę, nadal trzymając ranę.
- Mam bandaże ! - powiedziała podchodząc do niej.
- Dziękuję, że mi pomagasz, ale wiedz, że nie musisz...
Ignorując Sandrę zaczęła opatrywać ranę. Molly całkiem zapomniała o Arturze i o Szpitalu Świętego Munga. Okazało się, że zraniona dziewczyna straciła dużo krwi. Robiła się coraz słabsza, a rudowłosa nie wiedziała co dalej robić.
- Z jakiego domu jesteś ? - zapytała zorientowana.
- Z... - wyszeptała - Z Hufflepu... Hufflepuffu... - dokończyła i zemdlała. Molly zupełnie straciła nadzieję, ale od razu pobiegła po opiekuna Hufflepuffu i po Gideona.
- Gi... Gideonie - wysapała. - Musisz mi pomóc ! Znalazłam dziewczynę w łazience ! Ona jest ranna i zemdlała ! Nie wiem co mam robić !
- Spokojnie Molly, spokojnie. Zaprowadź mnie do niej...
Za drzwiami czekała pani Sprout i razem poszli do Sandry. Dziewczyna leżała w tym samym miejscu.
- Panno Prewett, dlaczego pani nie poszła po pielęgniarkę ?
- Em... Sandra powiedziała, żebym nie szła...
- No cóż... Dobrze, że przynajmniej rana została zabandażowana.
- Pani Profesor czy ona z tego wyjdzie ? - zapytała rozżalona dziewczynka.
- Och.. Tak. Raczej tak.
- A co tak właściwie to jak ją tu spotkałaś i co ją tak zraniło ? - wtrącił brat.
Molly wszystko im opowiedziała jak się tu znalazła, jak zauważyła Puchonkę, jednak nie wiedziała co ją zraniło. Kiedy Gideon razem z panią Sprout podnieśli ją i kierowali się do Skrzydła Szpitalnego, przypomniało się jej o Arturze. Zapytała się nauczycielki, czy jest jakaś szansa na to, żeby mogła się tam dostać. Jednak nie było pozytywnej odpowiedzi. Wręcz przeciwnie. Profesor odpowiedziała, że nie, gdyż nie jest rodziną poszkodowanego. Molly jeszcze bardziej się załamała.
     Wróciła z Gideonem do dormitorium i spytała go czy da radę udać się tam za pomocą sieci Fiuu. Brat nie był tym zachwycony, ale pomógł jej. Najpierw poprosili Sarę, żeby zagadała profesor McGonagall, a oni weszli do jej kominka. ,, Do Świętego Munga !'' krzyknęli razem i ledwo zobaczyli gabinet opiekunki ich domu. Teraz tylko zielone światło mieli teraz przed oczami. W końcu, po paru minutach wirowania w ,,przestrzeni'', znaleźli się na pierwszym piętrze szpitala, w którym leżał Artur. Dziewczynka wbiegła z taką prędkością na schody, że Gideon nie mógł jej dogonić. Zaglądała po cichu do każdej sali, aż w końcu go zobaczyła. Leżał sam w pokoju. Otworzyła pośpiesznie drzwi i od razu go przytuliła i chciała pocałować w policzek, jednak nie udało jej się to przez ogromne krosty na twarzy. Wzięła krzesło i usiadła, trzymając swojego śpiącego lubego za rękę. Czując jej dotyk uniósł powieki i spojrzał na nią z uśmiechem.
-Cz- cześć Molly - wyjąkał.
- Och, Arturze tak się martwiłam ! Kto Ci to dał ?
- To nic wielkiego Molly, nic wielkiego.
- Gdyby nie było to wielkie, to byś tu nie leżał !
- A co się działo w szkole dzisiaj ? - zmienił szybko temat.
Opowiedziała mu o Sandrze, a potem Gideon pokazał na zegarek, co miało oznaczać, że muszą już wracać. Molly puściła rękę Artura i wyszła za bratem.
Równie szybko wyszli, jak i weszli. Ponownie znaleźli się w gabinecie profesor Minervy. Szybko wybiegli z pokoju, kiedy usłyszeli kroki, które stawały się coraz głośniejsze. Udali się w stronę Wielkiej Sali i zobaczyli Sarę. Spytała się czy wszystko poszło zgodnie z planem. Koleżanka z sypialni Molly słuchała uważnie, kiedy podszedł do nich Pringle, który był woźnym w Hogwarcie.
- Co wy tu robicie ? Nie powinniście być boisku ?
- Ale... Ach no tak ! Dzisiaj mecz quidditcha ! Gryfoni przeciwko Puchonom !
Molly jako obrońca musiała pojawić się na meczu. Z prędkością światła pobiegła razem z bratem do szatni Gryfonów i ku jej zdziwieniu zastała tam całą drużynę. Okazało się, że mecz przesunięto o pół godziny, ponieważ nie było pełnego składu ani Gryfonów ani Puchonów. Dziewczyna skojarzyła, że Sandra była w drużynie Hufflepuffu. Wyjaśniła drużynie dlaczego jej nie było.
      Po wygranym meczu uczniowie Gryffindoru udali się do pokoju wspólnego, aby świętować zwycięstwo. Było to już w godzinach wieczornych, więc Molly poszła się położyć, po strasznie długim dniu pełnym wrażeń...

niedziela, 16 grudnia 2012

Rozdział jedenasty

  Był 24 grudnia. Większość uczniów wyjechała do swoich rodzin na święta. W pokoju Gryfonów również było mało osób. Z sypialni Molly została tylko Sara. Za oknem prószył gęsto śnieg i można było zobaczyć szron. Wszystko pokrywał biały puch.  Rudowłosa dziewczyna zeszła schodami do dormitorium i zobaczyła tam niewielką grupkę znajomych, Sarę, Gideona i Artura, którzy właśnie wychodzili z innymi, nie zauważając jej. Molly musiała pójść sama na śniadanie, co nie zdarzyło się jej nigdy w Hogwarcie. Powoli drepcząc po pustym korytarzu, wpatrywała się w okna, widząc sowy szybujące w powietrzu. Przyspieszając kroku doszła do Wielkiej Sali i udała się w stronę stołu Gryffindoru.
- Cześć Molly ! - powiedziała Sara machając jej i równocześnie pokazując miejsce dla niej.
- Cześć ! - odpowiedziała.
- Rozpakowałaś prezenty ?
- Jakie prezenty ? Co ? Prezenty ? - zdziwiona pytała przyjaciółkę.
- Halo tu ziemia ! Dziś Wigilia !
- Ach.. No tak ! - krzyknęła wybiegając z sali.
       Wchodząc do pokoju zajrzała pod ogromną choinkę, nie patrząc w ogóle dookoła siebie.
- Proszę, proszę. Ktoś zapomniał rozpakować prezentów...
- Nie zauważyłam cie.. - odpowiedziała bezinteresownie dziewczynie swojego brata, która ostatnio dużo przeskrobała u Molly.
Zostawiając Lucy, wzięła się za prezenty. Pod pięknie udekorowanym drzewkiem leżało mnóstwo upominków. W pudełkach, owinięte w papier, w torebkach z choinkami, bałwanami lub reniferami. Wszystkie podarunki były wielkie. Nie wiedziała, od którego zacząć, gdy nagle ujrzała niewielkie pudełko, które drżało. Złapała za nie i otworzyła wieko. W środku była najprawdziwsza, czerwona pufka. Molly była szczęśliwa. Zawsze marzyła o takim zwierzątku. Nie wiedziała tylko tego, kto dał jej ten prezent. W końcu zobaczyła w pudełku kartkę, na której napisane było ,,Od wielbiciela''. Dziewczyna od razu domyśliła się o kogo chodzi. Wsadziła pufkę na ramie i wzięła się za inne paczki. Były tam słodycze, kartki świąteczne, galeony, książki, ale i tak ją najbardziej cieszyło czerwone stworzonko. Po rozpakowaniu wszystkich upominków, zwróciła się do Lucy:
- Mam do ciebie prośbę...
- Słucham ? - arogancko zapytała.
- Nie zbliżaj się do mojego brata !
- Pff. Bo coś mi zrobisz. Ha ha ha. Śmieszne.
- Dla mnie to nie jest śmieszne. Może ty nie wiesz jak to jest, gdy ktoś z twojej rodziny cierpi, przez osobę, która kiedyś zdawała się być twoją przyjaciółką ! W moim przypadku to Gideon cierpi przez CIEBIE ! - podkreślając ostatnie słowo wyszła z dormitorium, wiedząc, że te słowa mogły zaboleć, ale może w końcu coś zrozumie.
   W połowie drogi na salę wpadł na nią Artur, przez co oboje się wywalili.
- Przepraszam Molly -rzekł wstając z posadzki.
- Nic się nie stało - powiedziała, uśmiechając się .
- To dobrze. Pomogę ci wstać - podał jej rękę.
- Dzięki.
- Widzę, że masz nowe zwierzątko..
- Dziękuję - powiedziała, rzucając mu się na szyję i całując w policzek.
- Ho ho ho. Tylko jak dam ci prezent będziesz mnie całować w policzek ? - parsknął śmiechem zarumieniony chłopak.
- Oczywiście, że nie - przytuliła się do niego jeszcze mocniej.
- Przejdziemy się ?
- Jasne ! Tylko nie na trzecie piętro.
- Spokojnie, spokojnie. Tam nie pójdziemy - zapewniał ją, po czym złapał za rękę i prowadził.
   Błąkali się po pustych korytarzach. Na nikogo się nie napotkali, nikt ich o nic nie wypytywał. Tylko oni sami. We dwoje. Rozmawiali o wszystkim, a zarazem o niczym...

