czwartek, 20 września 2012

Rozdział ósmy

     Jak co dzień Molly obudziła się w sypialni, którą dzieliła z Sarą, Sophie i Klarą. Dziewczynki były już ubrane i siedziały na łóżku Sary, a Molly dopiero co wstawała. We trójkę cicho śmiały się i o czymś rozmawiały.
Szybko się ubrała i bez słowa wyszła. Gdy zamykała drzwi głośniej się śmiały i słychać było jej imię niejednokrotnie, ale ona nie przejmowała się tym. W pokoju wspólnym było straszne zamieszanie. Każdy próbował przeczytać informację zawieszoną na Tablicy Ogłoszeń. Molly dostała się do niej po dziesięciu minutach. Na kartce widniał wielki napis:
         
                 Nabór do drużyny Quidditcha już dziś !
Chcesz dołączyć do drużyny Gryfonów ? Nic prostszego ! Przyjdź dziś na boisko, zaraz po obiedzie !

Szybko pomyślała o Arturze. Stanęła na palcach i rozglądała się za rudą czupryną, jednak nigdzie go nie zobaczyła, więc pobiegła na Wielką Salę. Podeszła do stołu Gryffindoru i zastała tam go.
- Arturze ! Czytałeś o naborze ? - zapytała go, a on pośpiesznie wstał.
- Co ?! Nie, nie czytałem ! Chodźmy !
Biegli z powrotem do dormitorium lecz nagle Molly potknęła się o szatę i upadła na prawe ramię. Chłopiec pochylił się nad nią i podniósł. Zaraz po tym zaprowadził ją z Gideonem, który przybiegł tuż po wypadku, do Skrzydła Szpitalnego, gdzie pielęgniarka ją opatrzyła. Okazało się, że zbiła lekko obojczyk. Nie będzie mogła chodzić na lekcje i nie zostanie przyjęta do drużyny, a tak jej na tym zależało !
Leżała sama i nagle usłyszała kroki. W drzwiach zobaczyła Artura, Gideona i Lucy.  Byli uśmiechnięci i powitali ją przyjaźnie.
- Molly ! Jak mogłaś potknąć się o szatę ! -  mówił rozbawionym głosem Gideon.
- Ale na szczęście to tylko lekkie zbicie obojczyka ! Pani pielęgniarka powiedziała, że za parę dni z tego wyjdę.
- Mam dla ciebie Czekoladowe Żaby. - uśmiechnęła się Lucy i pokazała paczuszkę.
- Och, dziękuję ! Nie trzeba było wydawać na mnie pieniędzy !
-  A ja... Mam dla Ciebie niespodziankę ! - powiedział Artur - Kupiłem ci nowego Zmiatacza !
Molly zarumieniła się i już chciała się do niego przytulić, jednak zapomniała o obojczyku.
- Proszę zostawić już pannę Prewett w spokoju ! Musi odpoczywać ! - wygoniła ich pielęgniarka.
   Leżała na łóżku szpitalnym wpatrując się w sufit, ponieważ nie mogła zasnąć. Cały czas myślała jak przebiegł nabór, czy Artur się załapał. A najbardziej ciekawiło ją to skąd wziął pieniądze na Zmiatacza. On sam nie miał dobrej miotły.. A w ogóle to z jakiej  okazji dostała to od niego. Leżała sama w Skrzydle Szpitalnym, rozmyślajac o wszystkim na raz. Nagle jej powieki zrobiły się ciężkie. Był środek dnia, jednak już była zmęczona i zasnęła.
    - Ej ! Cicho bądź, bo ją obudzisz ! - uciszała Klarę Sara, a Molly od razu odtworzyła oczy i spojrzała na grupkę ludzi przy jej łóżku. Była tam Sara, Klara, Gideon, Lucy, Artur i Sophie. Wszyscy byli uśmiechnięci. Dopiero po paru minutach dziewczynka rozejrzała się po sali i zobaczyła przepięknie udekorowany pokój. Kolorowe serpentyny zwisały z żyrandoli, balony były przywiązane do każdego łóżka, a na stoliku, który był zasłonięty przez jej brata, stał tort. Podniosła się i łzy szczęścia spłynęły jej po policzku.
