niedziela, 26 sierpnia 2012

Rozdział piąty

   Gdy nadszedł czas na kolejne zajęcia, Molly wstała rozpromieniona, ciesząc się, że to był sen. Zbiegła z torbą do pokoju wspólnego i gdy zobaczyła, że nikogo w nim nie ma, spojrzała na zegar i pobiegła do lochów, gdzie właśnie trwała lekcja eliksirów. Wbiegła do sali i zastała tam pełną klasę. Nauczyciel spojrzał się na nią, a zaraz po tym na wolne krzesło obok Artura, na które bez słowa usiadła.
- Pani Prewett, czemu pani spóźniła się na lekcje ? - zabrzmiał głos profesora.
- Przepraszam, ale.. zapodziałam podręcznik i go szukałam.. - skłamała Molly.
- Przez ciebie Gryffindor traci dziesięć punktów . Otwórz na dwusetnej stronie.
,,Super ! Z samego rana popsuty humor, gdy dzień wydawał się taki piękny ! '' Wyjęła podręcznik i otworzyła go na dwusetnej stronie. Na stronie widniał napis ,, Alchemia''. Molly od razu pomyślała, że będzie to nudny temat. Lekcja zdawała się bardzo długa, ale w końcu po czterdziestu-pięciu minutach zakończyła się.
    Molly odetchnęła z ulgą i wyszła z sali i udała się do cieplarni, gdzie odbyła się lekcja zielarstwa. Wyjęła podręcznik i przestała słuchać wykładu pani profesor o historii zielarstwa. Lubiła zielarstwo, ale nienawidziła historii. Nie ważne było, czy to historia magii, czy zielarstwa, czy Hogwartu. Lekcja była nudna i Molly nic nie słuchała. Gdy pani profesor zadała im pracę domową, zaczęła się pakować i gdy nauczycielka powiedziała ,, Koniec zajęć ! '' wyszła z klasy i poszła z Arturem na Wieżę Astronomiczną. To był chyba jedyny przedmiot, który Artur lubił. Lekcja minęła bardzo szybko, a rozmawiali o Układnie Słonecznym, o tym ile każda planeta ma księżycy i o Słońcu.
   Po lekcji astronomii udali się na Wielką Salę, aby zjeść obiad.
- Arturze ! Po obiedzie zaczyna się trening Gryfonów ! Gideon nas zaprosił, pamiętasz ? - wykrzyknęła Molly.
- Och.. Zapomniałem ! To szybko zjedzmy i na trybuny !
Usiedli przy stole domu Godryka Gryffindora, zjedli obiad, a Gideon znów nie zjawił się na posiłku. Zjedli dużo szybciej niż przypuszczali, więc poszli go szukać. Najpierw udali się do Wieży Północnej, gdzie właśnie miał wróżbiarstwo lecz tam go nie zastali. Pobiegli do dormitorium i Artur wszedł po schodach do sypialni chłopców, ale ani w sypialni ani w pokoju wspólnym go nie było. Molly pomyślała o ostatnim jego zniknięciu.. Był na szkolnym dziedzińcu z Lucy.
- Arturze, chyba wiem gdzie możemy go znaleźć ! Chodźmy na szkolne podwórze !
I wybiegli na podwórze i go tam zastali. Latał na miotle z Lucy. Widocznie ich nie zauważył, ponieważ słowem się nie odezwał. Wylądowali w drugim końcu dziedzińca, złapali się za ręce i poszli na boisko do Quidditcha. Molly i Artur pobiegli za nimi i zajęli miejsca na trybunach. Po około dziesięciu minutach na boisko weszła drużyna Gryfonów, w czerwonych szatach, z żółtymi dodatkami. W dłoniach trzymali trzonki mioteł. Kapitan drużyny wniósł razem z Gideonem na środek boiska skrzynię z piłkami. Najpierw wypuścili tłuczki. Następnie, gdy brat Molly wzbił się w powietrze, kapitan rzucił kafla w górę i po pewnym czasie wypuścił złotego znicza. Gideon odbijał tłuczki, latał na około pętli, w okół zawodników, wydawało się to nudnym zajęciem, ale jemu najwidoczniej się podobało, co można było stwierdzić po jego wyrazie twarzy.
- Hej ! - nagle usłyszeli dziewczęcy głos. Odwrócili się do tyłu i zobaczyli Lucy.
- Jestem Lucy. Ty jesteś pewnie Molly, tak ? Dużo o Tobie słyszałam ! Twój brat mi opowiadał o Tobie. A Ty jesteś..  Adam ?
- Nie. Jestem Artur Weasley.
- Ach, no tak ! O Tobie również słyszałam. - odpowiedziała szybko Lucy.
- Jestem na tym samym roku co Gideon. Jesteśmy przyjaciółmi... No.. e.. A jak wam się tu podoba ? - powiedziała speszona dziewczyna.
- Bardzo mi się podoba. Tu jest tak.. magicznie. - wybuchnęli śmiechem, nie patrząc już na trening.
Teraz Molly przyjrzała się bliżej Lucy. Była ona ciemnowłosą dziewczyną, o niebieskich oczach, była wysoka i szczupła.
- Co powiesz na to, abyśmy we czwórkę- ja, Artur, Gideon i ty, chodzili razem na posiłki i razem spędzali wolny czas ? - bez namysłu powiedziała Molly.
- Hmm.. Myślę, że to dobry pomysł tylko, że twój brat będzie miał teraz treningi trzy razy w tygodniu i będzie miał mniej czasu niż teraz..- przerwała Lucy.
- Znajdziemy dla siebie czas na pewno ! - powiedziała Molly.
- Wiecie.. Na mnie chyba już czas.. Trening się skończył, muszę odrobić lekcje.. To pa ! Do zobaczenia ! - i zniknęła w mgnieniu oka.
   Gdy wrócili z boiska, poszli do dormitorium odrobić lekcje i sprawdzić czy jest tam Lucy. Molly bardzo ją polubiła, lecz nie wiedziała, czemu była taka.. nieśmiała.
Jednak nie było jej tam, nie było również Gideona, ale Molly i Artur byli już na tyle zmęczeni, że zrezygnowali z poszukiwań i poszli na kolację.

1 komentarz:

  1. Lucy jest ładna, chociaż mam dziwne wrażenie, że coś namiesza albo złamie serce Gideonowi - nie wiem dlaczego, po prostu jakoś mi podpada o3o love forever musi kosztować. Między Molly a Arturem żadnych romantycznych uniesień na razie nie ma ;_; Chyba sobie poczekam. Pan profesor (Slughorn, tak?) za spóźnienie przypomniał mi Snape'a, kiedy odejmował Potterowi punkty za spóźnienie xD

    OdpowiedzUsuń