czwartek, 1 listopada 2012

Rozdział dziesiąty

    Tej nocy Molly wyszła ze swojej sypialni, aby zobaczyć czy Lucy gdzieś pójdzie. Założyła szlafrok i zeszła po cichu na dół. Będąc już na przedostatnim stopniu usłyszała kroki i zaczęła się  powoli cofać. Nie siedziała sama. To był Gideon. Było bardzo ciemno, jednak udało jej się zobaczyć, że Lucy się śmieje, ale jej brat ma związane ręce i zaklejoną buzię. Poczuła, że serce podskoczyło jej do gardła. Z jednej strony chciała iść i uwolnić brata, a z drugiej bała się konsekwencji. Zastanawiała się co tak na prawdę może jej zrobić dziewczyna. Już bez wahania podeszła do nich...
- Co Ty robisz ?! - powiedziała Molly
- Idź stąd ! Nie twój interes !
- Właśnie, że mój ! To mój brat ! Uwolnij go ! - mówiła pełna łez.
- Smarkulo wracaj do łóżka !
- Nie ! - krzyknęła. Zrobiła poważny błąd. Lucy wstała z kanapy i podeszła do niej.
- Powiedziałaś nie ? Ach ! Dziecko co ty sobie myślisz... Idź spać. - warknęła i już chciała ją uderzyć, lecz pohamowała się.
- Jak Gideon mógł się w tobie zakochać ! Nie wiem co on w tobie widział ! Jak mogłaś trafić do Gryffindoru ? - wiedząc, że nie powinna tego mówić, nie mogła się powstrzymać.
Widziała, że Lucy nie mogła dobrać słów. W końcu powiedziała:
- Powtarzam po raz kolejny. IDŹ SPAĆ ! - krzyknęła bardzo głośno, a Molly usłyszała kolejne kroki. Była to Sara. Lucy szybko, jednym machnięciem różdżki rozwiązała Gideona i uśmiechnęła się, udając , że nic się nie stało.
- Co ... tu się - ziewnęła Sara - dzieje ?
- Lucy.. - zaczęła mówić rudowłosa, a dziewczyna, która jeszcze niedawno trzymała jej brata związanego spojrzała na nią.
 - Lucy.. Lucy lunatykowała...
- A Gideon ? - dopytywała koleżanka.
- Gideon. Gideon przyszedł.. ee.. ze mną. - skłamała Molly.
- Przyszłam tu, bo usłyszałam hałas. Ktoś.. - ponownie ziewnęła Sara. - Ktoś krzyczał...
Molly popatrzyła na Lucy z gniewem, a ta tylko wstała i powiedziała ,, To ja pójdę się położyć''.
    Po południu rudowłosa dziewczynka wraz z bratem i Arturem poszła na obiad. Przy stole Gryfonów brakowało jednej osoby. Lucy. Nie chciała nic o niej wspominać Gideonowi więc w ciszy usiadła na ławce.
- Klara.. - szepnęła. - Klara.
- Co ?
- Nie widziałaś Lucy ?
- Nie. Nawet w pokoju wspólnym jej nie było. - to zdanie dało jej dużo do myślenia. ,,Czy uciekła z Hogwartu ? Nie.. nie mogła uciec ! Czy może po prostu zamknęła się w sypialni i nikogo nie wpuszczała i sama nie wychodziła.. '' Miała teraz wyrzuty sumienia. Nie była pewna dlaczego. ,, Chciałam tylko dobrze dla brata.. Nie wiedziałam, że aż tak ją zranię'' wszystko zrzucała na siebie. Jednak wieczorem już starała się o tym nie myśleć i śmiała się z przyjaciółmi w dormitorium opowiadając różne śmieszne historie.
Przygotowywali się do kolejnego wypadu do Hogsmeade. Planowali wspólnie gdzie pójdą, a wszystko zapisywali na pergaminie.
- Może pójdziemy do Zonka ?  -zaproponowała Sophie.
- Tak ! Muszę też kupić sobie trochę słodyczy.. - powiedział Artur.
- Czyli... - zaczął Gideon - Idziemy najpierw do Zonka,a potem do Miodowego Królestwa... Gdzieś jeszcze ?
- Myślę, że nie, a jak czegoś będziemy jeszcze potrzebować to po prostu się tam udamy. - zaproponowała Klara uśmiechając się.
  Cztery dni minęły równie szybko jak śnieg. Rano wyruszali do bajecznie pięknego miasteczka, a szczególnie pięknego zimą.. Biały puch okrywał wszystkie budynki i ulice. Nie było widać chodników i ulic. Tylko wydeptane ścieżki przez czarodziei, którzy dość często tu przychodzili na herbatę do Kawiarni Pani Puddifoot.  Gdy usłyszeli hasło: ,,Możecie się rozejść ! Widzimy się tu punkt trzecia ! '' od razu poszli do Zonka, gdzie kupili kilka łajnobomb i innych rzeczy. Wychodząc ze sklepu zrobiło im się bardzo zimno, więc pośpiesznie udali się na ciepłą czekoladę. Spędzili tam godzinę, po czym wyszli na miejsce zbiórki. Spojrzeli na zegarek. Wskazówki pokazywały godzinę drugą trzydzieści. Mieli pół godziny. Nie tracąc czasu pobiegli po słodycze. Kupili sobie pełne torby smakołyków i zmieszali się z uczniami przy profesor McGonagall. Wracając do zamku śpiewali piosenki razem z nauczycielami, klaskali, tupali, aby się rozgrzać, ponieważ było bardzo zimno. W końcu pozwolili studentom wyczarować ogień za pomocą zaklęcia INCENDIO. Po niecałej godzinie, wchodząc do Hogwartu Molly poszła z Arturem przejść się po szkole. 

