-Molly ! Wstawaj ! -obudziła ją koleżanka z pokoju- Sara.
- Czemu leżysz na podłodze ?!
Dopiero teraz Molly zobaczyła, że nie leży na łóżku, tylko tuż obok niego. Nie wiedziała co się stało, ale szybko się podniosła.
- Ja nie wiem o co chodzi.. Pewnie miałam jakiś sen...
- Dobrze, ale teraz połóż się na łóżko, bo obudzimy dziewczyny ! - powiedziała Sara, a Molly od razu położyła się.
- A która jest godzina ?
- Piąta ! - odpowiedziała koleżanka i odwróciła się w stronę łóżka i położyła się spać. Molly jednak nie mogła już zasnąć, więc wzięła książkę i zeszła do salonu. Myśląc, że nikogo tam nie ma, rozsiadła się na kanapie, przez przypadek zwalając porcelanowy talerzyk ze stolika, szybko zebrała rozwalone szkło i zajęła się czytaniem. Nagle usłyszała czyjeś kroki. Odwróciła się i zobaczyła Artura.
- Co ty tutaj robisz o tak wcześnie ? - zapytał się, patrząc na nią swoimi brązowymi oczami.
- Ja nie mogłam ... A Ty, co tu robisz ? - zapytała szybko rudowłosa.
- Ja tu... obudziłem się przez hałas, coś tu spadło.. przyszedłem zobaczyć co to... - tłumaczył się Artur.
- Spadł talerzyk, przez przypadek..
- Ach.. No dobrze. To ja wracam na górę - odwrócił się na pięcie.
- Arturze ! Poczekaj. Możesz zostać ! Ja nie mam nic przeciwko ! - wykrzyknęła bez chwili zastanowienia. On od razu odwrócił się ponownie i powoli usiadł obok niej.
- Widziałam Cię wczoraj z Gideonem na boisku.. - powiedziała ciszej i spuściła głowę.
- Wiem - uśmiechnął się, a ona szybko podniosła swoją piegowatą twarz. - Widziałem Cię, ale nie mam Ci nic za złe. - kąciki jego ust uniosły się jeszcze wyżej. - Chcesz wiedzieć zapewne, co tam robiłem. Mam rację ? - zapytał nadal uśmiechając się rudowłosy Artur. - Byłem tam, ponieważ chciałem poćwiczyć latanie na miotle, bo bardzo chciałbym załapać się do drużyny. Może mnie nie przyjmą, bo jestem przecież dopiero na pierwszym roku, ale cóż... - westchnął. - Warto spróbować.
- To wspaniale Arturze ! Ja chyba też bym chciała.. Ale no .. Nie wiem. Zobaczy się.. - powiedziała obojętnie Molly.
- Oj, załapiesz się ! Razem się załapiemy ! - krzyknął i złapał ją za rękę. Ona znów zarumieniona uniosła delikatnie kąciki ust i spojrzała mu w oczy. Przez krótką chwilę wpatrywali się prosto w oczy i dziewczynka osunęła mu się na ramię. On ją od razu przytulił i nie wiadomo kiedy, zasnęli. Obudzili się tuż przed pobudką, ale w dormitorium nie byli sami. O barierkę na schodach opierał się Gideon, starszy brat Molly.
- Proszę, proszę ! No, nie spodziewałbym się. - mówił rozbawionym głosem z góry. Para natychmiast wstała i rozeszła się do sypialni, aby się ubrać. Molly założyła luźną bluzkę w kwiatki, zwykłe jeansy, a następnie wróciła do pokoju wspólnego, gdzie teraz było bardzo dużo osób. Rudowłosa dziewczynka ledwo przedarła się przez tłum i poszła na Wielką Salę. Usiadła jak zwykle obok Artura i Gideona. Nagle przyleciały sowy. Z daleka Molly rozpoznała swoją sowę, brązowy puszczyk niósł przy nóżce list ze zgodą na wyjście do Hogsmeade. Artur również otrzymał taką zgodę.
Zbliżała się godzina czternasta. Niedługo pierwsze w życiu Molly wyjście do Hogsmeade. Nie wiedziała co tam zobaczy, ale i tak nie mogła się doczekać tego wypadu. Z opowiadań brata, który jest już na piątym roku nauki, był w każdym sklepie, knajpie w tym cudownym miasteczku. Powiedział jej, że jest tam kawiarenka, gdzie jest pyszne jedzenie. Molly postanowiła zaprosić tam Artura, przy najbliższym spotkaniu. Wpadła na niego przy drzwiach wejściowych.
