Gdy nadszedł czas na kolejne zajęcia, Molly wstała rozpromieniona, ciesząc się, że to był sen. Zbiegła z torbą do pokoju wspólnego i gdy zobaczyła, że nikogo w nim nie ma, spojrzała na zegar i pobiegła do lochów, gdzie właśnie trwała lekcja eliksirów. Wbiegła do sali i zastała tam pełną klasę. Nauczyciel spojrzał się na nią, a zaraz po tym na wolne krzesło obok Artura, na które bez słowa usiadła.
- Pani Prewett, czemu pani spóźniła się na lekcje ? - zabrzmiał głos profesora.
- Przepraszam, ale.. zapodziałam podręcznik i go szukałam.. - skłamała Molly.
- Przez ciebie Gryffindor traci dziesięć punktów . Otwórz na dwusetnej stronie.
,,Super ! Z samego rana popsuty humor, gdy dzień wydawał się taki piękny ! '' Wyjęła podręcznik i otworzyła go na dwusetnej stronie. Na stronie widniał napis ,, Alchemia''. Molly od razu pomyślała, że będzie to nudny temat. Lekcja zdawała się bardzo długa, ale w końcu po czterdziestu-pięciu minutach zakończyła się.
Molly odetchnęła z ulgą i wyszła z sali i udała się do cieplarni, gdzie odbyła się lekcja zielarstwa. Wyjęła podręcznik i przestała słuchać wykładu pani profesor o historii zielarstwa. Lubiła zielarstwo, ale nienawidziła historii. Nie ważne było, czy to historia magii, czy zielarstwa, czy Hogwartu. Lekcja była nudna i Molly nic nie słuchała. Gdy pani profesor zadała im pracę domową, zaczęła się pakować i gdy nauczycielka powiedziała ,, Koniec zajęć ! '' wyszła z klasy i poszła z Arturem na Wieżę Astronomiczną. To był chyba jedyny przedmiot, który Artur lubił. Lekcja minęła bardzo szybko, a rozmawiali o Układnie Słonecznym, o tym ile każda planeta ma księżycy i o Słońcu.
Po lekcji astronomii udali się na Wielką Salę, aby zjeść obiad.
- Arturze ! Po obiedzie zaczyna się trening Gryfonów ! Gideon nas zaprosił, pamiętasz ? - wykrzyknęła Molly.
- Och.. Zapomniałem ! To szybko zjedzmy i na trybuny !
Usiedli przy stole domu Godryka Gryffindora, zjedli obiad, a Gideon znów nie zjawił się na posiłku. Zjedli dużo szybciej niż przypuszczali, więc poszli go szukać. Najpierw udali się do Wieży Północnej, gdzie właśnie miał wróżbiarstwo lecz tam go nie zastali. Pobiegli do dormitorium i Artur wszedł po schodach do sypialni chłopców, ale ani w sypialni ani w pokoju wspólnym go nie było. Molly pomyślała o ostatnim jego zniknięciu.. Był na szkolnym dziedzińcu z Lucy.
- Arturze, chyba wiem gdzie możemy go znaleźć ! Chodźmy na szkolne podwórze !
I wybiegli na podwórze i go tam zastali. Latał na miotle z Lucy. Widocznie ich nie zauważył, ponieważ słowem się nie odezwał. Wylądowali w drugim końcu dziedzińca, złapali się za ręce i poszli na boisko do Quidditcha. Molly i Artur pobiegli za nimi i zajęli miejsca na trybunach. Po około dziesięciu minutach na boisko weszła drużyna Gryfonów, w czerwonych szatach, z żółtymi dodatkami. W dłoniach trzymali trzonki mioteł. Kapitan drużyny wniósł razem z Gideonem na środek boiska skrzynię z piłkami. Najpierw wypuścili tłuczki. Następnie, gdy brat Molly wzbił się w powietrze, kapitan rzucił kafla w górę i po pewnym czasie wypuścił złotego znicza. Gideon odbijał tłuczki, latał na około pętli, w okół zawodników, wydawało się to nudnym zajęciem, ale jemu najwidoczniej się podobało, co można było stwierdzić po jego wyrazie twarzy.
- Hej ! - nagle usłyszeli dziewczęcy głos. Odwrócili się do tyłu i zobaczyli Lucy.
- Jestem Lucy. Ty jesteś pewnie Molly, tak ? Dużo o Tobie słyszałam ! Twój brat mi opowiadał o Tobie. A Ty jesteś.. Adam ?
- Nie. Jestem Artur Weasley.
- Ach, no tak ! O Tobie również słyszałam. - odpowiedziała szybko Lucy.
- Jestem na tym samym roku co Gideon. Jesteśmy przyjaciółmi... No.. e.. A jak wam się tu podoba ? - powiedziała speszona dziewczyna.
- Bardzo mi się podoba. Tu jest tak.. magicznie. - wybuchnęli śmiechem, nie patrząc już na trening.
Teraz Molly przyjrzała się bliżej Lucy. Była ona ciemnowłosą dziewczyną, o niebieskich oczach, była wysoka i szczupła.
- Co powiesz na to, abyśmy we czwórkę- ja, Artur, Gideon i ty, chodzili razem na posiłki i razem spędzali wolny czas ? - bez namysłu powiedziała Molly.
- Hmm.. Myślę, że to dobry pomysł tylko, że twój brat będzie miał teraz treningi trzy razy w tygodniu i będzie miał mniej czasu niż teraz..- przerwała Lucy.
- Znajdziemy dla siebie czas na pewno ! - powiedziała Molly.
- Wiecie.. Na mnie chyba już czas.. Trening się skończył, muszę odrobić lekcje.. To pa ! Do zobaczenia ! - i zniknęła w mgnieniu oka.
Gdy wrócili z boiska, poszli do dormitorium odrobić lekcje i sprawdzić czy jest tam Lucy. Molly bardzo ją polubiła, lecz nie wiedziała, czemu była taka.. nieśmiała.