środa, 10 października 2012

Rozdział dziewiąty

   Molly szła pustym korytarzem i niecierpliwie się rozglądała. Szukała czegoś. Nagle natknęła się na Artura. Stał odwrócony do niej plecami i nie raczył się odwrócić. Kiedy przeszła do przodu zobaczyła, że jest cały zakrwawiony. Przestraszyła się i nie wiedziała co robić. Pobiegła przed siebie co chwila odwracając głowę do tyłu. Artura już tam nie było. Zaczęła biec wolniej, aż w końcu znalazła się na dziedzińcu. Prawie potknęła się o nagrobek. Na nim widniał napis:
Tu spoczywają Percy i Audrey Prewett'owie.
Nie wiedziała co robić. Łzy napłynęły jej do oczu, gdy zobaczyła martwe ciało Fabiana przy tym nagrobku. Znów zaczęła uciekać. Wybiegła na błonia, gdzie na ziemi leżały ciała jej bliskich. Lucy, Gideon, Sara, Sophie, Klara, a nawet profesor McGonagall ! Wszyscy byli zakrwawieni. W końcu upadła na ziemię ze zmęczenia. Zobaczyła, że przed nią stoi Artur.
- Molly jak mogłaś to zrobić ! Nie możemy być już razem. - mówił ze złością, a ona wstała.
- Ale ja.. ja nic nie rozumiem !
- Taak.. Ty nic nie rozumiesz. A to ciekawe ! Nie widzisz co zrobiłaś ? To wszystko TWOJA wina. -kontynuował, podkreślając to słowo.
- To zrobiłam ja ? - mówiła z żalem.
- Przecież ci powiedziałem !
- Al.. Ale... Ale to nie ja ! Przysięgam ! - gdy to powiedziała, Artur zaczął oddalać się od niej...
     Promienie słońca obudziły ją. ,,To było straszne !'' powiedziała cicho. ,,Gdyby to wszystko się stało ! Och..'' łza spłynęła jej po policzku i natychmiast poczuła dotyk dłoni. Była to Sophie.
- Molly co się stało ? Czemu płaczesz ?
- Miałam koszmar. - powiedziała łkając. - Śniło mi się, że nie żyłaś ! Że Lucy, Sara, Klara i Gideon też nie żyją ! I moi rodzice z Fabianem..
- Kochana. Zapomnijmy o tym. To był tylko sen. Pamiętaj tylko sen.. -uspokajała ją przyjaciółka. - No, a teraz ogarnij się ! Przemyj twarz, ubierz się i chodź na śniadanie. Ja będę czekała w pokoju wspólnym. - poklepała ją po ramieniu i wyszła z uśmiechem na twarzy.
Jej jednak nie było do śmiechu. Wcale nie mogła się otrząsnąć, ręce jej dygotały i nie mogła powstrzymać łez. ,, Za co ! Czemu śnią mi się takie rzeczy !'' za dużo wszystkiego na raz. Miała ochotę rzucić wszystko i uciec stąd. Jednak wiedziała, że to u jest jej drugi dom. Miała tu swoich przyjaciół, a w rodzinnym miasteczku ani jednej osoby, oprócz braci, z którą mogłaby porozmawiać. Kochała to miejsce, ale jakaś cząstka jej chciała uciec. Nie dała się ponieść emocjom, ubrała się i wyszła do pokoju wspólnego. Gdy tylko zobaczyła ją Sophie, od razu przyjaciółka powiedziała ,, O ! W końcu ! Ile można czekać'' i uśmiechnęła się. Złapały się pod ręce i poszły na śniadanie. Zjadły kanapki, popijając ciepłą herbatą w Wielkiej Sali. Zaraz po śniadaniu odbywała się lekcja Zielarstwa. Udały się do cieplarni i zajęły swoje stałe miejsca przy donicach. Lekcja przebiegła szybko, jak pozostałe zajęcia. Na obiedzie przypomniała sobie, że nie rozmawiała w ogóle z Arturem po obudzeniu. A minęła już połowa dnia !
Zostawiła w progu przyjaciółkę i pobiegła do Artura. Rzuciła mu się na szyję. On ze zdziwioną miną tylko powiedział:
- Cześć Molly - uśmiechając się , gdy to mówił.
- Cześć. - odpowiedziała ze speszoną miną, gdy zobaczyła , że wszyscy się na nich patrzą i powoli puszczała go z ucisku.
Zajęli miejsce przy Sophie i Klarze i wzięli się za jedzenie kurczaka. Po obiedzie, gdy mieli czas wolny,  poszli na boisko, aby zdążyć na trening drużyny Gryfonów. Jednak nie wszyscy tam poszli z całej paczki. Nie było z nimi Lucy..
   Wracając z treningu wszyscy byli szczęśliwi. I ci, którzy siedzieli na trybunach i ci, którzy są w drużynie. Wszyscy oprócz Gideona. Cały czas szedł ze spuszczoną głową i nic nie mówił. Molly niepokoiła się o brata, ale czuła też złość. Była zła na dziewczynę swojego brata. Tak po prostu zostawiła ich przed pierwszym meczem w tym semestrze. Na szczęście wygrali. Jednak z przewagą tylko stu punktów. Zmiatacz, który dostała od Artura spisał się świetnie. Ale nie to ją interesowało. Skupiała się raczej na Lucy. ,,Była taka miła ! Opuściła ważny mecz swojego chłopaka ! To się w głowie nie mieści ! ''. Molly była zła na nią, ale nie mogła na razie nic zrobić, więc podeszła do Gideona.
- Nie martw się ! Pewnie jej coś wypadło ! - mówiła uśmiechając się.
- Ale obiecała mi ! I nie dotrzymała tego słowa...- przerwał, gdy przeszła obok nich bez słowa. Molly już chciała za nią biec, ale Sara spojrzała na nią spod oka i pokręciła głową. Wściekła rudowłosa, od razu po przyjściu do dormitorium odeszła od przyjaciół i podeszła do Lucy.
- Musimy porozmawiać... - powiedziała, gdy nikt z jej przyjaciół nie patrzył.
- Nie mogę teraz.. Uczę się. - odpowiedziała i wyszła z pokoju wspólnego.
- Nie rozumiem, nie rozumiem. - dodała po ciuchu kręcąc głową. Nie wiedziała co robić i bez namysłu poszła za nią.
    Wyszła przed Wielką Salę i zaczęła jej szukać. Na darmo. Przeszukała chyba całą szkołę, lecz po niej ani śladu. Przeszukała wszystkie sale lekcyjne, lochy, wieże, Wielką Salę, ale jej nie spotkała. Pobiegła na błonia i zauważyła w oddali postać, która przyśpieszała kroku idąc w stronę Zakazanego Lasu. Molly również tak zrobiła i zaczęła biec. W końcu jej wzrok znalazł tą postać. Rudowłosa zdziwiła się i zastanawiała się co dziewczyna jej brata tu robi. Nagle zza drzew wyszła inna postać. Była wyższa i była ubrana w luźne szaty. Dziewczynka upewniła się, że nikt jej nie widzi i przyglądała się tej scenie. Przez parę chwil szeptali bardzo cicho.
- Jak Ci idzie ? - szeptała nieznana jej postać .
- Myślę, że dobrze.. Wszystko idzie tak jak planowaliśmy. - to zdanie najbardziej zdziwiło ją.
,,W co ona się pakuje ?!'' tylko tyle pomyślała i uciekła z lasu. Wbiegła do swojej sypialni. Na łóżkach siedziały jej przyjaciółki - Sara, Sophie i Klara. Rozmawiały spokojnie, ale kiedy Molly wbiegła do pokoju cała zdyszana, spojrzały się na nią i zapytały ,,Co się stało ?! '' . Opowiadając to wszystko patrzyły na nią z wytrzeszczonymi oczami i otwartymi buziami. Widać, że one też nie mogły w to uwierzyć. Gdy skończyła, koleżanki wypytywały ją o szczegóły. Jak już wszystko, ze szczegółami powiedziała, Molly wstała i podeszła do okna. W końcu, związując włosy w luźnego koka powiedziała:
- Trzeba dowiedzieć się o co tu chodzi...

czwartek, 20 września 2012

Rozdział ósmy

     Jak co dzień Molly obudziła się w sypialni, którą dzieliła z Sarą, Sophie i Klarą. Dziewczynki były już ubrane i siedziały na łóżku Sary, a Molly dopiero co wstawała. We trójkę cicho śmiały się i o czymś rozmawiały.
Szybko się ubrała i bez słowa wyszła. Gdy zamykała drzwi głośniej się śmiały i słychać było jej imię niejednokrotnie, ale ona nie przejmowała się tym. W pokoju wspólnym było straszne zamieszanie. Każdy próbował przeczytać informację zawieszoną na Tablicy Ogłoszeń. Molly dostała się do niej po dziesięciu minutach. Na kartce widniał wielki napis:
         
                 Nabór do drużyny Quidditcha już dziś !
Chcesz dołączyć do drużyny Gryfonów ? Nic prostszego ! Przyjdź dziś na boisko, zaraz po obiedzie !

Szybko pomyślała o Arturze. Stanęła na palcach i rozglądała się za rudą czupryną, jednak nigdzie go nie zobaczyła, więc pobiegła na Wielką Salę. Podeszła do stołu Gryffindoru i zastała tam go.
- Arturze ! Czytałeś o naborze ? - zapytała go, a on pośpiesznie wstał.
- Co ?! Nie, nie czytałem ! Chodźmy !
Biegli z powrotem do dormitorium lecz nagle Molly potknęła się o szatę i upadła na prawe ramię. Chłopiec pochylił się nad nią i podniósł. Zaraz po tym zaprowadził ją z Gideonem, który przybiegł tuż po wypadku, do Skrzydła Szpitalnego, gdzie pielęgniarka ją opatrzyła. Okazało się, że zbiła lekko obojczyk. Nie będzie mogła chodzić na lekcje i nie zostanie przyjęta do drużyny, a tak jej na tym zależało !
Leżała sama i nagle usłyszała kroki. W drzwiach zobaczyła Artura, Gideona i Lucy.  Byli uśmiechnięci i powitali ją przyjaźnie.
- Molly ! Jak mogłaś potknąć się o szatę ! -  mówił rozbawionym głosem Gideon.
- Ale na szczęście to tylko lekkie zbicie obojczyka ! Pani pielęgniarka powiedziała, że za parę dni z tego wyjdę.
- Mam dla ciebie Czekoladowe Żaby. - uśmiechnęła się Lucy i pokazała paczuszkę.
- Och, dziękuję ! Nie trzeba było wydawać na mnie pieniędzy !
-  A ja... Mam dla Ciebie niespodziankę ! - powiedział Artur - Kupiłem ci nowego Zmiatacza !
Molly zarumieniła się i już chciała się do niego przytulić, jednak zapomniała o obojczyku.
- Proszę zostawić już pannę Prewett w spokoju ! Musi odpoczywać ! - wygoniła ich pielęgniarka.
   Leżała na łóżku szpitalnym wpatrując się w sufit, ponieważ nie mogła zasnąć. Cały czas myślała jak przebiegł nabór, czy Artur się załapał. A najbardziej ciekawiło ją to skąd wziął pieniądze na Zmiatacza. On sam nie miał dobrej miotły.. A w ogóle to z jakiej  okazji dostała to od niego. Leżała sama w Skrzydle Szpitalnym, rozmyślajac o wszystkim na raz. Nagle jej powieki zrobiły się ciężkie. Był środek dnia, jednak już była zmęczona i zasnęła.
    - Ej ! Cicho bądź, bo ją obudzisz ! - uciszała Klarę Sara, a Molly od razu odtworzyła oczy i spojrzała na grupkę ludzi przy jej łóżku. Była tam Sara, Klara, Gideon, Lucy, Artur i Sophie. Wszyscy byli uśmiechnięci. Dopiero po paru minutach dziewczynka rozejrzała się po sali i zobaczyła przepięknie udekorowany pokój. Kolorowe serpentyny zwisały z żyrandoli, balony były przywiązane do każdego łóżka, a na stoliku, który był zasłonięty przez jej brata, stał tort. Podniosła się i łzy szczęścia spłynęły jej po policzku.
- Sto lat siostra !
- Wszystkiego najlepszego !
- Spełnienia marzeń ! - wszyscy zaczęli się przekrzykiwać, a ona przytuliła się do nich i przez łzy powiedziała ,, Dziękuję''. Była szczęśliwa ! Zupełnie zapomniała, że ma dziś urodziny. To dlatego Artur kupił jej miotłę. Nie mogła uwierzyć, że to się dzieje na prawdę. Zapomniała całkiem o obojczyku i razem z przyjaciółmi zajadała się czekoladowym tortem z polewą truskawkową. Jej ulubiony. Nie mogła wymarzyć sobie lepszych urodzin !
       Spędzili z nią całe popołudnie, a następnie poszli do dormitorium i położyli się spać. Molly była zachwycona, jednak gdy pomyślała, że teraz zostanie tu sama na całą noc, nie było już jej tak wesoło. Sama w ogromnym Skrzydle Szpitalnym, bez przyjaciół. Sama. Nie spała tej nocy, kręcąc się i wiercąc z boku na bok z bolącym obojczykiem.
Rano wstała cała rozczochrana i zaspana. Usłyszała otwieranie drzwi, w których stanęła pani pielęgniarka.
- Och ! Już wstałaś ! Jak dobrze. Możesz się ubrać i pójść dziś na lekcje - oznajmiła, a Molly od razu uśmiechnęła się i szybko założyła luźną, zieloną bluzkę i jeansy. Wybiegła do Sali Wejściowej i tam wpadła na Artura.
- Auć. - poprawiła bluzkę i zwróciła się do niego- Ja nie chciałam ! Przepraszam.
- Molly ! Wyszłaś już ?
- Tak ! Dziś mogę iść na lekcje ! Pielęgniarka czyni cuda !
- To bardzo dobrze ! Dziś znowu sprawdzian z Quidditcha !
- Ale jak to ? Nie było go wtedy ? - zdziwiona nie mogła uwierzyć.
- Był. Ale przyszedłem tylko ja,Sophie i Klara. No wiesz.. Był Gideon, bo on jest już w drużynie, ale do gry potrzebne jest 7 osób ! Jeszcze dwie. No i kapitan postanowił powtórzyć sprawdzian. Przyjmie wszystkich dobrych. Nie będzie patrzył na klasę. - przerwał chłopiec. - Tak nam przekazał.
- No to muszę się wymknąć. Bo pewnie nie będę mogła iść. - zamyśliła się. - Ale pomożesz mi, prawda ?- spojrzała na niego pytająco.
- Emm.. No jasne ! - zauważyła, że kąciki jego ust unoszą się. Chciała być z nim w drużynie, aby móc spędzać z więcej czasu razem.
- Co teraz mamy ?
- Hmm.. Eliksiry ! Chodźmy ! - ruszyli do lochów na lekcje.
- Dzień dobry profesorze - powiedzieli równo, Artur z Molly.
- Dzień dobry, dzień dobry. Siadajcie. - powiedział profesor. - O ! Panna Prewett, jak się pani czuje ?
- Dobrze, dziękuję.
Usiedli w ławce z Klarą i otworzyli podręczniki.
     Po lekcjach poszli na obiad. Wszyscy Gryfoni i paru Krukonów pytało się jej jak się czuje, czy boli ją obojczyk. Myślała, że niewiele osób o tym wie. Myliła się. Wszystkim odpowiadała: Już dobrze! Nie boli mnie nic.
Wzięła Zmiatacza z sypialni i udali się na boisko. Nikogo nie było oprócz osób, które wymieniał Artur i jednego Gryfona z tego samego roku co Gideon.
Sprawdzian się udał. Molly została przyjęta do drużyny na pozycję obrońcy. Bardzo chciała być pałkarzem, jednak nie mogła przez obojczyk. Jednak cieszyła się, że i tak się załapała.
     W sypialni, opowiedziała Sarze, która jako jedyna z całej czwórki dziewcząt ( nie licząc Lucy) nie interesowała się Quidditchem. Dziewczyny nie spały do późna, ciesząc się, że są już w ,,komplecie''. Jadły słodycze, opowiadały kawały i wiele innych.