- Sto lat siostra !
- Wszystkiego najlepszego !
- Spełnienia marzeń ! - wszyscy zaczęli się przekrzykiwać, a ona przytuliła się do nich i przez łzy powiedziała ,, Dziękuję''. Była szczęśliwa ! Zupełnie zapomniała, że ma dziś urodziny. To dlatego Artur kupił jej miotłę. Nie mogła uwierzyć, że to się dzieje na prawdę. Zapomniała całkiem o obojczyku i razem z przyjaciółmi zajadała się czekoladowym tortem z polewą truskawkową. Jej ulubiony. Nie mogła wymarzyć sobie lepszych urodzin !
       Spędzili z nią całe popołudnie, a następnie poszli do dormitorium i położyli się spać. Molly była zachwycona, jednak gdy pomyślała, że teraz zostanie tu sama na całą noc, nie było już jej tak wesoło. Sama w ogromnym Skrzydle Szpitalnym, bez przyjaciół. Sama. Nie spała tej nocy, kręcąc się i wiercąc z boku na bok z bolącym obojczykiem.
Rano wstała cała rozczochrana i zaspana. Usłyszała otwieranie drzwi, w których stanęła pani pielęgniarka.
- Och ! Już wstałaś ! Jak dobrze. Możesz się ubrać i pójść dziś na lekcje - oznajmiła, a Molly od razu uśmiechnęła się i szybko założyła luźną, zieloną bluzkę i jeansy. Wybiegła do Sali Wejściowej i tam wpadła na Artura.
- Auć. - poprawiła bluzkę i zwróciła się do niego- Ja nie chciałam ! Przepraszam.
- Molly ! Wyszłaś już ?
- Tak ! Dziś mogę iść na lekcje ! Pielęgniarka czyni cuda !
- To bardzo dobrze ! Dziś znowu sprawdzian z Quidditcha !
- Ale jak to ? Nie było go wtedy ? - zdziwiona nie mogła uwierzyć.
- Był. Ale przyszedłem tylko ja,Sophie i Klara. No wiesz.. Był Gideon, bo on jest już w drużynie, ale do gry potrzebne jest 7 osób ! Jeszcze dwie. No i kapitan postanowił powtórzyć sprawdzian. Przyjmie wszystkich dobrych. Nie będzie patrzył na klasę. - przerwał chłopiec. - Tak nam przekazał.
- No to muszę się wymknąć. Bo pewnie nie będę mogła iść. - zamyśliła się. - Ale pomożesz mi, prawda ?- spojrzała na niego pytająco.
- Emm.. No jasne ! - zauważyła, że kąciki jego ust unoszą się. Chciała być z nim w drużynie, aby móc spędzać z więcej czasu razem.
- Co teraz mamy ?
- Hmm.. Eliksiry ! Chodźmy ! - ruszyli do lochów na lekcje.
- Dzień dobry profesorze - powiedzieli równo, Artur z Molly.
- Dzień dobry, dzień dobry. Siadajcie. - powiedział profesor. - O ! Panna Prewett, jak się pani czuje ?
- Dobrze, dziękuję.
Usiedli w ławce z Klarą i otworzyli podręczniki.
     Po lekcjach poszli na obiad. Wszyscy Gryfoni i paru Krukonów pytało się jej jak się czuje, czy boli ją obojczyk. Myślała, że niewiele osób o tym wie. Myliła się. Wszystkim odpowiadała: Już dobrze! Nie boli mnie nic.
Wzięła Zmiatacza z sypialni i udali się na boisko. Nikogo nie było oprócz osób, które wymieniał Artur i jednego Gryfona z tego samego roku co Gideon.
Sprawdzian się udał. Molly została przyjęta do drużyny na pozycję obrońcy. Bardzo chciała być pałkarzem, jednak nie mogła przez obojczyk. Jednak cieszyła się, że i tak się załapała.
     W sypialni, opowiedziała Sarze, która jako jedyna z całej czwórki dziewcząt ( nie licząc Lucy) nie interesowała się Quidditchem. Dziewczyny nie spały do późna, ciesząc się, że są już w ,,komplecie''. Jadły słodycze, opowiadały kawały i wiele innych.