Jednak nie było jej tam, nie było również Gideona, ale Molly i Artur byli już na tyle zmęczeni, że zrezygnowali z poszukiwań i poszli na kolację.
niedziela, 26 sierpnia 2012
sobota, 25 sierpnia 2012
Rozdział czwarty
Po odrobieniu lekcji Molly poczuła się senna i zasnęła..
- Co wczoraj Ty Arturze, Molly razem z Gideonem robiliście na korytarzu na trzecim piętrze ?!
,, Czyli Pringle* nas zobaczył ! Nie ! Gideon wyleci z drużyny ! Przecież w tym roku ma SUMy ! '' Molly czuła się okropnie, czuła, że robi się czerwona. Artur nic się nie odzywał. Wszystko musiała wytłumaczyć ona.
- No bo.. Pani profesor ..e.. my chcieliśmy zwiedzić szkołę.. Gideon zgodził się nas oprowadzić.. - tłumaczyła się Molly.
- Tak to prawda pani profesor. Niech pani nie każe Gideona ! On tylko zgodził.. - przerwał Artur.
- Nie obchodzi mnie to ! Że Gideon oprowadził Was, bo go namówiliście ! Oprowadził, chociaż wiedział, że na ten korytarz wstęp jest zabroniony ! Pan Prewett wylatuje z drużyny, a cała Wasza trójka wylatuje z Hogwartu już TERAZ !! - wykrzyknęła profesor McGonagall. Przyszedł Gideon i najwyraźniej to usłyszał, bo widać było to po jego minie.
- Macie wrócić do sypialni i spakować się NATYCHMIAST ! A ja w tym czasie napiszę do Waszych rodzin. Do pokoi !
Molly, Artur i Gideon udali się ze spuszczonymi głowami do pokoju wspólnego i zaczęli się pakować. Molly poczuła, że łzy napływają jej do oczu. Zaczęła płakać i już kończyła się pakować. Zeszła na dół z kufrem, cała zalana łzami. Przytuliła się do brata i płakała. McGonagall przyszła po chwili i odprowadziła ich do bramy, a tam czekali na rodziców. Po dziesięciu minutach teleportowali się rodzice Artura oraz rodzice Molly i Gideona. Molly, gdy zobaczyła wyraz twarzy mamy łzy napłynęły jej do oczu jeszcze bardziej niż przedtem. Tata Molly spojrzał na nią i nic nie powiedział. Natychmiast z bratem podeszła do niego i powiedziała ciche ,,cześć'' do Artura. I teleportowała się do domu, z którego wyjechała parę dni temu. Była na siebie wściekła. Wiedziała, że dla Gideona ważna była nauka, ważny był Quidditch, a chyba najważniejsza była Lucy. Czuła się podle. ,,To ja go namówiłam, aby oprowadził nas po szkole. A co pomyśli o niej Fabian ? Przecież była dla niego wzorem ! A co teraz ? Nie będzie miał komu żalić się w szkole ! '' Przeraźliwe myśli plątały się teraz w głowie Molly, która była na siebie tak zła, że najchętniej by się zabiła.
Gdy dotarła do rodzinnego gniazdka, atmosfera była okropna.
- Molly ! Co Ty sobie myślisz ?! Minęło zaledwie parę dni, a Ty już wyleciałaś ze szkoły ! A Ty ! - mama zwróciła wzrok na Gideona.
- A Ty pozwoliłeś jej na to ! Jak tak mogłeś ? Co będą teraz o nas myśleć inni ? Czy Wy w ogóle o tym pomyśleliście ?! - wtrącił tata.
Po chwili Molly zobaczyła, że do pokoju wchodzi Fabian. Spojrzał na nią pytającym wzrokiem i zobaczyła, że do oczu napływają mu łzy lecz zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, on odwrócił się i wyszedł z pokoju. Molly znów rozpłakała się.
Jednak.. Usłyszała głos.. Znała go.. Wymawiał jej imię...
Molly otworzyła oczy i zobaczyła Artura oraz Gideona. Rozejrzała się w około i nadal znajdowała się w dormitorium Gryfonów ! Szybko zerwała się z fotela i uścisnęła Artura i Gideona. O mało nie popłakała się ze szczęścia, że nie wyleciała ze szkoły, że Gideon nadal gra w Quidditcha, że jest tu z nimi, z przyjacielem i bratem.
- Molly ! Udusisz nas ! - krzyknął Artur.
- Och.. Ja przepraszam.
- Co się stało siostra ?
- Miałam okropny sen... To nie ważne ! Dobrze, że to był sen, nie rzeczywistość...
- No to teraz chodź na kolację ! Bo się spóźnimy !
Poszli razem na posiłek. Molly miała jednak przeczucie, że jej to co jej się śniło stanie się na prawdę.. Jednak spokojnie weszli na salę, usiedli przy stole Gryfonów i zajadali się pysznościami ze stołu. Gdy byli już pełni, wrócili do pokoju wspólnego i rozmawiali o śnie Molly. Gdy nadszedł czas, aby pójść do sypialni i położyć się spać, powiedzieli sobie ,,dobranoc '' i każdy poszedł w inną stronę.
_____________________________________________
*Apollion Pringle- woźny w Hogwarcie, poprzednik Filcha.
- Co wczoraj Ty Arturze, Molly razem z Gideonem robiliście na korytarzu na trzecim piętrze ?!
,, Czyli Pringle* nas zobaczył ! Nie ! Gideon wyleci z drużyny ! Przecież w tym roku ma SUMy ! '' Molly czuła się okropnie, czuła, że robi się czerwona. Artur nic się nie odzywał. Wszystko musiała wytłumaczyć ona.
- No bo.. Pani profesor ..e.. my chcieliśmy zwiedzić szkołę.. Gideon zgodził się nas oprowadzić.. - tłumaczyła się Molly.
- Tak to prawda pani profesor. Niech pani nie każe Gideona ! On tylko zgodził.. - przerwał Artur.