niedziela, 9 września 2012

Rozdział siódmy

    -Molly ! Wstawaj ! -obudziła ją koleżanka z pokoju- Sara.
- Czemu leżysz na podłodze ?!
Dopiero teraz Molly zobaczyła, że nie leży na łóżku, tylko tuż obok niego. Nie wiedziała co się stało, ale szybko się podniosła.
- Ja nie wiem o co chodzi.. Pewnie miałam jakiś sen...
- Dobrze, ale teraz połóż się na łóżko, bo obudzimy dziewczyny ! - powiedziała Sara, a Molly od razu położyła się.
- A która jest godzina ?
- Piąta ! - odpowiedziała koleżanka i odwróciła się w stronę łóżka i położyła się spać. Molly jednak nie mogła już zasnąć, więc wzięła książkę i zeszła do salonu. Myśląc, że nikogo tam nie ma, rozsiadła się na kanapie, przez przypadek zwalając porcelanowy talerzyk ze stolika, szybko zebrała rozwalone szkło i zajęła się czytaniem. Nagle usłyszała czyjeś kroki. Odwróciła się i zobaczyła Artura.
- Co ty tutaj robisz o tak wcześnie ? - zapytał się, patrząc na nią swoimi brązowymi oczami.
- Ja nie mogłam ... A Ty, co tu robisz ? - zapytała szybko rudowłosa.
- Ja tu... obudziłem się przez hałas, coś tu spadło.. przyszedłem zobaczyć co to... - tłumaczył się Artur.
- Spadł talerzyk, przez przypadek..
- Ach.. No dobrze. To ja wracam na górę - odwrócił się na pięcie.
- Arturze ! Poczekaj. Możesz zostać ! Ja nie mam nic przeciwko ! - wykrzyknęła bez chwili zastanowienia. On od razu odwrócił się ponownie i powoli usiadł obok niej.
- Widziałam Cię wczoraj z Gideonem na boisku.. - powiedziała ciszej i spuściła głowę.
- Wiem - uśmiechnął się, a ona szybko podniosła swoją piegowatą twarz. - Widziałem Cię, ale nie mam Ci nic za złe. - kąciki jego ust uniosły się jeszcze wyżej. - Chcesz wiedzieć zapewne, co tam robiłem. Mam rację ? - zapytał nadal uśmiechając się rudowłosy Artur. - Byłem tam, ponieważ chciałem poćwiczyć latanie na miotle, bo bardzo chciałbym załapać się do drużyny. Może mnie nie przyjmą, bo jestem przecież dopiero na pierwszym roku, ale cóż... - westchnął. - Warto spróbować.
- To wspaniale Arturze ! Ja chyba też bym chciała.. Ale no .. Nie wiem. Zobaczy się.. - powiedziała obojętnie Molly.
- Oj, załapiesz się ! Razem się załapiemy ! - krzyknął i złapał ją za rękę. Ona znów zarumieniona uniosła delikatnie kąciki ust i spojrzała mu w oczy. Przez krótką chwilę wpatrywali się prosto w oczy i dziewczynka osunęła mu się na ramię. On ją od razu przytulił i nie wiadomo kiedy, zasnęli. Obudzili się tuż przed pobudką, ale w dormitorium nie byli sami. O barierkę na schodach opierał się Gideon, starszy brat Molly.
- Proszę, proszę ! No, nie spodziewałbym się. - mówił rozbawionym głosem z góry. Para natychmiast wstała i rozeszła się do sypialni, aby się ubrać. Molly założyła luźną bluzkę w kwiatki, zwykłe jeansy, a następnie wróciła do pokoju wspólnego, gdzie teraz było bardzo dużo osób. Rudowłosa dziewczynka ledwo przedarła się przez tłum i poszła na Wielką Salę. Usiadła jak zwykle obok Artura i Gideona. Nagle przyleciały sowy. Z daleka Molly rozpoznała swoją sowę, brązowy puszczyk niósł przy nóżce list ze zgodą na wyjście do Hogsmeade. Artur również otrzymał taką zgodę.
      Zbliżała się godzina czternasta. Niedługo pierwsze w życiu Molly wyjście do Hogsmeade. Nie wiedziała co tam zobaczy, ale i tak nie mogła się doczekać tego wypadu. Z opowiadań brata, który jest już na piątym roku nauki, był w każdym sklepie, knajpie w tym cudownym miasteczku. Powiedział jej, że jest tam kawiarenka, gdzie jest pyszne jedzenie. Molly postanowiła zaprosić tam Artura, przy najbliższym spotkaniu. Wpadła na niego przy drzwiach wejściowych.
- Arturze ! Arturze ! - krzyczała do niego, a on od razu spojrzał na nią.
- O! Cześć Molly ! Coś się stało ? - powitał ją serdecznie.
- No bo, może byśmy razem poszli do Kawiarni Pani Puddifoot.
- Świetny pomysł Molly ! Może zaprosimy jeszcze Gideona i Lucy ? - zaproponował, a ona od razu opuściła głowę.
- No.. Jak chcesz. - powiedziała obojętnym tonem, a chłopiec od razu zrozumiał, że nie był to dobry pomysł.
- Dobrze, pójdziemy sami jeśli nie chcesz. - mimo jej miny uśmiechnął się lekko - Ja tylko rzuciłem taki pomysł.
- To do zobaczenia ! - powiedziała i odwróciła się na pięcie. Podskakując dotarła do dormitorium i weszła do sypialni. Nie zastała w niej nikogo, podeszła do swojego kufra, który leżał pod jej łóżkiem i wyciągnęła z niego ulubioną, żółtą bluzkę i spódniczkę w kwiatki. Rozczesała dokładnie włosy, zaplotła warkocza i wyszła przed Wielką Salę. Spotkała tam Artura. Nie był jakoś elegancko ubrany, ale dziewczynka już była zachwycona.
- Zgody na wycieczkę do Hogsmeade ! - gdy usłyszeli głos Pringle'a od razu do niego podbiegli i dali mu kartki od rodziców i ruszyli w stronę uczniów stojących na dziedzińcu szkoły.
    Po podróży Molly i Artur wraz z innymi uczniami Hogwartu dotarli do małego miasteczka, Hogsmeade. Pełno ludzi i tłumy w sklepach.
- Dobrze uczniowie ! - powiedziała profesor McGonagall. - Możecie się rozdzielić ! Spotykamy się tu punkt czwarta ! I nie spóźniać mi się !
Gdy profesor skończyła mówić Artur złapał Molly za rękę i poszli na przód. Najpierw zajrzeli do sklepu, w którym było mnóstwo słodyczy, weszli właśnie do Miodowego Królestwa.  Ściany były zielone, a po całym lokalu poustawiane były półki, które były przepełnione przekąskami. Nie widzieli chyba jeszcze tylu słodyczy na raz, w jednym miejscu. Chłopiec kupił parę smakołyków i wyszli na zewnątrz. Udali się do Kawiarni Pani Puddifoot. Z zewnątrz wyglądało to na bardzo przytulne miejsce i takie było. Gdy weszli do środka, poczuli się jak w domu. Ciepłe kolory i ciepło z kominka, zupełnie jak w domu Molly. Usiedli przy dwuosobowym stoliku i zamówili ciasto. Rozmawiali tam przez około półtorej godziny i stracili poczucie czasu. Tak dobrze im rozmawiało się ze sobą, że zapomnieli całkiem o otaczającym ich świecie. Nagle w kawiarence robiło się pusto.Molly to zauważyła i pośpiesznie spojrzała na zegarek. Zbliżała się czwarta. Spojrzała na Artura, a ten zostawił pieniądze na stoliku, złapał ją za rękę i wybiegli z lokalu. Przedzierając się przez tłumy na zewnątrz dotarli na miejsce zbiórki, gdzie spotkali już zbierających się uczniów z Hogwartu. Zdążyli w ostatniej chwili, dołączyli do innych i ruszyli.
Do Hogwartu dotarli dopiero po godzinie piątej. Wszyscy rozeszli się przy drzwiach wejściowych i udali się do swoich dormitoriów. Molly i Artur usiedli w pokoju wspólnym na kanapie i kończyli rozmowę z kawiarni. Nie odrobili dzisiaj lekcji, nic się nie uczyli, tylko zajęli się sobą. Nie poszli także na kolację, ponieważ najedli się w Kawiarni Pani Puddifoot. Rozmawiali i cały czas mieli o czym rozmawiać. Nie było czegoś takiego, że nie wiedzieli co powiedzieć, dogadywali się i mieli wspólny język. Potem, gdy zaczęli odczuwać senność, chciała go pocałować w policzek, ale on przesunął głowę i ich usta zetknęły się. Molly nie wiedziała co robić, ale nie odsunęła się od niego. Był to ich pierwszy pocałunek. Była zachwycona. Czuła, że to on jest tym jedynym.