niedziela, 9 września 2012

Rozdział siódmy

    -Molly ! Wstawaj ! -obudziła ją koleżanka z pokoju- Sara.
- Czemu leżysz na podłodze ?!
Dopiero teraz Molly zobaczyła, że nie leży na łóżku, tylko tuż obok niego. Nie wiedziała co się stało, ale szybko się podniosła.
- Ja nie wiem o co chodzi.. Pewnie miałam jakiś sen...
- Dobrze, ale teraz połóż się na łóżko, bo obudzimy dziewczyny ! - powiedziała Sara, a Molly od razu położyła się.
- A która jest godzina ?
- Piąta ! - odpowiedziała koleżanka i odwróciła się w stronę łóżka i położyła się spać. Molly jednak nie mogła już zasnąć, więc wzięła książkę i zeszła do salonu. Myśląc, że nikogo tam nie ma, rozsiadła się na kanapie, przez przypadek zwalając porcelanowy talerzyk ze stolika, szybko zebrała rozwalone szkło i zajęła się czytaniem. Nagle usłyszała czyjeś kroki. Odwróciła się i zobaczyła Artura.
- Co ty tutaj robisz o tak wcześnie ? - zapytał się, patrząc na nią swoimi brązowymi oczami.
- Ja nie mogłam ... A Ty, co tu robisz ? - zapytała szybko rudowłosa.
- Ja tu... obudziłem się przez hałas, coś tu spadło.. przyszedłem zobaczyć co to... - tłumaczył się Artur.
- Spadł talerzyk, przez przypadek..
- Ach.. No dobrze. To ja wracam na górę - odwrócił się na pięcie.
- Arturze ! Poczekaj. Możesz zostać ! Ja nie mam nic przeciwko ! - wykrzyknęła bez chwili zastanowienia. On od razu odwrócił się ponownie i powoli usiadł obok niej.
- Widziałam Cię wczoraj z Gideonem na boisku.. - powiedziała ciszej i spuściła głowę.
- Wiem - uśmiechnął się, a ona szybko podniosła swoją piegowatą twarz. - Widziałem Cię, ale nie mam Ci nic za złe. - kąciki jego ust uniosły się jeszcze wyżej. - Chcesz wiedzieć zapewne, co tam robiłem. Mam rację ? - zapytał nadal uśmiechając się rudowłosy Artur. - Byłem tam, ponieważ chciałem poćwiczyć latanie na miotle, bo bardzo chciałbym załapać się do drużyny. Może mnie nie przyjmą, bo jestem przecież dopiero na pierwszym roku, ale cóż... - westchnął. - Warto spróbować.
- To wspaniale Arturze ! Ja chyba też bym chciała.. Ale no .. Nie wiem. Zobaczy się.. - powiedziała obojętnie Molly.
- Oj, załapiesz się ! Razem się załapiemy ! - krzyknął i złapał ją za rękę. Ona znów zarumieniona uniosła delikatnie kąciki ust i spojrzała mu w oczy. Przez krótką chwilę wpatrywali się prosto w oczy i dziewczynka osunęła mu się na ramię. On ją od razu przytulił i nie wiadomo kiedy, zasnęli. Obudzili się tuż przed pobudką, ale w dormitorium nie byli sami. O barierkę na schodach opierał się Gideon, starszy brat Molly.
- Proszę, proszę ! No, nie spodziewałbym się. - mówił rozbawionym głosem z góry. Para natychmiast wstała i rozeszła się do sypialni, aby się ubrać. Molly założyła luźną bluzkę w kwiatki, zwykłe jeansy, a następnie wróciła do pokoju wspólnego, gdzie teraz było bardzo dużo osób. Rudowłosa dziewczynka ledwo przedarła się przez tłum i poszła na Wielką Salę. Usiadła jak zwykle obok Artura i Gideona. Nagle przyleciały sowy. Z daleka Molly rozpoznała swoją sowę, brązowy puszczyk niósł przy nóżce list ze zgodą na wyjście do Hogsmeade. Artur również otrzymał taką zgodę.
      Zbliżała się godzina czternasta. Niedługo pierwsze w życiu Molly wyjście do Hogsmeade. Nie wiedziała co tam zobaczy, ale i tak nie mogła się doczekać tego wypadu. Z opowiadań brata, który jest już na piątym roku nauki, był w każdym sklepie, knajpie w tym cudownym miasteczku. Powiedział jej, że jest tam kawiarenka, gdzie jest pyszne jedzenie. Molly postanowiła zaprosić tam Artura, przy najbliższym spotkaniu. Wpadła na niego przy drzwiach wejściowych.