- Nie obchodzi mnie to ! Że Gideon oprowadził Was, bo go namówiliście ! Oprowadził, chociaż wiedział, że na ten korytarz wstęp jest zabroniony ! Pan Prewett wylatuje z drużyny, a cała Wasza trójka wylatuje z Hogwartu już TERAZ !! - wykrzyknęła profesor McGonagall. Przyszedł Gideon i najwyraźniej to usłyszał, bo widać było to po jego minie.
- Macie wrócić do sypialni i spakować się NATYCHMIAST ! A ja w tym czasie napiszę do Waszych rodzin. Do pokoi !
Molly, Artur i Gideon udali się ze spuszczonymi głowami do pokoju wspólnego i zaczęli się pakować. Molly poczuła, że łzy napływają jej do oczu. Zaczęła płakać i już kończyła się pakować. Zeszła na dół z kufrem, cała zalana łzami. Przytuliła się do brata i płakała. McGonagall przyszła po chwili i odprowadziła ich do bramy, a tam czekali na rodziców. Po dziesięciu minutach teleportowali się rodzice Artura oraz rodzice Molly i Gideona. Molly, gdy zobaczyła wyraz twarzy mamy łzy napłynęły jej do oczu jeszcze bardziej niż przedtem. Tata Molly spojrzał na nią i nic nie powiedział. Natychmiast z bratem podeszła do niego i powiedziała ciche ,,cześć'' do Artura. I teleportowała się do domu, z którego wyjechała parę dni temu. Była na siebie wściekła. Wiedziała, że dla Gideona ważna była nauka, ważny był Quidditch, a chyba najważniejsza była Lucy. Czuła się podle. ,,To ja go namówiłam, aby oprowadził nas po szkole. A co pomyśli o niej Fabian ? Przecież była dla niego wzorem ! A co teraz ? Nie będzie miał komu żalić się w szkole ! '' Przeraźliwe myśli plątały się teraz w głowie Molly, która była na siebie tak zła, że najchętniej by się zabiła.
Gdy dotarła do rodzinnego gniazdka, atmosfera była okropna.
- Molly ! Co Ty sobie myślisz ?! Minęło zaledwie parę dni, a Ty już wyleciałaś ze szkoły ! A Ty ! - mama zwróciła wzrok na Gideona.
- A Ty pozwoliłeś jej na to ! Jak tak mogłeś ? Co będą teraz o nas myśleć inni ? Czy Wy w ogóle o tym pomyśleliście ?! - wtrącił tata.
Po chwili Molly zobaczyła, że do pokoju wchodzi Fabian. Spojrzał na nią pytającym wzrokiem i zobaczyła, że do oczu napływają mu łzy lecz zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, on odwrócił się i wyszedł z pokoju. Molly znów rozpłakała się.
Jednak.. Usłyszała głos.. Znała go.. Wymawiał jej imię...
Molly otworzyła oczy i zobaczyła Artura oraz Gideona. Rozejrzała się w około i nadal znajdowała się w dormitorium Gryfonów ! Szybko zerwała się z fotela i uścisnęła Artura i Gideona. O mało nie popłakała się ze szczęścia, że nie wyleciała ze szkoły, że Gideon nadal gra w Quidditcha, że jest tu z nimi, z przyjacielem i bratem.
- Molly ! Udusisz nas ! - krzyknął Artur.
- Och.. Ja przepraszam.
- Co się stało siostra ?
- Miałam okropny sen... To nie ważne ! Dobrze, że to był sen, nie rzeczywistość...
- No to teraz chodź na kolację ! Bo się spóźnimy !
Poszli razem na posiłek. Molly miała jednak przeczucie, że jej to co jej się śniło stanie się na prawdę.. Jednak spokojnie weszli na salę, usiedli przy stole Gryfonów i zajadali się pysznościami ze stołu. Gdy byli już pełni, wrócili do pokoju wspólnego i rozmawiali o śnie Molly. Gdy nadszedł czas, aby pójść do sypialni i położyć się spać, powiedzieli sobie ,,dobranoc '' i każdy poszedł w inną stronę.
_____________________________________________
*Apollion Pringle- woźny w Hogwarcie, poprzednik Filcha.
piątek, 24 sierpnia 2012
Rozdział trzeci
Serce waliło jej jak oszalałe. To co przeżyła tego wieczoru było straszne. Jeśli woźny ich zobaczył, mogą stracić punkty. Ale Molly pomyślała o czymś jeszcze.. ,, A co jeśli... nas wyleją ? ''
Nie chciała wylecieć ze szkoły, już w pierwszym tygodniu ! Jeszcze jej brat, który ma w tym roku SUMy ! ,,Jeśli wyleci.. O nie ! Rodzice będą zdenerwowani, na pewno będzie miała szlaban na całe życie ! A co pomyśli o nich Fabian ? '' Myśli tej nocy plątały się w jej głowie. Kolejna noc nie przespana..
Gdy nadszedł kolejny dzień Molly ubrała się, uczesała i wyszła z sypialni. W pokoju wspólnym zastała Artura i Gideona, którzy czekali właśnie na nią. Oni byli radośni. A przynajmniej tacy się wydawali.
- Dzień Dobry Molly ! - krzyknął Gideon.
- Czy ja wiem, czy taki dobry..- odpowiedziała.
- Och Molly ! Przestań przejmować się wczorajszym wieczorem ! Nie zobaczył nas przecież ! Bo jakby zobaczył, to już byśmy się o tym dowiedzieli ! - powiedział szybko Artur.
- No ja nie wiem.. Nie byłabym do końca tego pewna.. A może właśnie poczekał do rana ? Może chce powiedzieć opiekunowi Gryfonów na śniadaniu ? - przerwała i złapała się za głowę patrząc na zegarek.
- Och nie ! Zaraz zaczną się lekcje ! Nie zdążymy na śniadanie !