niedziela, 2 września 2012

Rozdział szósty

    Była pierwsza w nocy.. Molly obudziła się przez sowę Artura. Kompletnie nie wiedziała co ona tu robi, ale po chwili zobaczyła liścik przywiązany do jej nóżki.
                  Spotkajmy się w pokoju wspólnym. Czekam na Ciebie. 
                                                                             Artur
    
Dziewczynka nie wiedziała o co chodzi, ale zeszła na dół i zobaczyła Artura. Był ubrany odświętnie, a nie w piżamie.
- Chodź Molly. Nie bój się.- pokazał ręką przed siebie.
Stanęła przed nim, a on złapał ją za ręce.
- Wiesz Molly, bardzo cię lubię i ..  - zawahał się.
- I chciałbym wiedzieć czy nie zechciałabyś zostać moją dziewczyną.. - Molly stanęła dęba. Marzyła o tym, ale nie wiedziała, że jej marzenie się spełni i po chwili, bez wątpliwości powiedziała ,, Tak '' , potem pocałowała go w policzek, powiedziała ,,Dobranoc'' i udała się z powrotem do sypialni.
   Kolejny wrześniowy poranek był bardzo słoneczny. Molly nie mogła uwierzyć w to, co stało się tej nocy. Poszła na śniadanie, ale nie spotkała tam Artura, a bardzo chciała go zobaczyć. Po śniadaniu zaniepokojona udała się na podwórze, gdzie mieli lekcję Latania. Była bardzo rozkojarzona i o mało nie spadła z miotły, gdy prawie wleciała w okno. Pani profesor odjęła pięć punktów Gryffindorowi za jej zachowanie.
   Do obiadu Artur unikał Molly, ale ta złapała go, gdy wychodził z Wielkiej Sali.
- Arturze ! Czemu unikasz mnie przez cały dzień ? - zapytała złośliwym tonem.
- Molly... chodź ze mną ! Złapał ją za rękę i poszli na błonia. W ciągu paru sekund pojawił się tam koc i kosz piknikowy.
- Niespodzianka ! - krzyknął Artur pokazując jedzenie.
- Przepraszam, że unikałem cię przez cały dzień, ale chciałem wszystko dobrze przygotować.. - tłumaczył się.
- Dobrze, już dobrze. - uśmiechnęła się i usiadła. Była zachwycona, nigdy nie pomyślała, że spędzi wspaniały wieczór na błoniach, jedząc smakołyki z Arturem.
   Siedzieli tam dość długo. Jednak, nagle zachmurzyło się i zaczął lać deszcz. Molly nie wiedziała czy śmiać się czy płakać, ale podbiegła do Artura i przytuliła się do niego. Szepnęła mu do ucha ,, Dziękuję '' i całkiem przemoczeni poszli do dormitorium, aby się wysuszyć, ponieważ na kolację nie wypadałoby tak pójść,a i tak kolacja już się kończyła.
Molly była zachwycona tym wieczorem i na pewno go nie zapomni. W pokoju wspólnym spotkali Gideona, który czytał podręcznik, ale też troszkę przysypiał.
- Gideonie ! - powiedziała Molly. - Gideonie wstań !
Jej brat od razu otworzył oczy i zaczął mruczeć coś pod nosem, co brzmiało na jakieś zaklęcie.
- Gideonie ! Co się stało ? - zapytał Artur.
- O.. Ja chciałem pouczyć się do sprawdzianów, SUMów i jeszcze latałem na miotle.. Ale to za dużo jak na jeden dzień..- stwierdził Gideon, a w drzwiach zjawiła się rozbawiona Lucy. Brat Molly wstał i podszedł do niej usiedli na kanapie. Artur z Molly wymienili spojrzenia, kiwnęli głowami i poszli do sypialni, ponieważ było późno.
    Kolejny dzień zapowiadał się na wspaniały. Pogoda dopisywała, świeciło słońce, a niebo było bezchmurne. Molly obudziły promienie słońca, które przedzierały się  przez zasłony w sypialni. Gdy zeszła do pokoju wspólnego, czekali tam na nią Artur, Gideon i ku jej zdziwieniu Lucy. Wszyscy razem poszli na śniadanie, a następnie rozeszli się na lekcje.  Gdy szli do sali od Transmutacji, która znajdowała się na drugim końcu szkoły. Spojrzała się na Artura, złapała go za rękę i uśmiechnęła. On odwzajemnił uśmiech. Szli w ciszy trzymając się za ręce, a gdy doszli do klasy, usiedli w ławce przy oknie i wyjęli swoje różdżki, ponieważ dziś ćwiczyli zaklęcia. Molly ćwiczyła je razem z Arturem po poprzedniej lekcji, ale teraz nie wiele pamiętała. Po tym jak chłopiec, w którym zakochała się już na Ceremonii Przydziału poprosił, aby została jego dziewczyną, rudowłosa dziewczynka zapomniała o całym świecie i myślała tylko o tym. Gdy nadeszła jej pora na pokazanie jak zmienia kanarka w długopis, Molly nie wiedziała co robić. Jej ręce trzęsły się, poczuła, że robi się czerwona. Jednak po paru sekundach przypomniała sobie zaklęcie i rzuciła je na kanarka. Zwierzątko nie do końca zmieniło się w długopis, ale udało jej się. Lekcja przebiegła szybko. Znów rozmyślała o tym, co się stało zeszłej nocy pomiędzy nią a Arturem. Lekcje się skończyły, poszli razem na Wielką Salę.
    Po obiedzie Molly odrobiła spokojnie lekcje i poszła na boisko, aby sprawdzić co się tam dzieje. Ku jej zdziwieniu nikogo tam nie było. Siedziała tam przez około pięć minut i nagle zobaczyła w oddali jakąś postać. Rude włosy i dość wysoka osoba... Rozpoznała go- to był Artur. Jednak nie wiedziała co on tu robi i po co mu miotła. Zaraz po nim weszła na boisko kolejna osoba- był to Gideon. Molly schowała się i obserwowała ich z ukrycia. Latali na miotłach, przekazywali sobie jakieś piłki, aż w końcu zeszli z mioteł i ruszyli do wyjścia. Dziewczynka szybko wbiegła do dormitorium, aby nie wzbudzała podejrzeń. Na szczęście zdążyła przed nimi, a gdy weszli powitała ich ciepło. Następnie poszli na kolację, a gdy zjedli i przyszli do pokoju wspólnego, na tablicy ogłoszeń wisiała informacja:

Wyjście do Hogsmeade w dniu 14 września ! 
Aby udać się do Hogsmeade wymagane jest pozwolenie opiekunów !

