niedziela, 9 września 2012

Rozdział siódmy

    -Molly ! Wstawaj ! -obudziła ją koleżanka z pokoju- Sara.
- Czemu leżysz na podłodze ?!
Dopiero teraz Molly zobaczyła, że nie leży na łóżku, tylko tuż obok niego. Nie wiedziała co się stało, ale szybko się podniosła.
- Ja nie wiem o co chodzi.. Pewnie miałam jakiś sen...
- Dobrze, ale teraz połóż się na łóżko, bo obudzimy dziewczyny ! - powiedziała Sara, a Molly od razu położyła się.
- A która jest godzina ?
- Piąta ! - odpowiedziała koleżanka i odwróciła się w stronę łóżka i położyła się spać. Molly jednak nie mogła już zasnąć, więc wzięła książkę i zeszła do salonu. Myśląc, że nikogo tam nie ma, rozsiadła się na kanapie, przez przypadek zwalając porcelanowy talerzyk ze stolika, szybko zebrała rozwalone szkło i zajęła się czytaniem. Nagle usłyszała czyjeś kroki. Odwróciła się i zobaczyła Artura.
- Co ty tutaj robisz o tak wcześnie ? - zapytał się, patrząc na nią swoimi brązowymi oczami.
- Ja nie mogłam ... A Ty, co tu robisz ? - zapytała szybko rudowłosa.
- Ja tu... obudziłem się przez hałas, coś tu spadło.. przyszedłem zobaczyć co to... - tłumaczył się Artur.
- Spadł talerzyk, przez przypadek..
- Ach.. No dobrze. To ja wracam na górę - odwrócił się na pięcie.
- Arturze ! Poczekaj. Możesz zostać ! Ja nie mam nic przeciwko ! - wykrzyknęła bez chwili zastanowienia. On od razu odwrócił się ponownie i powoli usiadł obok niej.
- Widziałam Cię wczoraj z Gideonem na boisku.. - powiedziała ciszej i spuściła głowę.
- Wiem - uśmiechnął się, a ona szybko podniosła swoją piegowatą twarz. - Widziałem Cię, ale nie mam Ci nic za złe. - kąciki jego ust uniosły się jeszcze wyżej. - Chcesz wiedzieć zapewne, co tam robiłem. Mam rację ? - zapytał nadal uśmiechając się rudowłosy Artur. - Byłem tam, ponieważ chciałem poćwiczyć latanie na miotle, bo bardzo chciałbym załapać się do drużyny. Może mnie nie przyjmą, bo jestem przecież dopiero na pierwszym roku, ale cóż... - westchnął. - Warto spróbować.
- To wspaniale Arturze ! Ja chyba też bym chciała.. Ale no .. Nie wiem. Zobaczy się.. - powiedziała obojętnie Molly.
- Oj, załapiesz się ! Razem się załapiemy ! - krzyknął i złapał ją za rękę. Ona znów zarumieniona uniosła delikatnie kąciki ust i spojrzała mu w oczy. Przez krótką chwilę wpatrywali się prosto w oczy i dziewczynka osunęła mu się na ramię. On ją od razu przytulił i nie wiadomo kiedy, zasnęli. Obudzili się tuż przed pobudką, ale w dormitorium nie byli sami. O barierkę na schodach opierał się Gideon, starszy brat Molly.
- Proszę, proszę ! No, nie spodziewałbym się. - mówił rozbawionym głosem z góry. Para natychmiast wstała i rozeszła się do sypialni, aby się ubrać. Molly założyła luźną bluzkę w kwiatki, zwykłe jeansy, a następnie wróciła do pokoju wspólnego, gdzie teraz było bardzo dużo osób. Rudowłosa dziewczynka ledwo przedarła się przez tłum i poszła na Wielką Salę. Usiadła jak zwykle obok Artura i Gideona. Nagle przyleciały sowy. Z daleka Molly rozpoznała swoją sowę, brązowy puszczyk niósł przy nóżce list ze zgodą na wyjście do Hogsmeade. Artur również otrzymał taką zgodę.
      Zbliżała się godzina czternasta. Niedługo pierwsze w życiu Molly wyjście do Hogsmeade. Nie wiedziała co tam zobaczy, ale i tak nie mogła się doczekać tego wypadu. Z opowiadań brata, który jest już na piątym roku nauki, był w każdym sklepie, knajpie w tym cudownym miasteczku. Powiedział jej, że jest tam kawiarenka, gdzie jest pyszne jedzenie. Molly postanowiła zaprosić tam Artura, przy najbliższym spotkaniu. Wpadła na niego przy drzwiach wejściowych.