Artur i Molly szybko zabrali torby z podręcznikami i pobiegli do sali od Historii Magii. Czekał tam na uczniów profesor. Był dość niski, miał brązowe oczy i widać było, że ma już swoje lata. Lekcja dłużyła się, a Molly już coraz mniej bała się konsekwencji spaceru na trzecim piętrze. Gdy lekcja się skończyła poszli do sali od Zaklęć.
Sala ta była inna od wszystkich. Po dwóch stronach były dwa rzędy ławek i w każdym rzędzie jeden długi stół. Na stole leżały pióra. Nikt nie wiedział po co one są. Jednak gdy profesor zaczął dowiedzieli się po co one tam były. Ćwiczyli zaklęcie lewitujące. Nauczyciel Zaklęć i Uroków wytłumaczył im o co chodzi i co muszą zrobić, aby pióro uniosło się w górę. Każdy próbował, ale nie wychodziło . Po paru próbach pióro Molly uniosło się w górę. Profesor pochwalił ją, a dzięki temu Gryffindor zyskał 10 punktów. Jednemu z chłopców wydawało się, że pióro poleciało w górę. Jednak okazało się, że to przez otwarte okno. Wiał wiatr, a on siedział właśnie przy oknie. Wiatr je porwał i wyleciało na podwórze. Artur miał zrezygnowaną minę. Nauczyciel powiedział na koniec lekcji, aby przećwiczyli te zaklęcie na innych przedmiotach, takich jak książka, ołówek czy szata.
Następnie mieli Transmutację. Artur i Molly musieli udać się na drugi koniec szkoły, ponieważ tam znajdowała się sala do Transmutacji. Zastali tam profesor McGonagall, którą rozpoznała już Molly. To ona wyczytywała nazwiska uczniów na Ceremonii Przydziału. Wydawała się miłą nauczycielką i okazało się, że taka jest. W klasie profesor McGonagall panowała taka cisza, jak w żadnej innej sali. Lekcja wdawała się przyjemnością, a nie jak na przykład lekcja Historii Magii, która dłużyła się w nieskończoność. Na tej lekcji poznali zaklęcie zniknięcia i jak przemieniać zwierzęta w przedmiot codziennego użytku. Molly była inteligentną dziewczynką i udało jej się to oczywiście jako pierwszej, ale Artur w tej dziedzinie magii nie był najgorszy, jemu udało się zaraz po niej. I dostali kolejne dziesięć punktów od osoby. Wydawało się, że lekcja trwała dziesięć minut, a tak na prawdę trwała godzinę.
Po zajęciach z Transmutacji Artur i Molly poszli na obiad. Usiedli jak zwykle obok Gideona i rozmawiali o Quidditchu. Okazało się, że starszy brat Molly załapał się do drużyny i został pałkarzem. Dziewczynka i jej przyjaciel wypytywali się Gideona, jakie są zasady tej gry, kiedy będzie najbliższy trening, kiedy najbliższy mecz i z kim będą grać.
- Spokojnie, spokojnie. Jeszcze nie wiemy kiedy będzie mecz i z kim, ale pierwszy trening w tym roku będzie sobotę. Chcecie popatrzeć ?
- Oczywiście ! - krzyknęli razem.
Po obiedzie udała się do dormitorium, aby odrobić lekcje razem z Arturem i Gideonem, jednak Gideon się nie zjawił. Molly postanowiła poszukać brata i wyszła z pokoju wspólnego. Postanowiła wrócić na Wielką Salę, ale tam go nie było, zniecierpliwiona poszła na szkolne błonie. Tam też go nie było, więc szybko udała się na podwórze. Gideon tam był, ale nie sam. Był tam z dziewczyną. Molly jeszcze nie widziała tej dziewczyny z Gideonem. Po chwili rozpoznała tą dziewczynę. Była to Lucy, należała do Gryffindoru i jest prefektem. Molly schowała się natychmiast w korytarzu. Przez chwilę ich obserwowała, ale nagle usłyszała głos Artura.
- Molly ! Co ty tam zobaczyłaś ? Musimy odrobić lekcje !
- Nic, nic. Dobrze już idę.
I poszli razem do dormitorium, usiedli na fotelach przy kominku i odrabiali lekcje.
Nie chciała wylecieć ze szkoły, już w pierwszym tygodniu ! Jeszcze jej brat, który ma w tym roku SUMy ! ,,Jeśli wyleci.. O nie ! Rodzice będą zdenerwowani, na pewno będzie miała szlaban na całe życie ! A co pomyśli o nich Fabian ? '' Myśli tej nocy plątały się w jej głowie. Kolejna noc nie przespana..
Gdy nadszedł kolejny dzień Molly ubrała się, uczesała i wyszła z sypialni. W pokoju wspólnym zastała Artura i Gideona, którzy czekali właśnie na nią. Oni byli radośni. A przynajmniej tacy się wydawali.
- Dzień Dobry Molly ! - krzyknął Gideon.
- Czy ja wiem, czy taki dobry..- odpowiedziała.
- Och Molly ! Przestań przejmować się wczorajszym wieczorem ! Nie zobaczył nas przecież ! Bo jakby zobaczył, to już byśmy się o tym dowiedzieli ! - powiedział szybko Artur.
- No ja nie wiem.. Nie byłabym do końca tego pewna.. A może właśnie poczekał do rana ? Może chce powiedzieć opiekunowi Gryfonów na śniadaniu ? - przerwała i złapała się za głowę patrząc na zegarek.
- Och nie ! Zaraz zaczną się lekcje ! Nie zdążymy na śniadanie !
Artur i Molly szybko zabrali torby z podręcznikami i pobiegli do sali od Historii Magii. Czekał tam na uczniów profesor. Był dość niski, miał brązowe oczy i widać było, że ma już swoje lata. Lekcja dłużyła się, a Molly już coraz mniej bała się konsekwencji spaceru na trzecim piętrze. Gdy lekcja się skończyła poszli do sali od Zaklęć.