Gdy wszyscy poszli do sypialni, Molly również poszła z koleżankami z pokoju, przebrała się w piżamę i położyła się spać.

niedziela, 26 sierpnia 2012

Rozdział piąty

   Gdy nadszedł czas na kolejne zajęcia, Molly wstała rozpromieniona, ciesząc się, że to był sen. Zbiegła z torbą do pokoju wspólnego i gdy zobaczyła, że nikogo w nim nie ma, spojrzała na zegar i pobiegła do lochów, gdzie właśnie trwała lekcja eliksirów. Wbiegła do sali i zastała tam pełną klasę. Nauczyciel spojrzał się na nią, a zaraz po tym na wolne krzesło obok Artura, na które bez słowa usiadła.
- Pani Prewett, czemu pani spóźniła się na lekcje ? - zabrzmiał głos profesora.
- Przepraszam, ale.. zapodziałam podręcznik i go szukałam.. - skłamała Molly.
- Przez ciebie Gryffindor traci dziesięć punktów . Otwórz na dwusetnej stronie.
,,Super ! Z samego rana popsuty humor, gdy dzień wydawał się taki piękny ! '' Wyjęła podręcznik i otworzyła go na dwusetnej stronie. Na stronie widniał napis ,, Alchemia''. Molly od razu pomyślała, że będzie to nudny temat. Lekcja zdawała się bardzo długa, ale w końcu po czterdziestu-pięciu minutach zakończyła się.
    Molly odetchnęła z ulgą i wyszła z sali i udała się do cieplarni, gdzie odbyła się lekcja zielarstwa. Wyjęła podręcznik i przestała słuchać wykładu pani profesor o historii zielarstwa. Lubiła zielarstwo, ale nienawidziła historii. Nie ważne było, czy to historia magii, czy zielarstwa, czy Hogwartu. Lekcja była nudna i Molly nic nie słuchała. Gdy pani profesor zadała im pracę domową, zaczęła się pakować i gdy nauczycielka powiedziała ,, Koniec zajęć ! '' wyszła z klasy i poszła z Arturem na Wieżę Astronomiczną. To był chyba jedyny przedmiot, który Artur lubił. Lekcja minęła bardzo szybko, a rozmawiali o Układnie Słonecznym, o tym ile każda planeta ma księżycy i o Słońcu.
   Po lekcji astronomii udali się na Wielką Salę, aby zjeść obiad.
- Arturze ! Po obiedzie zaczyna się trening Gryfonów ! Gideon nas zaprosił, pamiętasz ? - wykrzyknęła Molly.
- Och.. Zapomniałem ! To szybko zjedzmy i na trybuny !
Usiedli przy stole domu Godryka Gryffindora, zjedli obiad, a Gideon znów nie zjawił się na posiłku. Zjedli dużo szybciej niż przypuszczali, więc poszli go szukać. Najpierw udali się do Wieży Północnej, gdzie właśnie miał wróżbiarstwo lecz tam go nie zastali. Pobiegli do dormitorium i Artur wszedł po schodach do sypialni chłopców, ale ani w sypialni ani w pokoju wspólnym go nie było. Molly pomyślała o ostatnim jego zniknięciu.. Był na szkolnym dziedzińcu z Lucy.
- Arturze, chyba wiem gdzie możemy go znaleźć ! Chodźmy na szkolne podwórze !
I wybiegli na podwórze i go tam zastali. Latał na miotle z Lucy. Widocznie ich nie zauważył, ponieważ słowem się nie odezwał. Wylądowali w drugim końcu dziedzińca, złapali się za ręce i poszli na boisko do Quidditcha. Molly i Artur pobiegli za nimi i zajęli miejsca na trybunach. Po około dziesięciu minutach na boisko weszła drużyna Gryfonów, w czerwonych szatach, z żółtymi dodatkami. W dłoniach trzymali trzonki mioteł. Kapitan drużyny wniósł razem z Gideonem na środek boiska skrzynię z piłkami. Najpierw wypuścili tłuczki. Następnie, gdy brat Molly wzbił się w powietrze, kapitan rzucił kafla w górę i po pewnym czasie wypuścił złotego znicza. Gideon odbijał tłuczki, latał na około pętli, w okół zawodników, wydawało się to nudnym zajęciem, ale jemu najwidoczniej się podobało, co można było stwierdzić po jego wyrazie twarzy.
- Hej ! - nagle usłyszeli dziewczęcy głos. Odwrócili się do tyłu i zobaczyli Lucy.
- Jestem Lucy. Ty jesteś pewnie Molly, tak ? Dużo o Tobie słyszałam ! Twój brat mi opowiadał o Tobie. A Ty jesteś..  Adam ?
- Nie. Jestem Artur Weasley.
- Ach, no tak ! O Tobie również słyszałam. - odpowiedziała szybko Lucy.
- Jestem na tym samym roku co Gideon. Jesteśmy przyjaciółmi... No.. e.. A jak wam się tu podoba ? - powiedziała speszona dziewczyna.
- Bardzo mi się podoba. Tu jest tak.. magicznie. - wybuchnęli śmiechem, nie patrząc już na trening.
Teraz Molly przyjrzała się bliżej Lucy. Była ona ciemnowłosą dziewczyną, o niebieskich oczach, była wysoka i szczupła.
- Co powiesz na to, abyśmy we czwórkę- ja, Artur, Gideon i ty, chodzili razem na posiłki i razem spędzali wolny czas ? - bez namysłu powiedziała Molly.
- Hmm.. Myślę, że to dobry pomysł tylko, że twój brat będzie miał teraz treningi trzy razy w tygodniu i będzie miał mniej czasu niż teraz..- przerwała Lucy.
- Znajdziemy dla siebie czas na pewno ! - powiedziała Molly.
- Wiecie.. Na mnie chyba już czas.. Trening się skończył, muszę odrobić lekcje.. To pa ! Do zobaczenia ! - i zniknęła w mgnieniu oka.
   Gdy wrócili z boiska, poszli do dormitorium odrobić lekcje i sprawdzić czy jest tam Lucy. Molly bardzo ją polubiła, lecz nie wiedziała, czemu była taka.. nieśmiała.
Jednak nie było jej tam, nie było również Gideona, ale Molly i Artur byli już na tyle zmęczeni, że zrezygnowali z poszukiwań i poszli na kolację.

sobota, 25 sierpnia 2012

Rozdział czwarty

 Po odrobieniu lekcji Molly poczuła się senna i zasnęła..
- Co wczoraj Ty Arturze, Molly razem z Gideonem robiliście na korytarzu na trzecim piętrze ?!
,, Czyli Pringle* nas zobaczył ! Nie ! Gideon wyleci z drużyny ! Przecież w tym roku ma SUMy ! '' Molly czuła się okropnie, czuła, że robi się czerwona. Artur nic się nie odzywał. Wszystko musiała wytłumaczyć ona.
- No bo.. Pani profesor ..e.. my chcieliśmy zwiedzić szkołę.. Gideon zgodził się nas oprowadzić.. - tłumaczyła się Molly.
- Tak to prawda pani profesor. Niech pani nie każe Gideona ! On tylko zgodził.. - przerwał Artur.
- Nie obchodzi mnie to ! Że Gideon oprowadził Was, bo go namówiliście ! Oprowadził, chociaż wiedział, że na ten korytarz wstęp jest zabroniony ! Pan Prewett wylatuje z drużyny, a cała Wasza trójka wylatuje z Hogwartu już TERAZ !! - wykrzyknęła profesor McGonagall. Przyszedł Gideon i najwyraźniej to usłyszał, bo widać było to po jego minie.
- Macie wrócić do sypialni i spakować się NATYCHMIAST ! A ja w tym czasie napiszę do Waszych rodzin. Do pokoi !
Molly, Artur i Gideon udali się ze spuszczonymi głowami do pokoju wspólnego i zaczęli się pakować. Molly poczuła, że łzy napływają jej do oczu. Zaczęła płakać i już kończyła się pakować. Zeszła na dół z kufrem, cała zalana łzami. Przytuliła się do brata i płakała. McGonagall przyszła po chwili i odprowadziła ich do bramy, a tam czekali na rodziców. Po dziesięciu minutach teleportowali się rodzice Artura oraz rodzice Molly i Gideona. Molly, gdy zobaczyła wyraz twarzy mamy łzy napłynęły jej do oczu jeszcze bardziej niż przedtem. Tata Molly spojrzał na nią i nic nie powiedział. Natychmiast z bratem podeszła do niego i powiedziała ciche ,,cześć'' do Artura. I teleportowała się do domu, z którego wyjechała parę dni temu. Była na siebie wściekła. Wiedziała, że dla Gideona ważna była nauka, ważny był Quidditch, a chyba najważniejsza była Lucy. Czuła się podle. ,,To ja go namówiłam, aby oprowadził nas po szkole. A co pomyśli o niej Fabian ? Przecież była dla niego wzorem ! A co teraz ? Nie będzie miał komu żalić się w szkole ! '' Przeraźliwe myśli plątały się teraz w głowie Molly, która była na siebie tak zła, że najchętniej by się zabiła.
Gdy dotarła do rodzinnego gniazdka, atmosfera była okropna.
- Molly ! Co Ty sobie myślisz ?! Minęło zaledwie parę dni, a Ty już wyleciałaś ze szkoły ! A Ty ! - mama zwróciła wzrok na Gideona.
- A Ty pozwoliłeś jej na to ! Jak tak mogłeś ? Co będą teraz o nas myśleć inni ? Czy Wy w ogóle o tym pomyśleliście ?! - wtrącił tata.
Po chwili Molly zobaczyła, że do pokoju wchodzi Fabian. Spojrzał na nią pytającym wzrokiem i zobaczyła, że do oczu napływają mu łzy lecz zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, on odwrócił się i wyszedł z pokoju. Molly znów rozpłakała się.
Jednak.. Usłyszała głos.. Znała go.. Wymawiał jej imię...
Molly otworzyła oczy i zobaczyła Artura oraz Gideona. Rozejrzała się w około i nadal znajdowała się w dormitorium Gryfonów ! Szybko zerwała się z fotela i uścisnęła Artura i Gideona. O mało nie popłakała się ze szczęścia, że nie wyleciała ze szkoły, że Gideon nadal gra w Quidditcha, że jest tu z nimi, z przyjacielem i bratem.
- Molly ! Udusisz nas ! - krzyknął Artur.
- Och.. Ja przepraszam.
- Co się stało siostra ?
- Miałam okropny sen... To nie ważne ! Dobrze, że to był sen, nie rzeczywistość...
- No to teraz chodź na kolację ! Bo się spóźnimy !
Poszli razem na posiłek. Molly miała jednak przeczucie, że jej to co jej się śniło stanie się na prawdę.. Jednak spokojnie weszli na salę, usiedli przy stole Gryfonów i zajadali się pysznościami ze stołu. Gdy byli już pełni, wrócili do pokoju wspólnego i rozmawiali o śnie Molly. Gdy nadszedł czas, aby pójść do sypialni i położyć się spać, powiedzieli sobie ,,dobranoc '' i każdy poszedł w inną stronę.
_____________________________________________
*Apollion Pringle- woźny w Hogwarcie, poprzednik Filcha.