- Arturze ! Arturze ! - krzyczała do niego, a on od razu spojrzał na nią.
- O! Cześć Molly ! Coś się stało ? - powitał ją serdecznie.
- No bo, może byśmy razem poszli do Kawiarni Pani Puddifoot.
- Świetny pomysł Molly ! Może zaprosimy jeszcze Gideona i Lucy ? - zaproponował, a ona od razu opuściła głowę.
- No.. Jak chcesz. - powiedziała obojętnym tonem, a chłopiec od razu zrozumiał, że nie był to dobry pomysł.
- Dobrze, pójdziemy sami jeśli nie chcesz. - mimo jej miny uśmiechnął się lekko - Ja tylko rzuciłem taki pomysł.
- To do zobaczenia ! - powiedziała i odwróciła się na pięcie. Podskakując dotarła do dormitorium i weszła do sypialni. Nie zastała w niej nikogo, podeszła do swojego kufra, który leżał pod jej łóżkiem i wyciągnęła z niego ulubioną, żółtą bluzkę i spódniczkę w kwiatki. Rozczesała dokładnie włosy, zaplotła warkocza i wyszła przed Wielką Salę. Spotkała tam Artura. Nie był jakoś elegancko ubrany, ale dziewczynka już była zachwycona.
- Zgody na wycieczkę do Hogsmeade ! - gdy usłyszeli głos Pringle'a od razu do niego podbiegli i dali mu kartki od rodziców i ruszyli w stronę uczniów stojących na dziedzińcu szkoły.
Po podróży Molly i Artur wraz z innymi uczniami Hogwartu dotarli do małego miasteczka, Hogsmeade. Pełno ludzi i tłumy w sklepach.
- Dobrze uczniowie ! - powiedziała profesor McGonagall. - Możecie się rozdzielić ! Spotykamy się tu punkt czwarta ! I nie spóźniać mi się !
Gdy profesor skończyła mówić Artur złapał Molly za rękę i poszli na przód. Najpierw zajrzeli do sklepu, w którym było mnóstwo słodyczy, weszli właśnie do Miodowego Królestwa. Ściany były zielone, a po całym lokalu poustawiane były półki, które były przepełnione przekąskami. Nie widzieli chyba jeszcze tylu słodyczy na raz, w jednym miejscu. Chłopiec kupił parę smakołyków i wyszli na zewnątrz. Udali się do Kawiarni Pani Puddifoot. Z zewnątrz wyglądało to na bardzo przytulne miejsce i takie było. Gdy weszli do środka, poczuli się jak w domu. Ciepłe kolory i ciepło z kominka, zupełnie jak w domu Molly. Usiedli przy dwuosobowym stoliku i zamówili ciasto. Rozmawiali tam przez około półtorej godziny i stracili poczucie czasu. Tak dobrze im rozmawiało się ze sobą, że zapomnieli całkiem o otaczającym ich świecie. Nagle w kawiarence robiło się pusto.Molly to zauważyła i pośpiesznie spojrzała na zegarek. Zbliżała się czwarta. Spojrzała na Artura, a ten zostawił pieniądze na stoliku, złapał ją za rękę i wybiegli z lokalu. Przedzierając się przez tłumy na zewnątrz dotarli na miejsce zbiórki, gdzie spotkali już zbierających się uczniów z Hogwartu. Zdążyli w ostatniej chwili, dołączyli do innych i ruszyli.
Do Hogwartu dotarli dopiero po godzinie piątej. Wszyscy rozeszli się przy drzwiach wejściowych i udali się do swoich dormitoriów. Molly i Artur usiedli w pokoju wspólnym na kanapie i kończyli rozmowę z kawiarni. Nie odrobili dzisiaj lekcji, nic się nie uczyli, tylko zajęli się sobą. Nie poszli także na kolację, ponieważ najedli się w Kawiarni Pani Puddifoot. Rozmawiali i cały czas mieli o czym rozmawiać. Nie było czegoś takiego, że nie wiedzieli co powiedzieć, dogadywali się i mieli wspólny język. Potem, gdy zaczęli odczuwać senność, chciała go pocałować w policzek, ale on przesunął głowę i ich usta zetknęły się. Molly nie wiedziała co robić, ale nie odsunęła się od niego. Był to ich pierwszy pocałunek. Była zachwycona. Czuła, że to on jest tym jedynym.
piękna powieść. ;)
OdpowiedzUsuńrośnie pisarka. :D