Spotkajmy się w pokoju wspólnym. Czekam na Ciebie.
Artur
- Chodź Molly. Nie bój się.- pokazał ręką przed siebie.
Stanęła przed nim, a on złapał ją za ręce.
- Wiesz Molly, bardzo cię lubię i .. - zawahał się.
- I chciałbym wiedzieć czy nie zechciałabyś zostać moją dziewczyną.. - Molly stanęła dęba. Marzyła o tym, ale nie wiedziała, że jej marzenie się spełni i po chwili, bez wątpliwości powiedziała ,, Tak '' , potem pocałowała go w policzek, powiedziała ,,Dobranoc'' i udała się z powrotem do sypialni.
Kolejny wrześniowy poranek był bardzo słoneczny. Molly nie mogła uwierzyć w to, co stało się tej nocy. Poszła na śniadanie, ale nie spotkała tam Artura, a bardzo chciała go zobaczyć. Po śniadaniu zaniepokojona udała się na podwórze, gdzie mieli lekcję Latania. Była bardzo rozkojarzona i o mało nie spadła z miotły, gdy prawie wleciała w okno. Pani profesor odjęła pięć punktów Gryffindorowi za jej zachowanie.
Do obiadu Artur unikał Molly, ale ta złapała go, gdy wychodził z Wielkiej Sali.
- Arturze ! Czemu unikasz mnie przez cały dzień ? - zapytała złośliwym tonem.
- Molly... chodź ze mną ! Złapał ją za rękę i poszli na błonia. W ciągu paru sekund pojawił się tam koc i kosz piknikowy.
- Niespodzianka ! - krzyknął Artur pokazując jedzenie.
- Przepraszam, że unikałem cię przez cały dzień, ale chciałem wszystko dobrze przygotować.. - tłumaczył się.
- Dobrze, już dobrze. - uśmiechnęła się i usiadła. Była zachwycona, nigdy nie pomyślała, że spędzi wspaniały wieczór na błoniach, jedząc smakołyki z Arturem.
Siedzieli tam dość długo. Jednak, nagle zachmurzyło się i zaczął lać deszcz. Molly nie wiedziała czy śmiać się czy płakać, ale podbiegła do Artura i przytuliła się do niego. Szepnęła mu do ucha ,, Dziękuję '' i całkiem przemoczeni poszli do dormitorium, aby się wysuszyć, ponieważ na kolację nie wypadałoby tak pójść,a i tak kolacja już się kończyła.
Molly była zachwycona tym wieczorem i na pewno go nie zapomni. W pokoju wspólnym spotkali Gideona, który czytał podręcznik, ale też troszkę przysypiał.
- Gideonie ! - powiedziała Molly. - Gideonie wstań !
Jej brat od razu otworzył oczy i zaczął mruczeć coś pod nosem, co brzmiało na jakieś zaklęcie.
- Gideonie ! Co się stało ? - zapytał Artur.
- O.. Ja chciałem pouczyć się do sprawdzianów, SUMów i jeszcze latałem na miotle.. Ale to za dużo jak na jeden dzień..- stwierdził Gideon, a w drzwiach zjawiła się rozbawiona Lucy. Brat Molly wstał i podszedł do niej usiedli na kanapie. Artur z Molly wymienili spojrzenia, kiwnęli głowami i poszli do sypialni, ponieważ było późno.
Kolejny dzień zapowiadał się na wspaniały. Pogoda dopisywała, świeciło słońce, a niebo było bezchmurne. Molly obudziły promienie słońca, które przedzierały się przez zasłony w sypialni. Gdy zeszła do pokoju wspólnego, czekali tam na nią Artur, Gideon i ku jej zdziwieniu Lucy. Wszyscy razem poszli na śniadanie, a następnie rozeszli się na lekcje. Gdy szli do sali od Transmutacji, która znajdowała się na drugim końcu szkoły. Spojrzała się na Artura, złapała go za rękę i uśmiechnęła. On odwzajemnił uśmiech. Szli w ciszy trzymając się za ręce, a gdy doszli do klasy, usiedli w ławce przy oknie i wyjęli swoje różdżki, ponieważ dziś ćwiczyli zaklęcia. Molly ćwiczyła je razem z Arturem po poprzedniej lekcji, ale teraz nie wiele pamiętała. Po tym jak chłopiec, w którym zakochała się już na Ceremonii Przydziału poprosił, aby została jego dziewczyną, rudowłosa dziewczynka zapomniała o całym świecie i myślała tylko o tym. Gdy nadeszła jej pora na pokazanie jak zmienia kanarka w długopis, Molly nie wiedziała co robić. Jej ręce trzęsły się, poczuła, że robi się czerwona. Jednak po paru sekundach przypomniała sobie zaklęcie i rzuciła je na kanarka. Zwierzątko nie do końca zmieniło się w długopis, ale udało jej się. Lekcja przebiegła szybko. Znów rozmyślała o tym, co się stało zeszłej nocy pomiędzy nią a Arturem. Lekcje się skończyły, poszli razem na Wielką Salę.
Po obiedzie Molly odrobiła spokojnie lekcje i poszła na boisko, aby sprawdzić co się tam dzieje. Ku jej zdziwieniu nikogo tam nie było. Siedziała tam przez około pięć minut i nagle zobaczyła w oddali jakąś postać. Rude włosy i dość wysoka osoba... Rozpoznała go- to był Artur. Jednak nie wiedziała co on tu robi i po co mu miotła. Zaraz po nim weszła na boisko kolejna osoba- był to Gideon. Molly schowała się i obserwowała ich z ukrycia. Latali na miotłach, przekazywali sobie jakieś piłki, aż w końcu zeszli z mioteł i ruszyli do wyjścia. Dziewczynka szybko wbiegła do dormitorium, aby nie wzbudzała podejrzeń. Na szczęście zdążyła przed nimi, a gdy weszli powitała ich ciepło. Następnie poszli na kolację, a gdy zjedli i przyszli do pokoju wspólnego, na tablicy ogłoszeń wisiała informacja:
Wyjście do Hogsmeade w dniu 14 września !
Aby udać się do Hogsmeade wymagane jest pozwolenie opiekunów !
Gdy wszyscy poszli do sypialni, Molly również poszła z koleżankami z pokoju, przebrała się w piżamę i położyła się spać.
Nie spotkałam jeszcze opowiadań, które pokazywałyby losy Artura i Molly.
OdpowiedzUsuńA sam pomysł na stworzenie takiej historii jest niezwykle ciekawy i oryginalny.
Daje dużego plusa za samą odwagę.
Załapałam kilka niewielkich błędów stylistycznych, ale ja sama je ciągle powtarzam a więc nie powinnam ich wypominać.
Ogólnie wszystko jest naprawdę dobrze.
Podobnie same opisy bohaterów i pokazane sytuacje.
Mi się podobało:
http://niewolnicy-przeznaczenia.blogspot.com
Dzięki wielkie ;)
OdpowiedzUsuń+Dodam do linków Twój blog :)
jak już jesteśmy w Hogwarcie za czasów Molly i Artura, to zdecydowanie brakuje mi Lucjusza i Cyzi :D
OdpowiedzUsuńTylko, że Lucek przyjechał do Hogwartu w 1965 roku :) Czyli cztery lata później, a oni są dopiero na pierwszym roku :P
Usuń