- Arturze ! Arturze ! - krzyczała do niego, a on od razu spojrzał na nią.
- O! Cześć Molly ! Coś się stało ? - powitał ją serdecznie.
- No bo, może byśmy razem poszli do Kawiarni Pani Puddifoot.
- Świetny pomysł Molly ! Może zaprosimy jeszcze Gideona i Lucy ? - zaproponował, a ona od razu opuściła głowę.
- No.. Jak chcesz. - powiedziała obojętnym tonem, a chłopiec od razu zrozumiał, że nie był to dobry pomysł.
- Dobrze, pójdziemy sami jeśli nie chcesz. - mimo jej miny uśmiechnął się lekko - Ja tylko rzuciłem taki pomysł.
- To do zobaczenia ! - powiedziała i odwróciła się na pięcie. Podskakując dotarła do dormitorium i weszła do sypialni. Nie zastała w niej nikogo, podeszła do swojego kufra, który leżał pod jej łóżkiem i wyciągnęła z niego ulubioną, żółtą bluzkę i spódniczkę w kwiatki. Rozczesała dokładnie włosy, zaplotła warkocza i wyszła przed Wielką Salę. Spotkała tam Artura. Nie był jakoś elegancko ubrany, ale dziewczynka już była zachwycona.
- Zgody na wycieczkę do Hogsmeade ! - gdy usłyszeli głos Pringle'a od razu do niego podbiegli i dali mu kartki od rodziców i ruszyli w stronę uczniów stojących na dziedzińcu szkoły.
    Po podróży Molly i Artur wraz z innymi uczniami Hogwartu dotarli do małego miasteczka, Hogsmeade. Pełno ludzi i tłumy w sklepach.
- Dobrze uczniowie ! - powiedziała profesor McGonagall. - Możecie się rozdzielić ! Spotykamy się tu punkt czwarta ! I nie spóźniać mi się !
Gdy profesor skończyła mówić Artur złapał Molly za rękę i poszli na przód. Najpierw zajrzeli do sklepu, w którym było mnóstwo słodyczy, weszli właśnie do Miodowego Królestwa.  Ściany były zielone, a po całym lokalu poustawiane były półki, które były przepełnione przekąskami. Nie widzieli chyba jeszcze tylu słodyczy na raz, w jednym miejscu. Chłopiec kupił parę smakołyków i wyszli na zewnątrz. Udali się do Kawiarni Pani Puddifoot. Z zewnątrz wyglądało to na bardzo przytulne miejsce i takie było. Gdy weszli do środka, poczuli się jak w domu. Ciepłe kolory i ciepło z kominka, zupełnie jak w domu Molly. Usiedli przy dwuosobowym stoliku i zamówili ciasto. Rozmawiali tam przez około półtorej godziny i stracili poczucie czasu. Tak dobrze im rozmawiało się ze sobą, że zapomnieli całkiem o otaczającym ich świecie. Nagle w kawiarence robiło się pusto.Molly to zauważyła i pośpiesznie spojrzała na zegarek. Zbliżała się czwarta. Spojrzała na Artura, a ten zostawił pieniądze na stoliku, złapał ją za rękę i wybiegli z lokalu. Przedzierając się przez tłumy na zewnątrz dotarli na miejsce zbiórki, gdzie spotkali już zbierających się uczniów z Hogwartu. Zdążyli w ostatniej chwili, dołączyli do innych i ruszyli.
Do Hogwartu dotarli dopiero po godzinie piątej. Wszyscy rozeszli się przy drzwiach wejściowych i udali się do swoich dormitoriów. Molly i Artur usiedli w pokoju wspólnym na kanapie i kończyli rozmowę z kawiarni. Nie odrobili dzisiaj lekcji, nic się nie uczyli, tylko zajęli się sobą. Nie poszli także na kolację, ponieważ najedli się w Kawiarni Pani Puddifoot. Rozmawiali i cały czas mieli o czym rozmawiać. Nie było czegoś takiego, że nie wiedzieli co powiedzieć, dogadywali się i mieli wspólny język. Potem, gdy zaczęli odczuwać senność, chciała go pocałować w policzek, ale on przesunął głowę i ich usta zetknęły się. Molly nie wiedziała co robić, ale nie odsunęła się od niego. Był to ich pierwszy pocałunek. Była zachwycona. Czuła, że to on jest tym jedynym.

