sobota, 25 maja 2013

BLOG ZAWIESZONY

BLOG ZAWIESZONY

Przykro mi to pisać, ale niestety muszę to zrobić. Zawieszam bloga, ponieważ mam mało czasu na napisanie jakiego kolwiek rozdziału, nie mam weny, rozdział piętnasty leży niedokończony od MARCA, nic. Pustka w mojej głowie + do tego nauka, bo niedługo kończy się rok szkolny, a ja mam do poprawienia oceny... 
PRZEPRASZAM WSZYSTKICH.

niedziela, 17 lutego 2013

Rozdział czternasty

  Krótki rozdział, ale dawno nic nie było, więc postanowiłam dodać chociaż taki :)

      Po nieprzespanej nocy, myśląc o Ślizgonie, który zaatakował przyjaciół, Molly wstała i zeszła na dół. Gryfoni najnormalniej na świecie wykonywali to co zawsze. Rozmawiali, niektórzy nawet odrabiali lekcje. Rudowłosa dziewczynka, razem z przyjaciółmi - Klarą, Sophie, Sarą, Arturem i Gideonem, wybrała się na śniadanie. Na Wielkiej Sali spotkała tego chłopaka z domu Salazara Slytherina. Widząc, że jej znajomi nie zajmują się teraz nią , podeszłą do niego i dwa razy uderzyła go palcami w ramię. Odwrócił się i powiedział arogancko:
- Czego chcesz, głupia dziewczyno ?
- Chciałam zapytać... - powiedziała nieśmiało.
- Szybciej ! -ze złością pośpieszył ją.
- Chciałam zapytać, czemu jesteś taki... niemiły dla moich przyjaciół ?
- Nie powinno Cię to obchodzić, smarkulo ! - mówiąc to, popchnął ją i upadła na podłogę.
Na szczęście lub nie, zauważyła to profesor McGonagall. Podeszła i zapytała co się stało. Molly próbowała wytłumaczyć, ale nieznajomy dla niej Ślizgon zaczął opowiadać pani profesor całe zdarzenie. Kłamał. Mówił, że się potknęła, a on chciał ją łapać, ale nie zdążył. Nauczycielka transmutacji uwierzyła mu i po jego nieprawdziwej wypowiedzi odeszła, szepcąc ,,Nie taki zły człowiek z tego Goyle'a...''
Molly nie znała tego nazwiska, ale gdy powiedziała o tym Gideonowi, on opowiedział jej, co wie o jego rodzinie i ogólnie o nim. Dziewczynka słuchała go uważnie, a gdy skończył, poszła do Artura. On, dowiedziawszy się o chłopaku, który go ,,zaatakował'', zapragnął pójść do Ślizgona i mu powiedzieć prosto w twarz, co o nim myśli.  Molly wiedziała, że to się może źle dla niego skończyć, więc postanowiła go powstrzymać. Była pewna, że tak będzie lepiej...
Następnego ranka usłyszała dziwne odgłosy. Patrząc przymrużonymi oczami w stronę okna, ponieważ stamtąd pochodził ten dźwięk, zobaczyła sowę. Ale to nie była sowa ani Klary, Sary, Sophie czy też Artura. Był to duży puszczyk, a przy jego krótkiej nóżce był przywiązany list. Niepewnie podeszła do okna i odwiązała go. Czytała literę o literze, zdanie po zdaniu, aż w końcu skończyła. Wszystko napisane było bardzo niestarannie, ale dało się rozczytać. List mówił o tym, że gdy Molly podejdzie do Goyle'a jeszcze jeden raz, to może stracić najbliższych.
To nie list od Goyle'a, myślała.
Może jakiś przyjaciel napisał go za niego ?
Zaczęła się zastanawiać, czy nie widziała go z innymi uczniami.. Jednak on był z innego roku i nie widywała go zbyt często. Postanowiła pójść do profesor McGonagall razem z Arturem i Sandrą. Zapukali do jej gabinetu, a ona zaprosiła ich do środka.
Molly wyjaśniła sytuację, a jej przyjaciele cały czas kiwali głowami. Potem pokazała nauczycielce ten list. Czytała go długo, na pewno ze trzy razy, aż w końcu powiedziała:
- Nie mogę tak tego zostawić ! Myślałam, że on tobie pomagał, panno Prewett...
Szybko wyszła ze swojego pokoju i pobiegła do lochów, gdzie miał gabinet opiekun Slytherinu.