Sala ta była inna od wszystkich. Po dwóch stronach były dwa rzędy ławek i w każdym rzędzie jeden długi stół. Na stole leżały pióra. Nikt nie wiedział po co one są. Jednak gdy profesor zaczął dowiedzieli się po co one tam były. Ćwiczyli zaklęcie lewitujące. Nauczyciel Zaklęć i Uroków wytłumaczył im o co chodzi i co muszą zrobić, aby pióro uniosło się w górę. Każdy próbował, ale nie wychodziło . Po paru próbach pióro Molly uniosło się w górę. Profesor pochwalił ją, a dzięki temu Gryffindor zyskał 10 punktów. Jednemu z chłopców wydawało się, że pióro poleciało w górę. Jednak okazało się, że to przez otwarte okno. Wiał wiatr, a on siedział właśnie przy oknie. Wiatr je porwał i wyleciało na podwórze. Artur miał zrezygnowaną minę. Nauczyciel powiedział na koniec lekcji, aby przećwiczyli te zaklęcie na innych przedmiotach, takich jak książka, ołówek czy szata.
Następnie mieli Transmutację. Artur i Molly musieli udać się na drugi koniec szkoły, ponieważ tam znajdowała się sala do Transmutacji. Zastali tam profesor McGonagall, którą rozpoznała już Molly. To ona wyczytywała nazwiska uczniów na Ceremonii Przydziału. Wydawała się miłą nauczycielką i okazało się, że taka jest. W klasie profesor McGonagall panowała taka cisza, jak w żadnej innej sali. Lekcja wdawała się przyjemnością, a nie jak na przykład lekcja Historii Magii, która dłużyła się w nieskończoność. Na tej lekcji poznali zaklęcie zniknięcia i jak przemieniać zwierzęta w przedmiot codziennego użytku. Molly była inteligentną dziewczynką i udało jej się to oczywiście jako pierwszej, ale Artur w tej dziedzinie magii nie był najgorszy, jemu udało się zaraz po niej. I dostali kolejne dziesięć punktów od osoby. Wydawało się, że lekcja trwała dziesięć minut, a tak na prawdę trwała godzinę.
Po zajęciach z Transmutacji Artur i Molly poszli na obiad. Usiedli jak zwykle obok Gideona i rozmawiali o Quidditchu. Okazało się, że starszy brat Molly załapał się do drużyny i został pałkarzem. Dziewczynka i jej przyjaciel wypytywali się Gideona, jakie są zasady tej gry, kiedy będzie najbliższy trening, kiedy najbliższy mecz i z kim będą grać.
- Spokojnie, spokojnie. Jeszcze nie wiemy kiedy będzie mecz i z kim, ale pierwszy trening w tym roku będzie sobotę. Chcecie popatrzeć ?
- Oczywiście ! - krzyknęli razem.
Po obiedzie udała się do dormitorium, aby odrobić lekcje razem z Arturem i Gideonem, jednak Gideon się nie zjawił. Molly postanowiła poszukać brata i wyszła z pokoju wspólnego. Postanowiła wrócić na Wielką Salę, ale tam go nie było, zniecierpliwiona poszła na szkolne błonie. Tam też go nie było, więc szybko udała się na podwórze. Gideon tam był, ale nie sam. Był tam z dziewczyną. Molly jeszcze nie widziała tej dziewczyny z Gideonem. Po chwili rozpoznała tą dziewczynę. Była to Lucy, należała do Gryffindoru i jest prefektem. Molly schowała się natychmiast w korytarzu. Przez chwilę ich obserwowała, ale nagle usłyszała głos Artura.
- Molly ! Co ty tam zobaczyłaś ? Musimy odrobić lekcje !
- Nic, nic. Dobrze już idę.
I poszli razem do dormitorium, usiedli na fotelach przy kominku i odrabiali lekcje.
czwartek, 23 sierpnia 2012
Rozdział drugi
Następnego ranka Molly wstała, ubrała się i udała się na Wielką Salę. Zastała tam Artura, który od razu na jej widok się uśmiechnął. Molly odwzajemniła uśmiech, podeszła do stołu i usiadła.
- Cześć Molly ! - przywitał ją chłopiec.
- Cześć !
- Jak się spało ? - zapytał uprzejmie Artur.
- Bardzo dobrze.- skłamała Molly, bo przecież nie spała prawie całą noc.
- Zaraz mamy lekcje. Nie możemy się spóźnić ! Chodź, zajmiemy sobie miejs..- przerwał nagle i zaczerwienił się. - O ile.. o ile chcesz ze mną usiąść.. - powiedział nieśmiało.
- Jasne ! Jasne, że chcę !
Zaraz po tym wstali i poszli do sali, gdzie mieli lekcje Opieki nad Magicznymi Stworzeniami. Zastali tam tylko 3 osoby. Molly i Artur usiedli w ławce przy oknie. Po pięciu minutach przyszedł profesor i zaczęła się lekcja. Molly czasem zamyślała się lecz zaraz znowu słuchała profesora. Na lekcji Artur również zdawał się rozkojarzony. Po lekcjach poszli do dormitorium i odrabiali prace domowe. Zadali im strasznie dużo i siedzieli nad książkami do samej kolacji. Zrobili sobie przerwę i poszli na posiłek.
Gdy wrócili do pokoju wspólnego zastali tam Gideona. Trzymał w ręku list. Dał go Molly, ona go otworzyła go i zobaczyła tam gratulacje od rodziców, że trafiła do Gryffindoru. Przysłali jej również ciasteczka od babci Prewett. Podzieliła się z Arturem i Gideonem. Tego wieczoru cała trójka opowiadała sobie kawały, śpiewali piosenki, a przede wszystkim dużo się śmiali. Zleciał im cały wieczór i gdy nadeszła pora położyć się spać życzyli sobie dobrej nocy.