niedziela, 2 września 2012

Rozdział szósty

    Była pierwsza w nocy.. Molly obudziła się przez sowę Artura. Kompletnie nie wiedziała co ona tu robi, ale po chwili zobaczyła liścik przywiązany do jej nóżki.
                  Spotkajmy się w pokoju wspólnym. Czekam na Ciebie. 
                                                                             Artur
    
Dziewczynka nie wiedziała o co chodzi, ale zeszła na dół i zobaczyła Artura. Był ubrany odświętnie, a nie w piżamie.
- Chodź Molly. Nie bój się.- pokazał ręką przed siebie.
Stanęła przed nim, a on złapał ją za ręce.
- Wiesz Molly, bardzo cię lubię i ..  - zawahał się.
- I chciałbym wiedzieć czy nie zechciałabyś zostać moją dziewczyną.. - Molly stanęła dęba. Marzyła o tym, ale nie wiedziała, że jej marzenie się spełni i po chwili, bez wątpliwości powiedziała ,, Tak '' , potem pocałowała go w policzek, powiedziała ,,Dobranoc'' i udała się z powrotem do sypialni.
   Kolejny wrześniowy poranek był bardzo słoneczny. Molly nie mogła uwierzyć w to, co stało się tej nocy. Poszła na śniadanie, ale nie spotkała tam Artura, a bardzo chciała go zobaczyć. Po śniadaniu zaniepokojona udała się na podwórze, gdzie mieli lekcję Latania. Była bardzo rozkojarzona i o mało nie spadła z miotły, gdy prawie wleciała w okno. Pani profesor odjęła pięć punktów Gryffindorowi za jej zachowanie.
   Do obiadu Artur unikał Molly, ale ta złapała go, gdy wychodził z Wielkiej Sali.
- Arturze ! Czemu unikasz mnie przez cały dzień ? - zapytała złośliwym tonem.
- Molly... chodź ze mną ! Złapał ją za rękę i poszli na błonia. W ciągu paru sekund pojawił się tam koc i kosz piknikowy.
- Niespodzianka ! - krzyknął Artur pokazując jedzenie.
- Przepraszam, że unikałem cię przez cały dzień, ale chciałem wszystko dobrze przygotować.. - tłumaczył się.
- Dobrze, już dobrze. - uśmiechnęła się i usiadła. Była zachwycona, nigdy nie pomyślała, że spędzi wspaniały wieczór na błoniach, jedząc smakołyki z Arturem.
   Siedzieli tam dość długo. Jednak, nagle zachmurzyło się i zaczął lać deszcz. Molly nie wiedziała czy śmiać się czy płakać, ale podbiegła do Artura i przytuliła się do niego. Szepnęła mu do ucha ,, Dziękuję '' i całkiem przemoczeni poszli do dormitorium, aby się wysuszyć, ponieważ na kolację nie wypadałoby tak pójść,a i tak kolacja już się kończyła.
Molly była zachwycona tym wieczorem i na pewno go nie zapomni. W pokoju wspólnym spotkali Gideona, który czytał podręcznik, ale też troszkę przysypiał.
- Gideonie ! - powiedziała Molly. - Gideonie wstań !
Jej brat od razu otworzył oczy i zaczął mruczeć coś pod nosem, co brzmiało na jakieś zaklęcie.
- Gideonie ! Co się stało ? - zapytał Artur.