piątek, 24 sierpnia 2012

Rozdział trzeci

  Serce waliło jej jak oszalałe. To co przeżyła tego wieczoru było straszne. Jeśli woźny ich zobaczył, mogą stracić punkty. Ale Molly pomyślała o czymś jeszcze.. ,, A co jeśli... nas wyleją ? ''
Nie chciała wylecieć ze szkoły, już w pierwszym tygodniu ! Jeszcze jej brat, który ma w tym roku SUMy ! ,,Jeśli wyleci.. O nie !  Rodzice będą zdenerwowani, na pewno będzie miała szlaban na całe życie ! A co pomyśli o nich Fabian ? '' Myśli tej nocy plątały się w jej głowie. Kolejna noc nie przespana..
   Gdy nadszedł kolejny dzień Molly ubrała się, uczesała i wyszła z sypialni. W pokoju wspólnym zastała Artura i Gideona, którzy czekali właśnie na nią. Oni byli radośni. A przynajmniej tacy się wydawali.
- Dzień Dobry Molly ! - krzyknął Gideon.
- Czy ja wiem, czy taki dobry..- odpowiedziała.
- Och Molly ! Przestań przejmować się wczorajszym wieczorem ! Nie zobaczył nas przecież ! Bo jakby zobaczył, to już byśmy się o tym dowiedzieli ! - powiedział szybko Artur.
- No ja nie wiem.. Nie byłabym do końca tego pewna.. A może właśnie poczekał do rana ? Może chce powiedzieć opiekunowi Gryfonów na śniadaniu ? - przerwała i złapała się za głowę patrząc na zegarek.
- Och nie ! Zaraz zaczną się lekcje ! Nie zdążymy na śniadanie !
Artur i Molly szybko zabrali torby z podręcznikami i pobiegli do sali od Historii Magii. Czekał tam na uczniów profesor. Był dość niski, miał brązowe oczy i widać było, że ma już swoje lata. Lekcja dłużyła się, a Molly już coraz mniej bała się konsekwencji spaceru na trzecim piętrze. Gdy lekcja się skończyła poszli do sali od Zaklęć.
    Sala ta była inna od wszystkich. Po dwóch stronach były dwa rzędy ławek i w każdym rzędzie jeden długi stół. Na stole leżały pióra. Nikt nie wiedział po co one są. Jednak gdy profesor zaczął dowiedzieli się po co one tam były. Ćwiczyli zaklęcie lewitujące. Nauczyciel Zaklęć i Uroków wytłumaczył im o co chodzi i co muszą zrobić, aby pióro uniosło się w górę. Każdy próbował, ale nie wychodziło . Po paru próbach pióro Molly uniosło się w górę. Profesor pochwalił ją, a dzięki temu Gryffindor zyskał 10 punktów. Jednemu z chłopców wydawało się, że pióro poleciało w górę. Jednak okazało się, że to przez otwarte okno. Wiał wiatr, a on siedział właśnie przy oknie. Wiatr je porwał i wyleciało na podwórze. Artur miał zrezygnowaną minę. Nauczyciel powiedział na koniec lekcji, aby przećwiczyli te zaklęcie na innych przedmiotach, takich jak książka, ołówek czy szata.
   Następnie mieli Transmutację. Artur i Molly musieli udać się na drugi koniec szkoły, ponieważ tam znajdowała się sala do Transmutacji. Zastali tam profesor McGonagall, którą rozpoznała już Molly. To ona wyczytywała nazwiska uczniów na Ceremonii Przydziału. Wydawała się miłą nauczycielką i okazało się, że taka jest. W klasie profesor McGonagall panowała taka cisza, jak w żadnej innej sali. Lekcja wdawała się przyjemnością, a nie jak na przykład lekcja Historii Magii, która dłużyła się w nieskończoność. Na tej lekcji poznali zaklęcie zniknięcia i jak przemieniać zwierzęta w przedmiot codziennego użytku. Molly była inteligentną dziewczynką i udało jej się to oczywiście jako pierwszej, ale Artur w tej dziedzinie magii nie był najgorszy, jemu udało się zaraz po niej. I dostali kolejne dziesięć punktów od osoby. Wydawało się, że lekcja trwała dziesięć minut, a tak na prawdę trwała godzinę.
   Po zajęciach z Transmutacji Artur i Molly poszli na obiad. Usiedli jak zwykle obok Gideona i rozmawiali o Quidditchu. Okazało się, że starszy brat Molly załapał się do drużyny i został pałkarzem. Dziewczynka i jej przyjaciel wypytywali się Gideona, jakie są zasady tej gry, kiedy będzie najbliższy trening, kiedy najbliższy mecz i z kim będą grać.
- Spokojnie, spokojnie. Jeszcze nie wiemy kiedy będzie mecz i z kim, ale pierwszy trening w tym roku będzie sobotę. Chcecie popatrzeć ?
- Oczywiście ! - krzyknęli razem.
   Po obiedzie udała się do dormitorium, aby odrobić lekcje razem z Arturem i Gideonem, jednak Gideon się nie zjawił. Molly postanowiła poszukać brata i wyszła z pokoju wspólnego. Postanowiła wrócić na Wielką Salę, ale tam go nie było, zniecierpliwiona poszła na szkolne błonie. Tam też go nie było, więc szybko udała się na podwórze. Gideon tam był, ale nie sam. Był tam z dziewczyną. Molly jeszcze nie widziała tej dziewczyny z Gideonem. Po chwili rozpoznała tą dziewczynę. Była to Lucy, należała do Gryffindoru i jest prefektem. Molly schowała się natychmiast w korytarzu. Przez chwilę ich obserwowała, ale nagle usłyszała głos Artura.
- Molly ! Co ty tam zobaczyłaś ? Musimy odrobić lekcje !
- Nic, nic. Dobrze już idę.
I poszli razem do dormitorium, usiedli na fotelach przy kominku i odrabiali lekcje.