Nadszedł kolejny dzień. Kolejne lekcje i kolejni nauczyciele. Całą trójką poszli na śniadanie. Gdy usiedli przy stole Gryfonów przyleciały sowy z pocztą. Molly dostała tylko Proroka Codziennego i zaczęła go czytać z nudów , popijając herbatą. Artur zaś dostał przypominajkę od rodziców, w liście było napisane, że ona zrobi się czerwona, gdy czegoś się zapomni. Nagle przezroczysta kula zrobiła się czerwona, a Artur nie wiedział o czym zapomniał. Jednak po chwili kulka zrobiła się ponownie przezroczysta. Artur przypomniał sobie.
- Już wiem ! Zapomniałem odrobić pracy domowej !
Po chwili wybuchnęli śmiechem. Wszyscy się dziwnie na nich spojrzeli, ale oni nie zwracali na to uwagi. Gdy Artur wraz z Molly wyszli z sali udali się na podwórze szkolne. Tam czekały na uczniów miotły . Przyszła pani profesor i powiedziała:
- Aby miotła do Was przyleciała, krzyknijcie ,, Do mnie ! ''
Molly krzyknęła i rączka miotły znalazła się w jej dłoni. Jednak, gdy Artur krzyknął ,,Do mnie " miotła uderzyła go w twarz. Molly uśmiechnęła się. Profesor wytłumaczyła im jak będą przebiegały lekcje. Po tym wsiedli na miotły i oderwali stopy od ziemi. Zaczęli szybować w powietrzu . Molly i Artur krążyli koła na niebie, ganiali się i tak zleciała im pierwsza lekcja latania. Następnie mieli astronomię. Udali się razem do wieży astronomicznej. W sali stały lunety i różne inne przyrządy astronomiczne. Wszystkie lekcje przebiegły równie szybko jak lekcje, które odbywały się w poprzednich dniach. Na obiedzie znowu spotkała się trójka przyjaciół- Molly, Artur i Gideon. Znów opowiadali sobie kawały i znów się śmiali. Tego wieczoru postanowili, że Gideon oprowadzi ich po Hogwarcie. Przeszli pierwsze piętro, drugie piętro i doszli na trzecie, gdzie nie wolno było wchodzić. Jednak nikogo tam nie było. Przeszli się i chcieli już wracać gdy nagle.. Zobaczyli woźnego, jednak nie wiedzieli czy on zobaczył ich , zaczęli biec co sił w stronę schodów. Dotarli do dormitorium i szybko położyli się spać.
- Cześć Molly ! - przywitał ją chłopiec.
- Cześć !
- Jak się spało ? - zapytał uprzejmie Artur.
- Bardzo dobrze.- skłamała Molly, bo przecież nie spała prawie całą noc.
- Zaraz mamy lekcje. Nie możemy się spóźnić ! Chodź, zajmiemy sobie miejs..- przerwał nagle i zaczerwienił się. - O ile.. o ile chcesz ze mną usiąść.. - powiedział nieśmiało.
- Jasne ! Jasne, że chcę !
Zaraz po tym wstali i poszli do sali, gdzie mieli lekcje Opieki nad Magicznymi Stworzeniami. Zastali tam tylko 3 osoby. Molly i Artur usiedli w ławce przy oknie. Po pięciu minutach przyszedł profesor i zaczęła się lekcja. Molly czasem zamyślała się lecz zaraz znowu słuchała profesora. Na lekcji Artur również zdawał się rozkojarzony. Po lekcjach poszli do dormitorium i odrabiali prace domowe. Zadali im strasznie dużo i siedzieli nad książkami do samej kolacji. Zrobili sobie przerwę i poszli na posiłek.
Gdy wrócili do pokoju wspólnego zastali tam Gideona. Trzymał w ręku list. Dał go Molly, ona go otworzyła go i zobaczyła tam gratulacje od rodziców, że trafiła do Gryffindoru. Przysłali jej również ciasteczka od babci Prewett. Podzieliła się z Arturem i Gideonem. Tego wieczoru cała trójka opowiadała sobie kawały, śpiewali piosenki, a przede wszystkim dużo się śmiali. Zleciał im cały wieczór i gdy nadeszła pora położyć się spać życzyli sobie dobrej nocy.
Nadszedł kolejny dzień. Kolejne lekcje i kolejni nauczyciele. Całą trójką poszli na śniadanie. Gdy usiedli przy stole Gryfonów przyleciały sowy z pocztą. Molly dostała tylko Proroka Codziennego i zaczęła go czytać z nudów , popijając herbatą. Artur zaś dostał przypominajkę od rodziców, w liście było napisane, że ona zrobi się czerwona, gdy czegoś się zapomni. Nagle przezroczysta kula zrobiła się czerwona, a Artur nie wiedział o czym zapomniał. Jednak po chwili kulka zrobiła się ponownie przezroczysta. Artur przypomniał sobie.
- Już wiem ! Zapomniałem odrobić pracy domowej !
Po chwili wybuchnęli śmiechem. Wszyscy się dziwnie na nich spojrzeli, ale oni nie zwracali na to uwagi. Gdy Artur wraz z Molly wyszli z sali udali się na podwórze szkolne. Tam czekały na uczniów miotły . Przyszła pani profesor i powiedziała:
- Aby miotła do Was przyleciała, krzyknijcie ,, Do mnie ! ''
Molly krzyknęła i rączka miotły znalazła się w jej dłoni. Jednak, gdy Artur krzyknął ,,Do mnie " miotła uderzyła go w twarz. Molly uśmiechnęła się. Profesor wytłumaczyła im jak będą przebiegały lekcje. Po tym wsiedli na miotły i oderwali stopy od ziemi. Zaczęli szybować w powietrzu . Molly i Artur krążyli koła na niebie, ganiali się i tak zleciała im pierwsza lekcja latania. Następnie mieli astronomię. Udali się razem do wieży astronomicznej. W sali stały lunety i różne inne przyrządy astronomiczne. Wszystkie lekcje przebiegły równie szybko jak lekcje, które odbywały się w poprzednich dniach. Na obiedzie znowu spotkała się trójka przyjaciół- Molly, Artur i Gideon. Znów opowiadali sobie kawały i znów się śmiali. Tego wieczoru postanowili, że Gideon oprowadzi ich po Hogwarcie. Przeszli pierwsze piętro, drugie piętro i doszli na trzecie, gdzie nie wolno było wchodzić. Jednak nikogo tam nie było. Przeszli się i chcieli już wracać gdy nagle.. Zobaczyli woźnego, jednak nie wiedzieli czy on zobaczył ich , zaczęli biec co sił w stronę schodów. Dotarli do dormitorium i szybko położyli się spać.