- O.. Ja chciałem pouczyć się do sprawdzianów, SUMów i jeszcze latałem na miotle.. Ale to za dużo jak na jeden dzień..- stwierdził Gideon, a w drzwiach zjawiła się rozbawiona Lucy. Brat Molly wstał i podszedł do niej usiedli na kanapie. Artur z Molly wymienili spojrzenia, kiwnęli głowami i poszli do sypialni, ponieważ było późno.
    Kolejny dzień zapowiadał się na wspaniały. Pogoda dopisywała, świeciło słońce, a niebo było bezchmurne. Molly obudziły promienie słońca, które przedzierały się  przez zasłony w sypialni. Gdy zeszła do pokoju wspólnego, czekali tam na nią Artur, Gideon i ku jej zdziwieniu Lucy. Wszyscy razem poszli na śniadanie, a następnie rozeszli się na lekcje.  Gdy szli do sali od Transmutacji, która znajdowała się na drugim końcu szkoły. Spojrzała się na Artura, złapała go za rękę i uśmiechnęła. On odwzajemnił uśmiech. Szli w ciszy trzymając się za ręce, a gdy doszli do klasy, usiedli w ławce przy oknie i wyjęli swoje różdżki, ponieważ dziś ćwiczyli zaklęcia. Molly ćwiczyła je razem z Arturem po poprzedniej lekcji, ale teraz nie wiele pamiętała. Po tym jak chłopiec, w którym zakochała się już na Ceremonii Przydziału poprosił, aby została jego dziewczyną, rudowłosa dziewczynka zapomniała o całym świecie i myślała tylko o tym. Gdy nadeszła jej pora na pokazanie jak zmienia kanarka w długopis, Molly nie wiedziała co robić. Jej ręce trzęsły się, poczuła, że robi się czerwona. Jednak po paru sekundach przypomniała sobie zaklęcie i rzuciła je na kanarka. Zwierzątko nie do końca zmieniło się w długopis, ale udało jej się. Lekcja przebiegła szybko. Znów rozmyślała o tym, co się stało zeszłej nocy pomiędzy nią a Arturem. Lekcje się skończyły, poszli razem na Wielką Salę.
    Po obiedzie Molly odrobiła spokojnie lekcje i poszła na boisko, aby sprawdzić co się tam dzieje. Ku jej zdziwieniu nikogo tam nie było. Siedziała tam przez około pięć minut i nagle zobaczyła w oddali jakąś postać. Rude włosy i dość wysoka osoba... Rozpoznała go- to był Artur. Jednak nie wiedziała co on tu robi i po co mu miotła. Zaraz po nim weszła na boisko kolejna osoba- był to Gideon. Molly schowała się i obserwowała ich z ukrycia. Latali na miotłach, przekazywali sobie jakieś piłki, aż w końcu zeszli z mioteł i ruszyli do wyjścia. Dziewczynka szybko wbiegła do dormitorium, aby nie wzbudzała podejrzeń. Na szczęście zdążyła przed nimi, a gdy weszli powitała ich ciepło. Następnie poszli na kolację, a gdy zjedli i przyszli do pokoju wspólnego, na tablicy ogłoszeń wisiała informacja:

Wyjście do Hogsmeade w dniu 14 września ! 
Aby udać się do Hogsmeade wymagane jest pozwolenie opiekunów !

Gdy wszyscy poszli do sypialni, Molly również poszła z koleżankami z pokoju, przebrała się w piżamę i położyła się spać.