czwartek, 23 sierpnia 2012

Rozdział drugi

  Następnego ranka Molly wstała, ubrała się i udała się na Wielką Salę. Zastała tam Artura, który od razu na jej widok się uśmiechnął. Molly odwzajemniła uśmiech, podeszła do stołu i usiadła.
- Cześć Molly ! - przywitał ją chłopiec.
- Cześć !
- Jak się spało ? - zapytał uprzejmie Artur.
- Bardzo dobrze.- skłamała Molly, bo przecież nie spała prawie całą noc.
- Zaraz mamy lekcje. Nie możemy się spóźnić ! Chodź, zajmiemy sobie miejs..- przerwał nagle i zaczerwienił się. - O ile.. o ile chcesz ze mną usiąść..  - powiedział nieśmiało.
- Jasne ! Jasne, że chcę !
    Zaraz po tym wstali i poszli do sali, gdzie mieli lekcje Opieki nad Magicznymi Stworzeniami. Zastali tam tylko 3 osoby. Molly i Artur usiedli w ławce przy oknie. Po pięciu minutach przyszedł profesor i zaczęła się lekcja. Molly czasem zamyślała się lecz zaraz znowu słuchała profesora. Na lekcji Artur również zdawał się rozkojarzony. Po lekcjach poszli do dormitorium i odrabiali prace domowe. Zadali im strasznie dużo i siedzieli nad książkami do samej kolacji. Zrobili sobie przerwę i poszli na posiłek.
   Gdy wrócili do pokoju wspólnego zastali tam Gideona. Trzymał w ręku list. Dał go Molly, ona go otworzyła go i zobaczyła tam gratulacje od rodziców, że trafiła do Gryffindoru. Przysłali jej również ciasteczka od babci Prewett. Podzieliła się z Arturem i Gideonem. Tego wieczoru cała trójka opowiadała sobie kawały, śpiewali piosenki, a przede wszystkim dużo się śmiali. Zleciał im cały wieczór i gdy nadeszła pora położyć się spać życzyli sobie dobrej nocy.
    Nadszedł kolejny dzień. Kolejne lekcje i kolejni nauczyciele. Całą trójką poszli na śniadanie. Gdy usiedli przy stole Gryfonów przyleciały sowy z pocztą. Molly dostała tylko Proroka Codziennego i zaczęła go czytać z nudów , popijając herbatą. Artur zaś dostał przypominajkę od rodziców, w liście było napisane, że ona zrobi się czerwona, gdy czegoś się zapomni. Nagle przezroczysta kula zrobiła się czerwona, a Artur nie wiedział o czym zapomniał. Jednak po chwili kulka zrobiła się ponownie przezroczysta. Artur przypomniał sobie.
- Już wiem ! Zapomniałem odrobić pracy domowej !
Po chwili wybuchnęli śmiechem. Wszyscy się dziwnie na nich spojrzeli, ale oni nie zwracali na to uwagi. Gdy Artur wraz z Molly wyszli z sali udali się na podwórze szkolne. Tam czekały na uczniów miotły . Przyszła pani profesor i powiedziała:
- Aby miotła do Was przyleciała, krzyknijcie ,, Do mnie ! ''
Molly krzyknęła i rączka miotły znalazła się w jej dłoni. Jednak, gdy Artur krzyknął ,,Do mnie " miotła  uderzyła go w twarz. Molly uśmiechnęła się. Profesor wytłumaczyła im jak będą przebiegały lekcje. Po tym wsiedli na miotły i oderwali stopy od ziemi. Zaczęli szybować w powietrzu . Molly i Artur krążyli koła na niebie, ganiali się i tak zleciała im pierwsza lekcja latania. Następnie mieli astronomię. Udali się razem do wieży astronomicznej. W sali stały lunety i różne inne przyrządy astronomiczne. Wszystkie lekcje przebiegły równie szybko jak lekcje, które odbywały się w poprzednich dniach. Na obiedzie znowu spotkała się trójka przyjaciół- Molly, Artur i Gideon. Znów opowiadali sobie kawały i znów się śmiali. Tego wieczoru postanowili, że Gideon oprowadzi ich po Hogwarcie. Przeszli pierwsze piętro, drugie piętro i doszli na trzecie, gdzie nie wolno było wchodzić. Jednak nikogo tam nie było. Przeszli się i chcieli już wracać gdy nagle.. Zobaczyli woźnego, jednak nie wiedzieli czy on zobaczył ich , zaczęli biec co sił w stronę schodów. Dotarli do dormitorium i szybko położyli się spać.

Rozdział pierwszy

    Dziewczynka była tak zmęczona podróżą, że w połowie drogi zasnęła.. Obudził ją okrzyk Gideona:

-Dojechaliśmy !
Molly natychmiast się podniosła i przez okno ujrzała ogromny zamek. Przypomniała sobie opowieści brata i rozpoznała go. To był Hogwart. W opowiadaniach brata był magiczny, ale gdy go zobaczyła na własne oczy nie mogła uwierzyć, że jest już prawie w szkole magii, że nauczy się tu zaklęć, eliksirów i wiele innych rzeczy potrzebnych jej w świecie magii. Dziewczynka wysiadła z pociągu i poszła po bagaż. Odebrała go i razem z innymi pierwszorocznymi udała się do zamku.
   Przy wejściu na Wielką Salę przywitała ich wysoka pani profesor. Wytłumaczyła im co za chwilę się odbędzie. Molly zaczęła się strasznie denerwować. Nagle za ramię złapał ją niski chłopiec.
-Cześć ! Jestem Artur.
- Cz-cześć. A ja Molly.- wykrztusiła dziewczynka.
- Nie denerwuj się. Ja też jestem tu pierwszy raz. Jeśli boisz się przydziału, to jak wiesz, do którego domu chcesz trafić to po prostu poproś. To pomoże. Uwierz mi. - pocieszył ją chłopiec.
,,To na prawdę pomoże ? Może warto spróbować'' pomyślała Molly i poszła za panią profesor i ustawiła się w szeregu przed dziwnym kapeluszem.
-To była Tiara, o której wspominał Artur.- szeptem powiedziała dziewczynka.
Nauczycielka wyczytywała nazwiska i wkładała Tiarę na głowy wyczytanych. Artur trafił do Gryffindoru i Molly zobaczyła jak puścił do niej oko. Poczuła, że na jej twarzy pojawił się rumieniec. Dziewczynka zakochała się w Arturze i już marzyła o tym, że kiedy trafi do tego samego domu zostaną przyjaciółmi, wszystko przerwał głos, który mówił:
-Molly Prewett !
Zerwała się szybko i podeszła do stołka. Usiadła i poczuła jak pani profesor wsadza jej na głowę Tiarę Przydziału. Przez chwilę Tiara siedziała cicho lecz nagle powiedziała:
- Gdzie by Cię tu przydzielić.. Jesteś dość mądra.. Co ceni sobie dom Roweny Ravenclaw...
- Proszę, nie do Ravenclawu.  -szeptała Molly.
- Nie chcesz do Ravencalwu ? Dobrze... Niech będzie.. Gryffindor !- wykrzyknęła Tiara i Molly wstała ze stołka i podbiegła do stołu Gryfonów, gdzie siedział Artur i jej brat.
- Widzisz ? Nie było tak strasznie ! - powiedział niski chłopiec, którego poznała wcześniej.
-  Tak. Dziękuję Ci za rady..
- Och Molly ! Gratuluję Ci, że trafiłaś do Gryffindoru ! Rodzice na pewno się ucieszą ! - przerwał im Gideon.
- Och.. Dzięki ! Gideonie , to jest Artur Weasley. Arturze- to mój brat Gideon.- przedstawiła Artura i Gideona.
- Cześć !
- Cześć ! - powiedzieli razem.
   Dziewczynka zobaczyła, że skończyła się Ceremonia Przydziału i to, że właśnie wstaje dyrektor.
- Witajcie drodzy uczniowie ! Chciałbym.. - ale Molly przestała go słuchać i wpatrywała się w rudego chłopca, w którym się zakochała, a on słuchał dyrektora i nie zwracał na nią uwagi. Gdy skończył przemowę na stołach pojawiło się jedzenie. Mnóstwo jedzenia. Wszyscy zaczęli jeść, a ona zjadła tylko kawałek ciasta i rozmyślała. Rozmyślała o tym jak będzie teraz wyglądało jej życie w szkole i poza nią . Jak poznała Artura od razu poczuła, że coś się zmieniło. Miała nadzieję, że Artur czuje to samo do niej.
   Po biesiadzie wszyscy udali się do dormitoriów i położyli się spać. Molly powiedziała ,,Dobranoc'' Arturowi i Gideonowi, a oni udali się do swoich sypialni, a ona do swojej. Nie mogła zasnąć przez długi czas, nadal rozmyślając o Arturze. Nie wiadomo kiedy zasnęła..

Prolog

Był 1 września 1961 roku. Molly miała wyjechać z domu Prewett'ów do szkoły. Szkoły magii. Wiedziała już trochę o niej, ponieważ jej brat- Gideon uczęszczał do tej szkoły od paru lat. Dziewczynka była tak zdenerwowana tym, że już za parę dni będzie w Hogwarcie i pozna mnóstwo zaklęć i czarodziejów. A najbardziej stresowała się, do którego domu trafi. Nie chciała być w Slytherinie. Najbardziej pasowałby jej Gryffindor. Przestała o tym wszystkim myśleć i podeszła do wielkiego, brązowego kufra i zaczęła tam pakować książki, po które 2 dni wcześniej wybrała się na ulicę Pokątną. Wsadziła tam też szatę, różdżkę i ubrania. Dochodziło w pół do jedenastej. Molly razem z kufrem zeszła na dół do kuchni i powitała radośnie rodzinę. Jednak wśród wesołej rodzinki siedział jej młodszy brat- Fabian. Był smutny. Jedenastoletnia dziewczynka podeszła do niego i przytuliła się mocno. Szeptem powiedziała:
- Nie martw się Fabian. Będę tęsknić.
I puściła go z uścisku i zobaczyła jak kącik jego ust podnoszą się delikatnie .
Usiadła na krześle i zaczęła jeść płatki z mlekiem. Kiedy skończyła posiłek sprawdziła godzinę, była 10. 45. Spojrzała na tatę, na mamę i Gideona. Oni również się na nią spojrzeli i wstali jednocześnie razem z Fabianem. Po 10 minutach znaleźli się na dworcu Kings Cross i razem z Gideonem wbiegła na peron 9 i ¾ . Była 10.58 . Szybko pożegnała się z rodzicami i z młodszym bratem, a ze starszym szybko wbiegła do pociągu i usiadła w wolnym przedziale...