Rozdział pierwszy
Dziewczynka była tak zmęczona podróżą, że w połowie drogi zasnęła.. Obudził ją okrzyk Gideona:
-Dojechaliśmy !
Molly natychmiast się podniosła i przez okno ujrzała ogromny zamek. Przypomniała sobie opowieści brata i rozpoznała go. To był Hogwart. W opowiadaniach brata był magiczny, ale gdy go zobaczyła na własne oczy nie mogła uwierzyć, że jest już prawie w szkole magii, że nauczy się tu zaklęć, eliksirów i wiele innych rzeczy potrzebnych jej w świecie magii. Dziewczynka wysiadła z pociągu i poszła po bagaż. Odebrała go i razem z innymi pierwszorocznymi udała się do zamku.
Przy wejściu na Wielką Salę przywitała ich wysoka pani profesor. Wytłumaczyła im co za chwilę się odbędzie. Molly zaczęła się strasznie denerwować. Nagle za ramię złapał ją niski chłopiec.
-Cześć ! Jestem Artur.
- Cz-cześć. A ja Molly.- wykrztusiła dziewczynka.
- Nie denerwuj się. Ja też jestem tu pierwszy raz. Jeśli boisz się przydziału, to jak wiesz, do którego domu chcesz trafić to po prostu poproś. To pomoże. Uwierz mi. - pocieszył ją chłopiec.
,,To na prawdę pomoże ? Może warto spróbować'' pomyślała Molly i poszła za panią profesor i ustawiła się w szeregu przed dziwnym kapeluszem.
-To była Tiara, o której wspominał Artur.- szeptem powiedziała dziewczynka.
Nauczycielka wyczytywała nazwiska i wkładała Tiarę na głowy wyczytanych. Artur trafił do Gryffindoru i Molly zobaczyła jak puścił do niej oko. Poczuła, że na jej twarzy pojawił się rumieniec. Dziewczynka zakochała się w Arturze i już marzyła o tym, że kiedy trafi do tego samego domu zostaną przyjaciółmi, wszystko przerwał głos, który mówił:
-Molly Prewett !
Zerwała się szybko i podeszła do stołka. Usiadła i poczuła jak pani profesor wsadza jej na głowę Tiarę Przydziału. Przez chwilę Tiara siedziała cicho lecz nagle powiedziała:
- Gdzie by Cię tu przydzielić.. Jesteś dość mądra.. Co ceni sobie dom Roweny Ravenclaw...
- Proszę, nie do Ravenclawu. -szeptała Molly.
- Nie chcesz do Ravencalwu ? Dobrze... Niech będzie.. Gryffindor !- wykrzyknęła Tiara i Molly wstała ze stołka i podbiegła do stołu Gryfonów, gdzie siedział Artur i jej brat.
- Widzisz ? Nie było tak strasznie ! - powiedział niski chłopiec, którego poznała wcześniej.
- Tak. Dziękuję Ci za rady..
- Och Molly ! Gratuluję Ci, że trafiłaś do Gryffindoru ! Rodzice na pewno się ucieszą ! - przerwał im Gideon.
- Och.. Dzięki ! Gideonie , to jest Artur Weasley. Arturze- to mój brat Gideon.- przedstawiła Artura i Gideona.
- Cześć !
- Cześć ! - powiedzieli razem.
Dziewczynka zobaczyła, że skończyła się Ceremonia Przydziału i to, że właśnie wstaje dyrektor.
- Witajcie drodzy uczniowie ! Chciałbym.. - ale Molly przestała go słuchać i wpatrywała się w rudego chłopca, w którym się zakochała, a on słuchał dyrektora i nie zwracał na nią uwagi. Gdy skończył przemowę na stołach pojawiło się jedzenie. Mnóstwo jedzenia. Wszyscy zaczęli jeść, a ona zjadła tylko kawałek ciasta i rozmyślała. Rozmyślała o tym jak będzie teraz wyglądało jej życie w szkole i poza nią . Jak poznała Artura od razu poczuła, że coś się zmieniło. Miała nadzieję, że Artur czuje to samo do niej.
Po biesiadzie wszyscy udali się do dormitoriów i położyli się spać. Molly powiedziała ,,Dobranoc'' Arturowi i Gideonowi, a oni udali się do swoich sypialni, a ona do swojej. Nie mogła zasnąć przez długi czas, nadal rozmyślając o Arturze. Nie wiadomo kiedy zasnęła..
-Dojechaliśmy !
Molly natychmiast się podniosła i przez okno ujrzała ogromny zamek. Przypomniała sobie opowieści brata i rozpoznała go. To był Hogwart. W opowiadaniach brata był magiczny, ale gdy go zobaczyła na własne oczy nie mogła uwierzyć, że jest już prawie w szkole magii, że nauczy się tu zaklęć, eliksirów i wiele innych rzeczy potrzebnych jej w świecie magii. Dziewczynka wysiadła z pociągu i poszła po bagaż. Odebrała go i razem z innymi pierwszorocznymi udała się do zamku.
Przy wejściu na Wielką Salę przywitała ich wysoka pani profesor. Wytłumaczyła im co za chwilę się odbędzie. Molly zaczęła się strasznie denerwować. Nagle za ramię złapał ją niski chłopiec.
-Cześć ! Jestem Artur.
- Cz-cześć. A ja Molly.- wykrztusiła dziewczynka.