- Arturze ! Arturze ! - krzyczała do niego, a on od razu spojrzał na nią.
- O! Cześć Molly ! Coś się stało ? - powitał ją serdecznie.
- No bo, może byśmy razem poszli do Kawiarni Pani Puddifoot.
- Świetny pomysł Molly ! Może zaprosimy jeszcze Gideona i Lucy ? - zaproponował, a ona od razu opuściła głowę.
- No.. Jak chcesz. - powiedziała obojętnym tonem, a chłopiec od razu zrozumiał, że nie był to dobry pomysł.
- Dobrze, pójdziemy sami jeśli nie chcesz. - mimo jej miny uśmiechnął się lekko - Ja tylko rzuciłem taki pomysł.
- To do zobaczenia ! - powiedziała i odwróciła się na pięcie. Podskakując dotarła do dormitorium i weszła do sypialni. Nie zastała w niej nikogo, podeszła do swojego kufra, który leżał pod jej łóżkiem i wyciągnęła z niego ulubioną, żółtą bluzkę i spódniczkę w kwiatki. Rozczesała dokładnie włosy, zaplotła warkocza i wyszła przed Wielką Salę. Spotkała tam Artura. Nie był jakoś elegancko ubrany, ale dziewczynka już była zachwycona.
- Zgody na wycieczkę do Hogsmeade ! - gdy usłyszeli głos Pringle'a od razu do niego podbiegli i dali mu kartki od rodziców i ruszyli w stronę uczniów stojących na dziedzińcu szkoły.
    Po podróży Molly i Artur wraz z innymi uczniami Hogwartu dotarli do małego miasteczka, Hogsmeade. Pełno ludzi i tłumy w sklepach.
- Dobrze uczniowie ! - powiedziała profesor McGonagall. - Możecie się rozdzielić ! Spotykamy się tu punkt czwarta ! I nie spóźniać mi się !
Gdy profesor skończyła mówić Artur złapał Molly za rękę i poszli na przód. Najpierw zajrzeli do sklepu, w którym było mnóstwo słodyczy, weszli właśnie do Miodowego Królestwa.  Ściany były zielone, a po całym lokalu poustawiane były półki, które były przepełnione przekąskami. Nie widzieli chyba jeszcze tylu słodyczy na raz, w jednym miejscu. Chłopiec kupił parę smakołyków i wyszli na zewnątrz. Udali się do Kawiarni Pani Puddifoot. Z zewnątrz wyglądało to na bardzo przytulne miejsce i takie było. Gdy weszli do środka, poczuli się jak w domu. Ciepłe kolory i ciepło z kominka, zupełnie jak w domu Molly. Usiedli przy dwuosobowym stoliku i zamówili ciasto. Rozmawiali tam przez około półtorej godziny i stracili poczucie czasu. Tak dobrze im rozmawiało się ze sobą, że zapomnieli całkiem o otaczającym ich świecie. Nagle w kawiarence robiło się pusto.Molly to zauważyła i pośpiesznie spojrzała na zegarek. Zbliżała się czwarta. Spojrzała na Artura, a ten zostawił pieniądze na stoliku, złapał ją za rękę i wybiegli z lokalu. Przedzierając się przez tłumy na zewnątrz dotarli na miejsce zbiórki, gdzie spotkali już zbierających się uczniów z Hogwartu. Zdążyli w ostatniej chwili, dołączyli do innych i ruszyli.
Do Hogwartu dotarli dopiero po godzinie piątej. Wszyscy rozeszli się przy drzwiach wejściowych i udali się do swoich dormitoriów. Molly i Artur usiedli w pokoju wspólnym na kanapie i kończyli rozmowę z kawiarni. Nie odrobili dzisiaj lekcji, nic się nie uczyli, tylko zajęli się sobą. Nie poszli także na kolację, ponieważ najedli się w Kawiarni Pani Puddifoot. Rozmawiali i cały czas mieli o czym rozmawiać. Nie było czegoś takiego, że nie wiedzieli co powiedzieć, dogadywali się i mieli wspólny język. Potem, gdy zaczęli odczuwać senność, chciała go pocałować w policzek, ale on przesunął głowę i ich usta zetknęły się. Molly nie wiedziała co robić, ale nie odsunęła się od niego. Był to ich pierwszy pocałunek. Była zachwycona. Czuła, że to on jest tym jedynym.

1 komentarz: