Serce waliło jej jak oszalałe. To co przeżyła tego wieczoru było straszne. Jeśli woźny ich zobaczył, mogą stracić punkty. Ale Molly pomyślała o czymś jeszcze.. ,, A co jeśli... nas wyleją ? ''
Nie chciała wylecieć ze szkoły, już w pierwszym tygodniu ! Jeszcze jej brat, który ma w tym roku SUMy ! ,,Jeśli wyleci.. O nie ! Rodzice będą zdenerwowani, na pewno będzie miała szlaban na całe życie ! A co pomyśli o nich Fabian ? '' Myśli tej nocy plątały się w jej głowie. Kolejna noc nie przespana..
Gdy nadszedł kolejny dzień Molly ubrała się, uczesała i wyszła z sypialni. W pokoju wspólnym zastała Artura i Gideona, którzy czekali właśnie na nią. Oni byli radośni. A przynajmniej tacy się wydawali.
- Dzień Dobry Molly ! - krzyknął Gideon.
- Czy ja wiem, czy taki dobry..- odpowiedziała.
- Och Molly ! Przestań przejmować się wczorajszym wieczorem ! Nie zobaczył nas przecież ! Bo jakby zobaczył, to już byśmy się o tym dowiedzieli ! - powiedział szybko Artur.
- No ja nie wiem.. Nie byłabym do końca tego pewna.. A może właśnie poczekał do rana ? Może chce powiedzieć opiekunowi Gryfonów na śniadaniu ? - przerwała i złapała się za głowę patrząc na zegarek.
- Och nie ! Zaraz zaczną się lekcje ! Nie zdążymy na śniadanie !
Artur i Molly szybko zabrali torby z podręcznikami i pobiegli do sali od Historii Magii. Czekał tam na uczniów profesor. Był dość niski, miał brązowe oczy i widać było, że ma już swoje lata. Lekcja dłużyła się, a Molly już coraz mniej bała się konsekwencji spaceru na trzecim piętrze. Gdy lekcja się skończyła poszli do sali od Zaklęć.
Sala ta była inna od wszystkich. Po dwóch stronach były dwa rzędy ławek i w każdym rzędzie jeden długi stół. Na stole leżały pióra. Nikt nie wiedział po co one są. Jednak gdy profesor zaczął dowiedzieli się po co one tam były. Ćwiczyli zaklęcie lewitujące. Nauczyciel Zaklęć i Uroków wytłumaczył im o co chodzi i co muszą zrobić, aby pióro uniosło się w górę. Każdy próbował, ale nie wychodziło . Po paru próbach pióro Molly uniosło się w górę. Profesor pochwalił ją, a dzięki temu Gryffindor zyskał 10 punktów. Jednemu z chłopców wydawało się, że pióro poleciało w górę. Jednak okazało się, że to przez otwarte okno. Wiał wiatr, a on siedział właśnie przy oknie. Wiatr je porwał i wyleciało na podwórze. Artur miał zrezygnowaną minę. Nauczyciel powiedział na koniec lekcji, aby przećwiczyli te zaklęcie na innych przedmiotach, takich jak książka, ołówek czy szata.
Następnie mieli Transmutację. Artur i Molly musieli udać się na drugi koniec szkoły, ponieważ tam znajdowała się sala do Transmutacji. Zastali tam profesor McGonagall, którą rozpoznała już Molly. To ona wyczytywała nazwiska uczniów na Ceremonii Przydziału. Wydawała się miłą nauczycielką i okazało się, że taka jest. W klasie profesor McGonagall panowała taka cisza, jak w żadnej innej sali. Lekcja wdawała się przyjemnością, a nie jak na przykład lekcja Historii Magii, która dłużyła się w nieskończoność. Na tej lekcji poznali zaklęcie zniknięcia i jak przemieniać zwierzęta w przedmiot codziennego użytku. Molly była inteligentną dziewczynką i udało jej się to oczywiście jako pierwszej, ale Artur w tej dziedzinie magii nie był najgorszy, jemu udało się zaraz po niej. I dostali kolejne dziesięć punktów od osoby. Wydawało się, że lekcja trwała dziesięć minut, a tak na prawdę trwała godzinę.
Po zajęciach z Transmutacji Artur i Molly poszli na obiad. Usiedli jak zwykle obok Gideona i rozmawiali o Quidditchu. Okazało się, że starszy brat Molly załapał się do drużyny i został pałkarzem. Dziewczynka i jej przyjaciel wypytywali się Gideona, jakie są zasady tej gry, kiedy będzie najbliższy trening, kiedy najbliższy mecz i z kim będą grać.
- Spokojnie, spokojnie. Jeszcze nie wiemy kiedy będzie mecz i z kim, ale pierwszy trening w tym roku będzie sobotę. Chcecie popatrzeć ?
- Oczywiście ! - krzyknęli razem.
Po obiedzie udała się do dormitorium, aby odrobić lekcje razem z Arturem i Gideonem, jednak Gideon się nie zjawił. Molly postanowiła poszukać brata i wyszła z pokoju wspólnego. Postanowiła wrócić na Wielką Salę, ale tam go nie było, zniecierpliwiona poszła na szkolne błonie. Tam też go nie było, więc szybko udała się na podwórze. Gideon tam był, ale nie sam. Był tam z dziewczyną. Molly jeszcze nie widziała tej dziewczyny z Gideonem. Po chwili rozpoznała tą dziewczynę. Była to Lucy, należała do Gryffindoru i jest prefektem. Molly schowała się natychmiast w korytarzu. Przez chwilę ich obserwowała, ale nagle usłyszała głos Artura.
- Molly ! Co ty tam zobaczyłaś ? Musimy odrobić lekcje !
- Nic, nic. Dobrze już idę.
I poszli razem do dormitorium, usiedli na fotelach przy kominku i odrabiali lekcje.
Uwielbiam Artura i Molly! *-*
OdpowiedzUsuńWracając do drugiego rozdziału, zaczęłam się śmiać, gdy przeczytałam, że Artur dostał miotłą w twarz.
Myślę, że woźny (Filch, czy ktoś tam) raczej ich nie zauważył, chociaż jak na niego ma wzrok sokoli. Raczej ich usłyszał, albo czujne oczy Pani Norris ich wytropiły. Anyway. Wątpię, że będzie jakaś kara, chociaż mam nadzieję, że mnie pozytywnie zaskoczysz :3. Coś czuję, że między Gideonem A Lucy zaiskrzy - ale czas pokażę (gadam jak filozof. Cofnij. Piszę.) :D Mogłabyś mnie powiadamiać o nowych rozdziałach? 37532390 albo po prostu zostawiaj wiadomości na moim blogu - www.art-of-despair.blogspot.com ^^
Jasne, że będę powiadamiać :) Dzięki za miłe słowa :)
OdpowiedzUsuńPomysl fajny ale za bardzo przypomina mi Złotą Trójcę. I staraj się o trochę dłuższe rozdziały. Molly za bardzo przypomina Hermionę. Sorry, że tak krytykuję ale tak to odbieram:) Ale ćwicz, pisz i nie zniechęcaj się :)
OdpowiedzUsuńBuźka
Alex :)
Ok :) Krytykę przyjmuję do serca, a rozdział 4, który właśnie piszę, będzie (mam przynajmniej taką nadzieję) zaskakujący :)
OdpowiedzUsuń