- Nie denerwuj się. Ja też jestem tu pierwszy raz. Jeśli boisz się przydziału, to jak wiesz, do którego domu chcesz trafić to po prostu poproś. To pomoże. Uwierz mi. - pocieszył ją chłopiec.
,,To na prawdę pomoże ? Może warto spróbować'' pomyślała Molly i poszła za panią profesor i ustawiła się w szeregu przed dziwnym kapeluszem.
-To była Tiara, o której wspominał Artur.- szeptem powiedziała dziewczynka.
Nauczycielka wyczytywała nazwiska i wkładała Tiarę na głowy wyczytanych. Artur trafił do Gryffindoru i Molly zobaczyła jak puścił do niej oko. Poczuła, że na jej twarzy pojawił się rumieniec. Dziewczynka zakochała się w Arturze i już marzyła o tym, że kiedy trafi do tego samego domu zostaną przyjaciółmi, wszystko przerwał głos, który mówił:
-Molly Prewett !
Zerwała się szybko i podeszła do stołka. Usiadła i poczuła jak pani profesor wsadza jej na głowę Tiarę Przydziału. Przez chwilę Tiara siedziała cicho lecz nagle powiedziała:
- Gdzie by Cię tu przydzielić.. Jesteś dość mądra.. Co ceni sobie dom Roweny Ravenclaw...
- Proszę, nie do Ravenclawu. -szeptała Molly.
- Nie chcesz do Ravencalwu ? Dobrze... Niech będzie.. Gryffindor !- wykrzyknęła Tiara i Molly wstała ze stołka i podbiegła do stołu Gryfonów, gdzie siedział Artur i jej brat.
- Widzisz ? Nie było tak strasznie ! - powiedział niski chłopiec, którego poznała wcześniej.
- Tak. Dziękuję Ci za rady..
- Och Molly ! Gratuluję Ci, że trafiłaś do Gryffindoru ! Rodzice na pewno się ucieszą ! - przerwał im Gideon.
- Och.. Dzięki ! Gideonie , to jest Artur Weasley. Arturze- to mój brat Gideon.- przedstawiła Artura i Gideona.
- Cześć !
- Cześć ! - powiedzieli razem.
Dziewczynka zobaczyła, że skończyła się Ceremonia Przydziału i to, że właśnie wstaje dyrektor.
- Witajcie drodzy uczniowie ! Chciałbym.. - ale Molly przestała go słuchać i wpatrywała się w rudego chłopca, w którym się zakochała, a on słuchał dyrektora i nie zwracał na nią uwagi. Gdy skończył przemowę na stołach pojawiło się jedzenie. Mnóstwo jedzenia. Wszyscy zaczęli jeść, a ona zjadła tylko kawałek ciasta i rozmyślała. Rozmyślała o tym jak będzie teraz wyglądało jej życie w szkole i poza nią . Jak poznała Artura od razu poczuła, że coś się zmieniło. Miała nadzieję, że Artur czuje to samo do niej.
Po biesiadzie wszyscy udali się do dormitoriów i położyli się spać. Molly powiedziała ,,Dobranoc'' Arturowi i Gideonowi, a oni udali się do swoich sypialni, a ona do swojej. Nie mogła zasnąć przez długi czas, nadal rozmyślając o Arturze. Nie wiadomo kiedy zasnęła..
Prolog
Był 1 września 1961 roku. Molly miała wyjechać z domu Prewett'ów do szkoły. Szkoły magii. Wiedziała już trochę o niej, ponieważ jej brat- Gideon uczęszczał do tej szkoły od paru lat. Dziewczynka była tak zdenerwowana tym, że już za parę dni będzie w Hogwarcie i pozna mnóstwo zaklęć i czarodziejów. A najbardziej stresowała się, do którego domu trafi. Nie chciała być w Slytherinie. Najbardziej pasowałby jej Gryffindor. Przestała o tym wszystkim myśleć i podeszła do wielkiego, brązowego kufra i zaczęła tam pakować książki, po które 2 dni wcześniej wybrała się na ulicę Pokątną. Wsadziła tam też szatę, różdżkę i ubrania. Dochodziło w pół do jedenastej. Molly razem z kufrem zeszła na dół do kuchni i powitała radośnie rodzinę. Jednak wśród wesołej rodzinki siedział jej młodszy brat- Fabian. Był smutny. Jedenastoletnia dziewczynka podeszła do niego i przytuliła się mocno. Szeptem powiedziała:
- Nie martw się Fabian. Będę tęsknić.
I puściła go z uścisku i zobaczyła jak kącik jego ust podnoszą się delikatnie .
Usiadła na krześle i zaczęła jeść płatki z mlekiem. Kiedy skończyła posiłek sprawdziła godzinę, była 10. 45. Spojrzała na tatę, na mamę i Gideona. Oni również się na nią spojrzeli i wstali jednocześnie razem z Fabianem. Po 10 minutach znaleźli się na dworcu Kings Cross i razem z Gideonem wbiegła na peron 9 i ¾ . Była 10.58 . Szybko pożegnała się z rodzicami i z młodszym bratem, a ze starszym szybko wbiegła do pociągu i usiadła w wolnym przedziale...
- Nie martw się Fabian. Będę tęsknić.
I puściła go z uścisku i zobaczyła jak kącik jego ust podnoszą się delikatnie .
Usiadła na krześle i zaczęła jeść płatki z mlekiem. Kiedy skończyła posiłek sprawdziła godzinę, była 10. 45. Spojrzała na tatę, na mamę i Gideona. Oni również się na nią spojrzeli i wstali jednocześnie razem z Fabianem. Po 10 minutach znaleźli się na dworcu Kings Cross i razem z Gideonem wbiegła na peron 9 i ¾ . Była 10.58 . Szybko pożegnała się z rodzicami i z młodszym bratem, a ze starszym szybko wbiegła do pociągu i usiadła w wolnym przedziale...
Subskrybuj:
Posty (Atom)